Wróciłam właśnie z hiszpańskiego. Zrobiłam sobie gorącą czekoladę na mleku i zasiadłam do tłumaczenia. I odsiadłam od niego
Bo mi się tak nostalgicznie zrobiło. Czekolada przypomniała mi w smaku kakao. A kakao kojarzy mi się z moim dzieciństwem.

Kiedy chodziłam do przedszkola u mnie w domu zawsze był ten sam rytuał. Mama przychodziła przed szóstą do nas do pokoju. Najpierw szykowała nam ubranie. Do dzisiaj pamiętam to szuranie szufladami… Potem zanosiła to ubranie do drugiego pokoju. Na jednej kupce moje, na drugiej mojej siostry. Potem budziła moją siostrę. A właściwie wynosiła ją z łóżka. Zanosiła ją do łazienki, stawiała na taborecie i przemywała jej buzię zimną wodą. Jeszcze po drodze siku było, ale aż tak dokładnie nie pamiętam


A
potem już nie było tak miło. Bo moja siostra ubierała się
błyskawicznie. A ja? Dziesięć razy musiałam się zastanowić zanim
włożyłam jedną nogę w nogawkę wełnianych rajtuz. A dwadzieścia razy
zanim zrobiłam użytek z drugiej. A mama się denerwowała coraz bardziej,
bo musiała przecież dotrzeć na czas do pracy a po drodze zaliczyć
jeszcze przedszkole i żłobek. No i się robiło niefajnie, bo zaczynała na
mnie krzyczeć, a ja zaczynałam ryczeć. Ale czasami jak się szybko
ubrałam, to w nagrodę dostawałam mambę
Ale rzadko niestety się to zdarzało
Przeważnie kończyło się na tym, że wybiegałyśmy z domu. Ja i mama. A
moja siostra spokojnie siedziała sobie w wózku. Czego jej strasznie
zazdrościłam! Mama pchała ten wózek prawie biegnąc a ja się tego wózka
trzymałam i biegłam, a mimo to, zawsze zostawałam w tyle. Wreszcie
docierałyśmy do celu. I zaczynał się mój dramat…


Chyba już wspominałam
czym dla mnie było przedszkole co?
Ale mimo tego, że chodzenie do przedszkola było dla mnie traumatycznym
przeżyciem i że na trwałe pozostawiło ślad w mojej psychice w postaci
syndromu przedszkolaka, chciałabym się czasami cofnąć o te dwadzieścia
lat. Co prawda nie było wtedy Franka. Ale za to był Wojtek. I z nim to
nawet dalej zaszłam niż kiedykolwiek z Frankiem, bo nie dość, że byłam
zaręczona, to chyba ze dwa razy braliśmy ślub
Ale to już zupełnie inna historia…


No i tak mi się przypomniało to wszystko jak sobie piłam tę czekoladę. Kubek już pusty, dość tych wspomnień. Czas się zabrać za coś pożytecznego
