*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą początki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą początki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 stycznia 2016

Pierwsza relacja w punktach.

Jakoś nie umiałam napisać tej notki jako spójnej całości, więc będzie w punktach :)

1.    Miłym zaskoczeniem jest dla mnie to, że w kolejce którą dojeżdżam nie ma dzikich tłumów, ani rano ani po południu. Można nawet liczyć na miejsce siedzące i spokojnie czytać przez 20 minut. W tramwajach jest trochę z tym gorzej, ale też nieźle, a poza tym jadę tylko jakieś osiem minut. Dojazd jest więc bardzo wygodny i sprawny.

2.    Przyznaję, że po raz pierwszy spotkałam się z tak profesjonalnym podejściem do wdrażania nowych pracowników (a jest ich sporo, bo modernizowany jest cały dział) - dostałam plan na ten tydzień, w którym są rozpisane wszystkie spotkania i szkolenia. Ale zdarzają się też okienka (których pewnie później już nie będzie, bo już kilka osób ostrzegało mnie, że pracy może być sporo), wtedy zajmuję się poznawaniem nowego systemu, zabawą z komputerem i rozwiązywaniu quizów wiedzy o produkcie.

3.    Wspominałam kiedyś, że firma działa w branży IT, nie wchodząc w szczegóły dodam, że jest mocno związana z firmą Apple, a co za tym idzie, cały sprzęt i oprogramowanie są firmowe. Dostałam już swojego Maca i iPhona, teraz uczę się pracy na urządzeniach i systemie operacyjnym, z którymi nie miałam dotychczas nic wspólnego. Te quizy są o tyle fajne, że poprzedzają je treningi online, więc kto wie, może za jakiś czas będę ekspertem :P

4.    Jeszcze nie do końca jest dla mnie jasne, czym dokładnie będę się zajmować, ale coraz więcej rzeczy się już klaruje. Przede wszystkim już wiem, że jestem pracownikiem działu handlowego, ale będę bardzo ściśle współpracować z logistyką i księgowością. Dzisiejsze spotkanie, które odbyłam z przedstawicielem działu logistyki pozwala mi sądzić, że będę miała sporo obowiązków, które już znam, chociaż oczywiście ich specyfika zapewne będzie inna.  No i przede wszystkim, będę na nie patrzyła z trochę innego punktu widzenia.

5.    Nie mam więc na razie żadnych konkretnych obowiązków, tylko się ciągle z kimś spotykam i szkolę a potem przetrawiam nowe wiadomości, ale to dobrze, bo nie czuję się rzucona na głęboką wodę.

6.    Oczywiście to chwilami powoduje, że czuję się dziwnie nie na miejscu, bo dookoła mnie wszyscy działają i robią swoje, a ja tak siedzę z pozoru bezczynnie, ale grunt, że się nie nudzę. Poza tym pamiętam, że kiedy rozpoczynałam poprzednią pracę, to początkowo też tak było, że wręcz martwiłam się, czy aby na pewno jestem potrzebna i czy mnie zaraz nie zwolnią, ale po czasie doceniłam ten czas, bo dzięki niemu stopniowo mogłam zapoznać się ze sposobem funkcjonowania wielu rzeczy. Liczę na to, że tutaj będzie podobnie - lepsze to, niż bycie rzuconym na głęboką wodę.

7.    Wczoraj poznałam mnóstwo nowych osób, uścisnęłam wiele dłoni a przed moimi oczami przewijały się dziesiątki nowych twarzy, do których teraz staram się jakoś dopasować imiona (myślę, że i tak jest nieźle, bo zdołałam zapamiętać ponad dwadzieścia :)). Przyznaję, że nie jestem do tego przyzwyczajona, bo przecież dotychczas pracowałam raczej w kameralnym gronie - w restauracji co prawda była spora rotacja na stanowiskach kelnerskich, ale jednak to trochę co innego. 

