*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

niedziela, 22 lutego 2009

Wybyczona

Pojechałam na weekend do domu. Pierwszy raz od czerwca pojechałam pociągiem, bo warunki na drogach były tak kiepskie, że wolałam wsiąść do pociągu, wyciągnąć książkę i nie przejmować się żadnym błotem pośniegowym, możliwością wpadnięcia w poślizg i takimi tam. Cóż, przygoda niesamowita :P I pomyśleć, że przez prawie pięć tak jeździłam kilka razy w miesiącu, a na pierwszym roku nawet co tydzień :) Cztery godziny w zatłoczonym pociągu. A z powrotem na dodatek jeszcze przesiadka. Zaliczyłam dzisiaj i opóźnienie 20 minutowe, i siedzenie w przedsionku na torbie, z braku miejsc oczywiście, i brak światła oraz przegrzany przedział. Jednym słowem wszystkie możliwe atrakcje jakie zapewnia PKP :D Ale i tak nie było źle. Przynajmniej sobie poczytałam i powspominałam stare dobre(?) czasy bezsamochodowe. A w domu się wybyczyłam jak nigdy! Jak się w czwartek pakowałam to przygotowałam sobie notatki, podręcznik, artykuły do przetłumaczenia, słówka i całą resztę. Po czym wzięłam tylko Claudię, i dwie książki do poczytania. Pomyślałam sobie, że w ten weekend odpoczywam. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Wczoraj trochę pomogłam w sprzątaniu a tak poza tym czytałam, spałam, snułam się po domu, bawiłam się z psem a na koniec obejrzałam dwa filmy. Jak ja to lubię:) A na zakończenie tego leniwego weekendu poprosiłam Franka o lekki masaż (kurczę coś mnie kość ogonowa ostatnio boli, za dużo siedzę chyba, ma ktoś pomysł co z tym zrobić?:), a teraz leżymy z Dorotą do góry brzuchem i sączymy piwko. No dobra, nie leżymy tylko jesteśmy w pozycji półsiedzącej:) Ja piszę a ona drapie się po głowie. Chwilo trwaj :D
Ps. Wyobraźcie sobie, że Franek tego pączka nie pamięta! A wydawał się już rozmawiać ze mną całkiem sensownie – zdaje się, że po prostu lunatykował :D

piątek, 20 lutego 2009

Zjadł mi pączka!

A wczoraj zaszalał Franek. Umówił się już dawno z kolegami na oglądanie wczorajszego meczu. Wiedziałam od dawna, że czwartek ma zarezerwowany, przyjęłam to ze spokojem i nie miałam nic przeciwko. Wieczorem widzieliśmy się jeszcze przez chwilkę. Był już po kilku piwach, ale humorek mu dopisywał i ogólnie było pozytywnie. Wybierał się z kolegami na miasto. Ja chyba jeszcze po tej swojej imprezie nie odespałam, więc położyłam się wczoraj dość wcześnie. Spałam jak zabita i nagle ze snu wybudził mnie telefon. W pierwszej chwili nie wiedziałam co jest grane, myślałam, ze to budzik, a że ostatnio jak wstaję o 6:30 na dworze jest już szaro, zdziwiłam się, że za oknem jeszcze zupełnie ciemno. Wtedy dotarło do mnie, że to nie budzik. Była 4:30, dzwonił Franek. I jakby nigdy nic: „cześć kochanie” A potem zaczął przeklinać na swoich kolegów. Że już są skończeni, że więcej z nimi nie będzie wychodził, że to, że tamto. Potem oświadczył, że zaraz do mnie przyjdzie. Uświadomiłam go, że jest środek nocy dla niektórych – na przykład dla Doroty, która śpi obok. Ale jemu to nie przeszkadzało. W końcu się zgodziłam, bo mi się wydawał taki biedny i miałam wrażenie, że potrzebuje przyjść. Przyszedł. Dla mnie był bardzo miły, na kolegów nadal psioczył. Pomogłam mu się rozebrać i przemawiałam do niego jak do dziecka, żeby tylko nie wchodzić w żadne dyskusje. Dorota, która oczywiście już nie spała, stwierdziła, że respect dla mnie za załatwienie sprawy z takim opanowaniem :) Położyłam Franka do łóżka i sama też się położyłam. Oczywiście ze spania już nici. Przeczekałam do 6:30 i wstałam. Został mi jeszcze jeden pączek z dnia wczorajszego i miałam zamiar go skonsumować, ugryzłam, po czym do kuchni wpadł Franek, zabrał mi tego pączka, zjadł go i poszedł spać. No zeżarł mi moje śniadanko no! Nie było wyjścia pojechałam do pracy na głodnego :) A teraz Dorota mi melduje, że Franek śpi. Niedobrze, bo miał mi załatwić jedną sprawę bardzo ważną i jak go nie dobudzimy to będzie problem.
Chyba pierwszy raz się zdarzyło, że Franek przyszedł kompletnie pijany i się nie pokłóciliśmy… Może faktycznie się przejął tym, co mu powiedziałam po Sylwestrze, bo zachowywał się słodziutko. Ja też starałam się z nim nie dyskutować, bo i tak byśmy się nie dogadali. Ale martwię się tym, że on jak pije, to po prostu musi się z kimś pożreć. I zrobił awanturę kolegom. Franek po prostu nie umie pić, nie wie kiedy przestać i to jest jego największy problem. A potem nie panuje nad tym co robi :( Ciekawe co powie jak już się obudzi…
W każdym razie ja mu awantury na pewno nie zrobię. Nawet pocieszny był :) I szkoda mi go było jak tak opowiadał, ze koledzy stanęli nie po jego stronie, tylko po stronie koleżanki (w ogóle to poszło o pierdołę), taki biedny :) Ale pączka mu nie daruję no!