Głupia jazda autobusem, a potrafiła przyprawić mnie o euforię
To był taki ciąg dalszych moich refleksji, które mnie nachodziły na
dworcu. Podczas pięciogodzinnej prawie podróży, czytałam, obserwowałam
zmieniający się za oknem krajobraz i sporo rozmyślałam – o sobie, o
życiu, o podróżach, o tym jak mi dobrze, że mam urlop i mogę sobie
gdzieś pojechać.
Po godzinie 19tej zaczęłam odczuwać znajome motyle w brzuchu… Wiedziałam, że mam wysiąść ok 19:40, wiedziałam też, że w Limerick. Problem w tym, że nie miałam wysiadać w centrum, a na kampusie uniwersyteckim. No i skąd ja niby miałam wiedzieć, gdzie ten kampus jest? Opatrzność nade mną czuwała, bo przez szybę mignęła mi tabliczka z napisem University of Limerick. Teraz pozostawało mi tylko modlić się, żeby ktoś na tym przystanku oprócz mnie wysiadał. Wysiadał
I to naprawdę na moje szczęście… Wysiadłam, a po moich koleżankach,
które miały mnie odebrać, ani śladu. Nagle słyszę jakieś głosy za
autobusem, okazało się, że dziewczyny krzyczały do kierowcy, że w tym
autobusie ma być ich koleżanka. On im na to: „to szukajcie”, dziewczyny
już miały wsiadać i mnie wyciągać, kiedy zobaczyły, że sobie grzecznie
stoję na trawniku i czekam
Otóż, największy problem z autobusami w Limerick był taki, że one nie zawsze się zatrzymują na przystanku – bardzo często zatrzymują się tam, gdzie poproszą ich o to pasażerowie. Dlatego dziewczyny biegały jak szalone po całym kampusie i próbowały przewidzieć, gdzie też ten autobus może sobie zrobić przystanek? Kto wie, czy jakby ktoś jeszcze oprócz mnie tam nie wysiadał, to nie pojechałabym sobie dalej
Do Limerick co prawda, ale to był naprawdę spory kawałek od domu
dziewczyn. No ale wszystko się udało i przekrzykując się wzajemnie (jak
to baby, które się dawno nie widziały) ruszyłyśmy w stronę ich domu.

Po godzinie 19tej zaczęłam odczuwać znajome motyle w brzuchu… Wiedziałam, że mam wysiąść ok 19:40, wiedziałam też, że w Limerick. Problem w tym, że nie miałam wysiadać w centrum, a na kampusie uniwersyteckim. No i skąd ja niby miałam wiedzieć, gdzie ten kampus jest? Opatrzność nade mną czuwała, bo przez szybę mignęła mi tabliczka z napisem University of Limerick. Teraz pozostawało mi tylko modlić się, żeby ktoś na tym przystanku oprócz mnie wysiadał. Wysiadał


Otóż, największy problem z autobusami w Limerick był taki, że one nie zawsze się zatrzymują na przystanku – bardzo często zatrzymują się tam, gdzie poproszą ich o to pasażerowie. Dlatego dziewczyny biegały jak szalone po całym kampusie i próbowały przewidzieć, gdzie też ten autobus może sobie zrobić przystanek? Kto wie, czy jakby ktoś jeszcze oprócz mnie tam nie wysiadał, to nie pojechałabym sobie dalej

Wieczorem
oczywiście trajkotałyśmy do późna. Piękne to jest, że choć nie
widziałyśmy się sporo czasu, miałyśmy mnóstwo tematów do obgadania. A
najważniejsze, że czułam się z nimi zupełnie swobodnie – a wiecie jak to
czasami jest, jak się w gości jedzie… Jednak trzy lata studiów związały
nas dość mocno… Nie żebyśmy się zaraz przyjaźniły, ale miałyśmy tyle
wspólnych przeżyć – lepszych i gorszych chwil, że to wystarczyło.
Oczywiście trzeba było się trochę wysilić i przez kolejne trzy lata tę
więź pielęgnować (bo one wyjechały za granicę zaraz po licencjacie), ale
okazało się, że można pozostać blisko z kimś widując się z nim najwyżej
dwa razy w roku i wysyłając kilka maili. Po moim pobycie w Irlandii mam
wrażenie (i jednocześnie nadzieję, że tak będzie), że to już chyba jest
znajomość, która się utrzyma przez długie lata…
Wracając jednak do mojego urlopu. Kolejne dni były po prostu błogie 








O sobie też nie zapomniałam:

Nic nadzwyczajnego, zwykłe t-shirty, ale słuchajcie za te dwie koszulki zapłaciłam 5 euro! Kurczę, kupiłabym sobie jeszcze z pięć takich (bo były we wszystkich kolorach tęczy) i dla mamy i siostry też bym kupiła, ale niestety, bałam się, że nie spakuję się z powrotem do mojej torby

(w odpowiedzi na niektóre komentarze, które już się pojawiły: koszulki nie są irlandzkie, bo nie miały takie być

Resztę popołudnia spędziłyśmy w domu gadając (jakżeby inaczej) o wszystkim i o niczym. Cały czas znajdowałam się w stanie głębokiej błogości