8.    Z tego powodu na razie czuję się lekko skrępowana w niektórych sytuacjach. Takie poczucie nadmiernej świadomości istnienia własnej osoby... Nie wiem, czy wiecie, co mam na myśli. W każdym razie dziwnie mi jest trochę w nowym środowisku, czuję się obco i czasami trochę niezręcznie, mimo, że spotkałam się jedynie z życzliwością albo po prostu obojętnością. Ale oczywiście mnie się wydaje, że oczy wszystkich są zwrócone na moją osobę i że każdy mój ruch jest śledzony, co zapewne nie jest prawdą.

9. Mam wrażenie, że wszyscy wokoło są tak wybitnie profesjonalni, a ja jestem taką sierotką, która nie wiadomo skąd się wzięła :) Jasne, że mam wiedzę i doświadczenie, ale nie mam obycia jeśli chodzi o pracę w korporacji. I tego się trochę obawiam. Tłumaczę sobie, że przecież mnie zatrudnili, a mają tak świetnie zorganizowany dział HR, że to raczej nie był wybór przypadkowy, ale na razie jest mi dziwnie. Czekam aż to minie.

10. Ale przy tym wszystkim cieszę się, że mam znowu możliwość zdobycia zupełnie nowych doświadczeń i nauczenia się czegoś nowego.

11. Na froncie domowym jest póki co spokojnie. Wiking nie sprawia wrażenia, żeby odnotował, zmiany w naszej codzienności, choć pewnie jednak zauważył moją nieobecność. Ale póki co, nie przeżywa jej specjalnie. Niania mówi, że jest pogodny jak zawsze.

12. Jeśli chodzi o mnie, to będąc w pracy potrafię nie myśleć o domu. Ani razu nie zadzwoniłam do niani z pytaniem co słychać, nie zamartwiam się ani nie zastanawiam, jak sobie radzą. Ale jak mi się czasami Wikuś przypomni, to jest mi żal. Szczególnie w drodze do i z pracy, kiedy mijam te wszystkie miejsca, które ostatnimi czasy mijała tylko z Wikingiem w wózku. Smutno mi się wtedy robi i bardzo mi szkoda, że to już nie wróci. Prawda jest taka, że tęsknię za Wikingiem i czasem z nim spędzonym. Brakuje mi tego, że w każdej chwili mogłam go przytulić i pocałować. Nie szaleję co prawda z tej tęsknoty, ale muszę przyznać, że to jest dla mnie trochę uczucie nieznane. Może jeszcze innym razem przystąpię do głębszej analizy tych uczuć.

13.  Jednak radość Wikinga, kiedy wchodzę do domu jest bezcenna :) Przez chwilę patrzy a potem szeroko się uśmiecha i idzie do mnie szybkim krokiem, żeby się we we mnie wtulić. Albo macha swoimi rączkami z radości. To wygląda naprawdę słodko.
 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Nowe przed nami.

Mimo, że nie przepadam za 1 dniem stycznia, o czym wielokrotnie tu pisałam, przyznaję, że pierwsze dni nowego roku zwykle nastrajają mnie optymistycznie. Jestem wtedy zawsze pełna nadziei na lepsze, mam wrażenie, że życie zmieni się teraz z dnia na dzień, choć to przecież złudne, bo dlaczego miałoby się to stać? W końcu to tylko zmiana daty, żadna magia :)

Ubiegły rok jednak był pod tym względem inny i w tym roku również będzie inaczej. Styczeń rzeczywiście przynosi przełom w moim życiu, rok temu były to narodziny Wikinga, w tym roku to rozpoczęcie nowej pracy.
Jak już pisałam, podoba mi się ten 2016 rok i mam względem niego dobre przeczucia. Dawno już tego nie doświadczałam, mam więc nadzieję, że to coś jednak znaczy :) Od jakiegoś już czasu jestem pozytywnie nastawiona do przyszłości i tego, co się dzieje wokół mnie i chciałabym bardzo, żeby ta tendencja się utrzymała w kolejnych miesiącach.
Mam wobec tego roku, który właśnie nadszedł pewne oczekiwania. Chciałabym bardzo, żeby wreszcie ustabilizowała się nasza sytuacja i żeby nasze życie wróciło na dawne tory, z których trochę zboczyło trzy lata temu. Wtedy byliśmy na dobrej drodze, ale niestety wszystko nam się przewróciło do góry nogami a potem przez dłuższy czas już tylko komplikowało. Bardzo liczę na to, że to już koniec tych komplikacji. Chciałabym, żeby przede wszystkim pomyślnie rozwijała się nasza sytuacja zawodowa. Jeśli dobrze pójdzie, Franek dostanie w tym roku umowę o pracę na czas nieokreślony. Ja też mam obiecane, że po trzymiesięcznym okresie próbnym dostanę umowę na stałe. Ale najpierw przez te trzy miesiące trzeba przejść i się sprawdzić. Mam nadzieję, że mi się to uda, choć przyznam, że jestem pełna obaw. A chciałabym bardzo, żeby ta praca spełniła moje oczekiwania, żebym ją polubiła i dobrze się tam czuła. 

