*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
I znowu – czekałam cały dzień na ten wczorajszy dzień, który minął mi tak szybko, że ledwo zdążyłam go zauważyć
No, może źle to określiłam, nie zauważyć to bym nie potrafiła dnia
swoich urodzin, ale rzecz w tym, że to naprawdę jest mój ulubiony dzień w
roku i zawsze chciałabym, żeby trwał jak najdłużej. Czy z tego się
kiedyś wyrasta?
Mam nadzieję, że nie, nie chcę się martwić tym, że jestem coraz
starsza, a raczej chcę się cieszyć z tego, że ktoś o mnie pamięta, że
ktoś mi dobrze życzy, że to moje święto po prostu, nawet jeśli wie o nim
tylko niewielka grupka osób.
Dziękuję Wam bardzo za życzenia! W
każdej postaci. Naprawdę każde ciepłe słowo, wiele dla mnie znaczy,
szczególnie co roku 21 lipca
Kiedyś w dniu moich urodzin zawsze lubiłam robić podsumowanie – sama nie wiem czego
Chyba tak ogólnie, mojego życia. W zasadzie mogłabym powiedzieć, że
pamiętam, co czułam, gdy kończyłam dziewięć lat, siedemnaście,
dwadzieścia jeden… I pamiętam też, że kiedyś zastanawiałam się, jak to
będzie, gdy będę już dorosła. Od pewnego czasu, przestałam się nad tym
zastanawiać. Pewnie dlatego, że nawet nie zauważyłam, kiedy się taka
zrobiłam
Nawet pomimo całego mojego infantylizmu, pewne jest, że jestem już
dorosła. I przyznam, że specjalnie mi to nie przeszkadza. Już chyba
kiedyś pisałam, że nie tęsknię do tego, by znowu być dzieckiem, chociaż
miałam piękne dzieciństwo. Absolutnie nie chciałabym być ponownie
nastolatką, bo choć źle mi w życiu nie było, to był bardzo burzliwy
okres dla mnie, zwłaszcza pod względem uczuciowym. Od jakiegoś czasu
jest mi po prostu w miarę dobrze na tym świecie – w tym czasie i w tym
miejscu. Do niczego mi się specjalnie nie spieszy, a teraźniejszość jest
dla mnie na tyle ciekawa, że nie pragnę powrotu do przeszłości. Chociaż
oczywiście zdarza mi się tęsknić za czymś, co minęło, ale znacznie
częściej miewam po prostu chwile, które chciałabym, by trwały wiecznie…
Tak więc wyglądają moje tegoroczne pourodzinowe przemyślenia… Jak każdy,
mam gorsze dni, miewam też kryzysy. Ale prawda jest taka, że nigdy nie
powiedziałabym, że jestem nieszczęśliwa. A nawet mogłabym powiedzieć, że
choć czasami czegoś mi brakuje, to uważam, że generalnie wiodę bardzo
szczęśliwe życie. Losie, piszę to wcale nie po to, by Cię kusić! Bądź
tak łaskawy – zamknij oczy, zatkaj uszy i w ogóle nie widziałeś tego
zdania :)) Jest po prostu dobrze, nie musi być lepiej, a najważniejsze,
żeby nie było gorzej
A tymczasem olewamy pogodę i jednak jedziemy… Ryzykujemy trochę, ale
po prostu chcemy razem gdzieś pojechać. Najwyżej nie będziemy spać w
namiocie. W ostateczności mamy auto – albo się w nim kimniemy, albo
wrócimy
Ale trzymajcie mimo wszystko kciuki – niech po prostu nie pada i będzie przyjemnie
W ogóle to miał być mój wypad urodzinowy. Franek wczoraj pracował,
wrócił dopiero wieczorem, więc nie mieliśmy zbyt wiele czasu na
świętowanie. Obiecał mi, że uczcimy moje urodziny w weekend, a gdy mu
się dzisiaj żaliłam, ze urodziny minęły mi zbyt szybko i że świat już w
ogóle o nich zapomniał, odpowiedział mi, że on nie zapomniał i będziemy
jeszcze świętować, choćby miał śnieg padać :)) A tak swoją drogą – nie
pamiętam, żeby kiedykolwiek dzień moich urodzin był tak zimny i ponury
(pogodowo mam na myśli :))
Ps. A po powrocie oczywiście nie omieszkam się pochwalić łupami urodzinowymi