*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Dziś strzeżcie się depresji!

Dzisiaj trzeci poniedziałek stycznia. Czyli najbardziej depresyjny dzień w roku. Podobno potwierdzone naukowo (
http://www.tvn24.pl/-1,1582113,0,1,dzis-jest-najgorszy-dzien-w-roku,wiadomosc.html
) zeszłym roku mi się sprawdziło. To znaczy pamiętam, że miałam niesamowitego doła bez konkretnej przyczyny, coś tam się z Frankiem chyba posprzeczałam, ale to nie tylko o to chodziło. Ogólnie dzień był beznadziejny. A na drugi dzień się dowiedziałam, że to był ten najgorszy dzień w roku:) A poza tym po utargach jakie zrobiły nasze restauracje w zeszłym roku w ten właśnie dzień też widać, że chyba większość ludzi miała doła :) 21.01.2008 mieliśmy najgorsze utargi w ciągu całego roku:) Więc strzeżcie się dzisiaj.
I niech się strzeże ten, kto mi dzisiaj humor popsuje! Bo tak jak w zeszłym roku byłam zła i smutna od samego rana bez konkretnego powodu, dzisiaj obudziłam się w świetnym humorze. Nareszcie się wyspałam, pierwszy raz od tygodnia! Trochę nie mogłam zasnąć przez kaszel, ale w końcu się udało i całą noc spałam jak zabita. Śniło mi się lato i ogólnie sen był w nastroju bardzo pozytywnym. Jechałam sobie do pracy, żadnych korków, żadnych idiotów na drodze… Słoneczko przyświecało… Cholera, tylko okna nie mam w biurze i teraz nic mi po tym słoneczku. W każdym razie czuję się świetnie. Choroba powoli odchodzi w niepamięć, gardło wczoraj jeszcze bolało a dzisiaj już tylko lekko przy przełykaniu. Kolokwia poszły mi, można powiedzieć, śpiewająco. Na jednym żadnego błędu, drugie co prawda niesprawdzone, ale zaliczyłam na pewno, jeśli miałam jakiś błąd to drobny. Przez najbliższe dwa tygodnie mogę znowu się stopniowo przygotowywać do nowego zjazdu. Zacznę od dziś z pozytywną energią. A poza tym mam w planie dziś jakąś książkę i kino. No i czy nie zapowiada się piękny dzień ? :)

sobota, 17 stycznia 2009

A mój tata kaszle tak...

Wy też tak macie, czy tylko mnie się to zdarza? Kiedy jestem chora, to w najmniej odpowiednich momentach dopadają mnie ataki kaszlu. Dzisiaj na przykład nie mogłam się opanować chyba przez dziesięć minut na wykładzie. Dusiłam się prawie, bo tak chciałam powstrzymać ten kaszel, ale i tak nie udawało mi się. Kaszlałam aż łzy mi leciały i tylko bałam się, że zaraz ktoś się odwróci i spojrzy z dezaprobatą. Albo co gorsza wykładowca zwróci mi uwagę (kiedyś moja koleżanka miała taką sytuację). Jakby nie było, najczęściej takiego ataku dostaję, kiedy jest dużo ludzi i kiedy jest cicho. Czyli na przykład na wykładzie albo w kościele :) No dobra, to były rozważania prawie jak w tej  idiotycznej reklamie „ja kaszlę tak…, a mój tata kaszle tak… ” :D
A tymczasem jutro dwa kołaaa… Trzymajcie kciuki, bo nie wiem co z nich wyniknie. Uczyłam się tak naprawdę codziennie od ponad tygodnia. Ciekawe czy coś mi weszło do łebka. Jak na razie to się chyba przegrzał sądząc po tych głupotach, które powypisywałam :P