Pomimo tego, że od przyszłego tygodnia będę już mamą pracującą, życzyłabym sobie, abyśmy w tym roku cieszyli się wieloma radosnymi rodzinnymi chwilami. Mam nadzieję, że mimo wszystko będziemy mieli wystarczająco dużo czasu, żeby cieszyć się swoim towarzystwem.  Poza tym życzyłabym sobie, żeby Wiking nie przejął się za bardzo zmianą w jego życiu, która go za chwilę czeka i żeby niania okazała się strzałem w dziesiątkę. No i dobrze byłoby, żebym i ja w miarę szybko przeszła nad tymi wielkimi zmianami do porządku dziennego. Boję się, że będzie ciężko, że najbliższe tygodnie będą dla mnie z różnych powodów bardzo trudne. Ale pożyjemy, zobaczymy... Jeśli chodzi o mnie i Franka, bardzo zależy mi na tym, żebyśmy już na dobre pożegnali wszystkie gorsze momenty i żeby teraz było już tylko dobrze :)

Chciałabym też, żeby ten rok nadal obfitował w wiele spotkań towarzyskich. Głównie chodzi mi o gości - mam nadzieję, że nadal nasi bliscy będą nas często odwiedzać i będziemy mieli sporo okazji do spotkań. 
Wiem, że będzie bardzo ciężko z wolnym czasem, ale liczę na to, że uda mi się wszystko tak zorganizować, żeby mimo wszystko nadal móc choć trochę poświęcać się temu, co lubię robić.

Na koniec, najważniejsze - mam nadzieję, że w tym roku ominą nas problemy zdrowotne. Mamy kilka założeń, których chcemy się trzymać, żeby jednak minimalizować ryzykowne sytuacje. Franek na przykład odgrzebał swoje wyniki EKG, z którymi ostatecznie nie wylądował prawie rok temu u kardiologa (Wiking mu trochę pokrzyżował plany) i postanowił się tym solidnie zająć. Pierwsze efekty już są. Na przykład dziś dowiedział się, ze to może wcale nie serce, tylko kręgosłup. Czyżby znowu? No, ale o tym będzie może w innym odcinku, bo na razie i tak niewiele wiemy. W każdym razie mam nadzieję, że poważniejsze problemy zdrowotne będą nas jednak omijały, a z łagodniejszymi dolegliwościami szybko sobie poradzimy.

Tyle jeśli chodzi o moje noworoczne życzenia dla mnie i mojej rodziny. Ale wyjątkowo mam na ten rok także kilka postanowień. Konkretnych, bo wiadomo, że z konkretami zawsze lepiej idzie :)
1. Do końca roku chcę przeczytać wszystkie książki, które dostałam w ostatnim czasie w prezencie. Znowu nazbierało mi się ich trochę. Jak tylko rozprawię się z tymi z biblioteki, zabiorę się za pozycje ze swoich półek.
2. Do końca roku mam zamiar zrobić porządek na przenośnym dysku, który sto lat temu pożyczyłam od taty. Muszę przejrzeć jego zawartość, wywalić to, co niepotrzebne, zająć się odpowiednio ważnymi plikami.
3. Do końca roku planuję przejrzeć wszystkie artykuły ze starych gazet, które sobie zachowałam w celu selekcji. Chcę je wszystkie przeglądnąć, ciekawe i przydatne zachować, resztę tylko przeczytać i wyrzucić.
A w gratisie - gdyby się udało, to zrobię jeszcze porządek z naszymi zdjęciami na dysku komputera. Kiedyś to jednak było łatwiej. Teraz setki i tysiące tych zdjęć i nie ma kiedy się nimi porządnie zająć.

Mam (albo mamy, bo niektóre dotyczą również Franka) też kilka mniej konkretnych założeń. Na przykład będziemy starali się dbać o porządek, nad którym teraz tak intensywnie pracujemy. Poza tym chcemy codziennie - a przynajmniej w tym okresie, kiedy odporność trochę spada - zażywać suplementy diety. Głównie chodzi o tran i witaminę D. Naszym wspólnym postanowieniem jest jeszcze to, żebyśmy dbali o siebie nawzajem i o nasz związek, chcemy się jak najmniej kłócić i pilnować się, żeby nie wyrwało nam się jakieś zdanie wypowiedziane w zasadzie bez powodu ostrzejszym tonem.
Mam też nadzieję, że uda mi się wygospodarować trochę czasu na w miarę regularne ćwiczenia. I że nadal będę utrzymywała wagę swojego ciała poniżej 50 kg. 

Jakoś wyjątkowo dużo mam tych planów i oczekiwań na ten rok. Zobaczymy, co z nich wyniknie :) A tymczasem ten 2016 jest dla mnie ogromną zagadką, głównie za sprawą mojej nowej pracy. Na razie nie potrafię wyobrazić sobie siebie za miesiąc, a co dopiero będzie za rok. Liczę jednak na to, że jakoś sobie poradzę - że wszyscy sobie poradzimy i że to będzie dla nas dobry czas. Oby mój optymizm mnie nie opuszczał!

Co do jajcarskiej wróżby - dziękuję za podpowiedzi :)
Mnie ta biżuteria trochę zaskoczyła i musiałam trochę pokombinować. Z moim pierścionkiem poszło mi łatwiej, pomyślałam sobie, że jest to symbol mówiący o tym, że nasze małżeństwo odżyje (na zasadzie skojarzenia z pierścionkiem zaręczynowym). Gorzej było z Frankową bransoletką, pożyczę więc sobie interpretację Polly i uznam, ze oznacza to, iż Franek będzie się ładnie prowadził w naszym związku :) Ogólnie właśnie sam fakt, że oboje trafiliśmy na podobną niespodziankę w jajku uznałam za dobry znak - że w tym roku więcej nas będzie łączyło niż dzieliło, że będziemy mieli wspólne przeżycia i wspólne cele. Kwiaty w ogóle dobrze mi się kojarzyły, ale Wicia i Jutrzenka opisały to najlepiej - że też na to nie wpadłam :) Rozkwitniemy po prostu w tym roku, a nasze życie będzie pełne kolorów :) Jednak co kilka głów to nie jedna margolka - przyjrzałyście się i już wszystko jasne. Łącznie z tym, że będziemy bogaci! No jak ja mogłam nie wpaść na taką oczywistość? (dzięki Iza :)) Przecież biżuteria to klejnoty albo kruszce, a to z kolei bogactwo :) Będzie nam się więc wiodło w tym roku! I tym optymistycznym akcentem zakańczam tę pełną nadziei i oczekiwań notkę noworoczną!

sobota, 2 stycznia 2016

Nowy rok czas zacząć.

Witam w nowym roku! 2016. Trzeba się przyzwyczajać :) Ale z jakiegoś powodu to zestawienie cyfr wygląda mi ładnie, oby cały rok też był ładny!
Melduję już z Podwarszawia. Wróciliśmy dzisiaj popołudniu, choć mogliśmy jeszcze zostać, bo okazało się, że Franek, mimo że urlop kończy mu się jutro, idzie do pracy dopiero siódmego stycznia. Tak mu wychodzi z grafiku. Ale chcieliśmy już wrócić. A poza tym dzisiaj ruch był jeszcze umiarkowany, na przykład jutro byłoby dużo gorzej na drogach.
Nie zdążyłam zajrzeć już tutaj w Sylwestra, bo to był dzień na wariackich papierach. Pojechaliśmy w odwiedziny do babci, później zrobić zakupy na wieczór. Kiedy wróciliśmy, trzeba było się już szykować. Postanowiliśmy bowiem, że pojedziemy wcześniej z Wikingiem, a potem teściowie go zabiorą, a my zostaniemy. To był bardzo dobry plan. Wikuś jak zwykle zachwycony był możliwością zwiedzania nowego miejsca, w dodatku w towarzystwie starszego kuzynostwa :) My z Frankiem poszliśmy do kuchni przygotowywać to i owo, bo umówiliśmy się, że każdy coś przynosi albo szykuje na miejscu (my zrobiliśmy zupę krem z czerwonej fasoli, grzanki z pieczarkami i serem, tuńczyka z pesto bazyliowym na sałacie i roladki z tortilli :)) i zapomnieliśmy prawie o Wikingu :) Naprawdę to było dziwne uczucie, kiedy uśmiechnięty Wikuś wchodził sobie nagle do kuchni :) Poprzytulał się trochę i szedł sobie dalej. Nie musieliśmy się o niego martwić, bo był dobrze zaopiekowany :)

Wspominałam wiele razy, że nie przepadam za nocą sylwestrową i zwykle nie miałam ochoty na żadne wyjścia tego dnia. Rok temu cieszyłam się, że spędzimy ten wieczór razem, tylko we dwoje, ale Wiking pokrzyżował nam plany i w sylwestrowy poranek wylądowałam w szpitalu. Myślałam, że w tym roku posiedzimy we trójkę, ale teściowie już jakiś czas temu zaoferowali, że zajmą się Wikingiem, żal więc trochę było z tej propozycji nie skorzystać. Fajnie, że udało się nam umówić z Anetą i Wojtkiem. Przyznam, że po raz pierwszy od wielu lat bardzo się cieszyłam na ten wieczór i byłam naprawdę podekscytowana! To był naprawdę bardzo udany wieczór! Oczywiście przez chwilkę myślałam o tym, że gdybym mogła Wikinga ucałować o północy to też byłoby miło, ale w końcu jemu to różnicy i tak nie robiło :) Pobawił się z nami do 20 a potem pojechał z dziadkami. Nie mieliśmy problemu z tym, żeby go "oddać", on zresztą też nie, grzecznie poszedł spać. My spędziliśmy sylwestrową noc bardzo przyjemnie we wspaniałym towarzystwie, choć "noc" to trochę za dużo powiedziane :) Mniej więcej o 1:00 poczułam, że padam! Chwilę jeszcze posiedzieliśmy, ale ku mojemu zadowoleniu o 2:15 byliśmy już w domu ;) 

Sylwester był więc bardzo udany, Nowy Rok też całkiem niezły. Niech to będzie dobra wróżba na cały rok. 
Przede mną dość niezwykły tydzień. Mam w planie załatwienie kilku spraw i małe porządki w domu, więc będzie intensywnie, ale przede wszystkim to będzie ostatni tydzień mojego urlopu macierzyńskiego. Koniecznie muszę tu zajrzeć jeszcze z podsumowaniem ubiegłego i planami na ten rok oraz z kilkoma innymi notkami, mam nadzieję, że czas mi na to pozwoli :)

A tymczasem - wszystkiego dobrego w nowym roku dla Was!

sobota, 14 stycznia 2012

Noworoczny niedosyt.

Wyjątkowo długi u mnie ten okres noworoczny :)  Z jednej strony już się oswoiłam z nową datą, z drugiej, cały czas jeszcze rozmyślam o tym, co się wydarzy  i z niewiadomych powodów czuję jakiś niedosyt podsumowaniowo-postanowieniowy :)

Od jakiegoś już czasu zrezygnowałam z postanowień noworocznych. Bo mi się znudziły :) I wcale nie dlatego, że co roku postanawiałam sobie to samo i nie mogłam tego zrealizować – a wręcz przeciwnie. Moja ambicja nie pozwalała mi zazwyczaj nie zrealizować tego, co sobie wymyśliłam i z początkiem nowego roku miałam  znowu dylemat – jakie to nowe postanowienia wymyślić? :) Więc w końcu odpuściłam. Zazwyczaj postanawiałam sobie tylko to, żeby żyć nadal w taki sposób jak dotychczas, skoro przynosi mi to zadowolenie. . I w tym roku też sobie to postanawiam, ale wyjątkowo mam jeszcze inne postanowienia, które chciałabym zrealizować.

Na przykład chciałabym wreszcie zacząć naprawdę regularnie używać tych moich wszystkich pięknie pachnących kosmetyków do ciała :) Mam tego całkiem sporo - zazwyczaj otrzymanych w prezencie balsamów, kremów ujędrniających albo pianek. Fajne jest to wszystko, ale moim problemem jest to, ze nigdy mi się nie chce tego stosować na dłuższą metę. Poza tym nie lubię spędzać zbyt dużo czasu w łazience. Nie obiecuję sobie, że codziennie się będę w siebie teraz wcierać wszystkie specyfiki, ale żeby tak choć trochę regularnie :)

Poza tym obiecuję sobie, że nie będę chodzić do biblioteki w celu wypożyczenia książek, dopóki nie przeczytam wszystkich swoich! Zaczęłam zresztą nad tym postanowieniem pracować już jakiś czas temu i na razie całkiem dobrze mi idzie :)

Mamy też z Frankiem wspólne postanowienie – codziennie zażywać magnez i preparaty witaminowe :) Na razie idzie nam całkiem nieźle. Do tego powzięliśmy jeszcze jedno postanowienie natury bardziej duchowej, ale o tym nie chcę się rozpisywać.

Bardzo chciałabym sobie postanowić, żeby nie przejmować się wszystkim tak, jak się przejmuję :) Ale wiem, że taką mam już naturę i mogę nad tym pracować, ale nie mam zamiaru obiecywać sobie czegoś, czego nie będę w stanie zrealizować. Niestety zazwyczaj kończy się na tym, że jak jest coś co mnie gryzie od środka, to sama przed sobą udaję, że się tym nie przejmuję, cały czas w duchu powtarzając sobie: „wcale się tym nie martwię, nie będę się przejmować” -  a co za tym idzie, ciągle o tym myślę i się jednak przejmuję :) Ale staram się, staram.

Wspominałam też ostatnio, że postanowiłam sobie coś odnośnie bloga :) Jest to dość drastyczne postanowienie, ale stwierdziłam, że blogowaniem to naprawdę nie można się tak przejmować, jak mnie się czasami zdarza i obiecałam sobie, że jak jeszcze raz to… No. Kto wie, może trzeba będzie odpuścić ;) Poza tym- nadal nie do pomyślenia jest dla mnie blokowanie dostępu, ale już mniej zapieram się przed zmianą portalu. Na razie jeszcze tak serio o tym nie myślę, ale onet coraz bardziej zachodzi mi za skórę a inny portal coraz bardziej mi się podoba :) Jeszcze nie planuję opuszczać tego miejsca, ale też przestałam to całkowicie wykluczać.

No, to by było na tyle głośnych postanowień :) Może jeszcze jedno – postanawiam sobie, że zrobię wszystko, żeby było dobrze ;)

poniedziałek, 2 stycznia 2012

To śpiewamy od nowa.

Dołka się już pozbyłam na szczęście i w rok 2012 weszłam chyba bez tego dołującego bagażu :) Ale łatwo nie było. 31 grudnia mogłabym chyba określić jako najgorszy dzień w całym roku! Fatalnie było, a łez wylałam… Hmm, może naprawdę więcej niż w całym roku :) Od razu tylko zaznaczę, że na pewno nie przez Franka. Natomiast innych powodów było kilka. A w dodatku miałam zwyczajnie fatalny nastrój, a wtedy to już w ogóle wszystko wygląda gorzej :(
Piszę jednak o dniu, a nie o wieczorze, bo ten na szczęście sie udał – a przede wszystkim ten podły dołek mnie wreszcie opuścił. Ostatecznie poszliśmy na kompromis – i wobec siebie i wobec osób, które nas zaprosiły :) Spędziliśmy więc Sylwestra po domowemu bardzo, ale nie u siebie :) Byliśmy u rodziców Franka i wieczór był naprawdę udany i taki, jak lubimy. A z kolegami też się spotkaliśmy, bo wyszliśmy o północy na osiedle i poszliśmy razem z nimi nad Wartę i tam złożyliśmy sobie życzenia noworoczne. Można więc powiedzieć, że wszyscy byli usatysfakcjonowani :))
A my najbardziej byliśmy zadowoleni w Nowy Rok – mimo, że poszliśmy spać w okolicach 4 tej, wyspaliśmy się, więc nie czuliśmy się zmęczeni. A że nie świętowaliśmy jakoś szczególnie szampańsko, to i głowy nas nie bolały. Wczorajszy dzień spędziliśmy już tylko we dwoje. Posłuchaliśmy koncertu noworocznego, porozmawialiśmy trochę i zabraliśmy się za nowe puzzle :) Było spokojnie, przytulnie i leniwie. Po prostu miło.
Jedni mówią – „Jaki Sylwester, taki nowy rok”. Inni – „Jaki Nowy Rok, taki cały rok”. Wolę zdecydowanie drugą opcję, bo jeśli mój rok 2012 miałby wyglądać tak jak ostatni dzień roku, to nic tylko się zakopać. Chyba, że chodzi ściśle o wieczór sylwestrowy, a ten już mógłby stanowić wzór dla nowego roczku :)
Teraz mogę już spokojnie zastanowić się nad podsumowaniem roku 2011 :) Wiecie, że to uwielbiam, ale zostawiam zawsze na sam koniec – bo a nuż nie dożyję ostatniej godziny kończącego sie roku:) Jednak w sobotę nie ryzykowałam. Byłam w tak fatalnym nastroju, że nic dobrego by z tego nie wyszło :)
A tymczasem w roku 2012 życzę Wam wszystkiego, co najlepsze. Spokoju tym, którzy za nim tęsknią, dobrej rewolucji znużonym :) A niezdecydowanym życzę spokojnej rewolucji :) Do tego dużo zdrowia, choć to tak nieoryginalne. Radości wiele i powodów do uśmiechu. Żeby niczego Wam nie brakowało. I samych pozytywych emocji. Dobrego roku!

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Jaki będzie?

UWAGA! Rozpisuję się :)
Moje sylwestrowe przeczucie, że ten rok będzie inny, trochę mnie opuściło. A może nie, nie opuściło mnie tak do końca, bo nadal gdzieś w głębi duszy to czuję, ale staram się racjonalnie sobie wytłumaczyć, że to głupie tak myśleć ;) No bo właściwie jakie ma znaczenie to, że zmieniamy cyferkę, a właściwie dwie – zero na jeden, a dziewięć na zero? Właściwie żadne :) Następny dzień to dzień jak co dzień, styczeń to miesiąc jak każdy inny i tak dalej. Dlaczego niby coś ma się zmienić tylko dlatego, że zmienia nam się rok?
Myślę, że to kwestia naszej podświadomości. To taka psychologiczna zmiana – sami w głowie sobie kodujemy, że to nowy początek i szansa na zmiany. No to może jednak warto przy tym pozostać? Skoro nowy rok daje nam nadzieję i wiarę w nadejście lepszego?  Co w tym złego? Więc może jednak będę pielęgnować w sobie to przeczucie, że teraz będzie  inaczej i lepiej. W końcu sami kształtujemy swój los, nieprawdaż? :)
To jaki będzie ten 2010? Ładnie wygląda. Jest taki… Symetryczny :) Może nie tak jak 2020, ale jak dla mnie może być. Lubię symetryczność. A jeśli chodzi o moje życie… Przeczucia przeczuciami, ale chyba mimo wszystko jakieś przełomy się szykują.
Przede wszystkim skończę studia. Taką mam przynajmniej nadzieję ;) Jakby nie było, 6 lutego mam ostatnie zajęcia na uczelni. Potem już tylko obrona. Czy się obronię, to inna sprawa, ale do końca roku to się powinnam mimo wszystko wyrobić :)
Z obroną może się wiązać zmiana pracy. Dotychczas zawsze planowałam, że zajmę się szukaniem czegoś związanego bardziej z kierunkiem moich studiów kiedy już będę magistrem.  Bardzo lubię swoją pracę, ale wiecznie tu siedzieć nie będę :) A poza tym też nie wiem jak się dalsze losy firmy potoczą.
Wszystko tak naprawdę kręci się wokół ukończenia moich studiów, bo wiąże się z tym prawdopodobnie także przeprowadzka… Chociaż to się wiąże także z tym, że Ela skończy swoje studium i nie wiem co dalej zamierza. Pewne jest to, że w nieskończoność studenckiego życia prowadzić nie będę. A to, że od września nie będziemy mieszkać już razem jest coraz bardziej prawdopodobne.
W ogóle wygląda na to, że w okolicach wiosny będę musiała się zastanowić co dalej… Coś ze swoim życiem trzeba będzie zrobić :)
Oczywiście wiele też będzie zależało od Franka i od tego jak się potoczą nasze dalsze losy. Bo po studiach nic oprócz niego (i pracy, którą i tak zamierzam zmienić) nie będzie mnie w Poznaniu trzymać.
Jeśli o Franka chodzi, to wygląda na to, że u niego też się co nieco wyklaruje. Przede wszystkim jeśli się nie wyrobi ze wszystkimi kursami do lutego, to jest w czarnej dupie, że się tak nieładnie wyrażę. Natomiast jak się wyrobi, prawdopodobnie zostanie przyjęty do pracy i może wreszcie będzie można zastanowić się nad tym do czego zmierza nasz związek. Więc lepiej, żeby się wyrobił, bo nie wiem jak poradziłby sobie z ewentualnymi problemami, które spadną mu na głowę.  Tak czy inaczej, coś się na pewno wyjaśni.
No to tyle, jeśli o przełomy chodzi. Tak poza tym, życzę sobie, żeby ten rok był wesoły, zdrowy, rodzinny i szczęśliwy przede wszystkim. Fajnie byłoby jakbyśmy z Frankiem już mogli na dobre pożegnać wszelkie kryzysy, gdybym nadal obok miała Dorotę i Juskę, dobrą sytuację finansową (nie musi być super, wystarczy taka jak teraz;)) i żebym tak mogła jechać do Miasteczka, kiedy tylko poczuję taką potrzebę. Tak właśnie, to są moje życzenia, które ślę do Pana Nowego Roka :P
Ps. Wybaczcie, że narobiłam sobie małych zaległości na Waszych blogach, ale jak zawsze – początek miesiąca – w pracy mały młynek, więc się muszę ogarnąć z leksza ;)

piątek, 1 stycznia 2010

Happy New Year

No i po „zabawie” ;) Początek wieczoru sylwestrowego spędziłam poprawiając pracę magisterską :) A potem skończyłam czytać książkę, co by zaliczyć ją jeszcze na poczet tych przeczytanych w 2009. Później zabrałam się za czytanie notek z minionego roku, żeby stwierdzić jaki właściwie był ten rok :) Podsumowanko małe zrobiłam, ale opublikuję jutro, bo i tak wytrwanie do tej godziny w moim przypadku to nie lada wyczyn ;) O północy otworzyliśmy z rodzicami wiśniowe Piccolo (pycha!) i oglądaliśmy sztuczne ognie przez okno :) No i zadzwonił Franek z życzeniami.
A teraz się kładę i tak sobie myślę, że może skoro jestem w domu, to ten 1 stycznia nie będzie tym razem tym najgorszym dniem roku :)
Życzę sobie i Wam wszystkim wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2010. Ładnie wygląda, więc może będzie fajny ;) Spełnienia marzeń przede wszystkim! A poza tym zdrówka dużo, mnóstwo powodów do radości i miłości nieskończenie wiele ;)