*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Pojechałam na weekend do domu. Pierwszy raz od czerwca
pojechałam pociągiem, bo warunki na drogach były tak kiepskie, że
wolałam wsiąść do pociągu, wyciągnąć książkę i nie przejmować się żadnym
błotem pośniegowym, możliwością wpadnięcia w poślizg i takimi tam. Cóż,
przygoda niesamowita
I pomyśleć, że przez prawie pięć tak jeździłam kilka razy w miesiącu, a na pierwszym roku nawet co tydzień
Cztery godziny w zatłoczonym pociągu. A z powrotem na dodatek jeszcze
przesiadka. Zaliczyłam dzisiaj i opóźnienie 20 minutowe, i siedzenie w
przedsionku na torbie, z braku miejsc oczywiście, i brak światła oraz
przegrzany przedział. Jednym słowem wszystkie możliwe atrakcje jakie
zapewnia PKP
Ale i tak nie było źle. Przynajmniej sobie poczytałam i powspominałam
stare dobre(?) czasy bezsamochodowe. A w domu się wybyczyłam jak nigdy!
Jak się w czwartek pakowałam to przygotowałam sobie notatki, podręcznik,
artykuły do przetłumaczenia, słówka i całą resztę. Po czym wzięłam
tylko Claudię, i dwie książki do poczytania. Pomyślałam sobie, że w ten
weekend odpoczywam. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Wczoraj trochę pomogłam
w sprzątaniu a tak poza tym czytałam, spałam, snułam się po domu,
bawiłam się z psem a na koniec obejrzałam dwa filmy. Jak ja to lubię:) A
na zakończenie tego leniwego weekendu poprosiłam Franka o lekki masaż
(kurczę coś mnie kość ogonowa ostatnio boli, za dużo siedzę chyba, ma
ktoś pomysł co z tym zrobić?:), a teraz leżymy z Dorotą do góry brzuchem
i sączymy piwko. No dobra, nie leżymy tylko jesteśmy w pozycji
półsiedzącej:) Ja piszę a ona drapie się po głowie. Chwilo trwaj
Ps.
Wyobraźcie sobie, że Franek tego pączka nie pamięta! A wydawał się już
rozmawiać ze mną całkiem sensownie – zdaje się, że po prostu lunatykował
A
wczoraj zaszalał Franek. Umówił się już dawno z kolegami na oglądanie
wczorajszego meczu. Wiedziałam od dawna, że czwartek ma zarezerwowany,
przyjęłam to ze spokojem i nie miałam nic przeciwko. Wieczorem
widzieliśmy się jeszcze przez chwilkę. Był już po kilku piwach, ale
humorek mu dopisywał i ogólnie było pozytywnie. Wybierał się z kolegami
na miasto. Ja chyba jeszcze po tej swojej imprezie nie odespałam, więc
położyłam się wczoraj dość wcześnie. Spałam jak zabita i nagle ze snu
wybudził mnie telefon. W pierwszej chwili nie wiedziałam co jest grane,
myślałam, ze to budzik, a że ostatnio jak wstaję o 6:30 na dworze jest
już szaro, zdziwiłam się, że za oknem jeszcze zupełnie ciemno. Wtedy
dotarło do mnie, że to nie budzik. Była 4:30, dzwonił Franek. I jakby
nigdy nic: „cześć kochanie” A potem zaczął przeklinać na swoich kolegów.
Że już są skończeni, że więcej z nimi nie będzie wychodził, że to, że
tamto. Potem oświadczył, że zaraz do mnie przyjdzie. Uświadomiłam go, że
jest środek nocy dla niektórych – na przykład dla Doroty, która śpi
obok. Ale jemu to nie przeszkadzało. W końcu się zgodziłam, bo mi się
wydawał taki biedny i miałam wrażenie, że potrzebuje przyjść. Przyszedł.
Dla mnie był bardzo miły, na kolegów nadal psioczył. Pomogłam mu się
rozebrać i przemawiałam do niego jak do dziecka, żeby tylko nie wchodzić
w żadne dyskusje. Dorota, która oczywiście już nie spała, stwierdziła,
że respect dla mnie za załatwienie sprawy z takim opanowaniem
Położyłam Franka do łóżka i sama też się położyłam. Oczywiście ze
spania już nici. Przeczekałam do 6:30 i wstałam. Został mi jeszcze jeden
pączek z dnia wczorajszego i miałam zamiar go skonsumować, ugryzłam, po
czym do kuchni wpadł Franek, zabrał mi tego pączka, zjadł go i poszedł
spać. No zeżarł mi moje śniadanko no! Nie było wyjścia pojechałam do
pracy na głodnego
A teraz Dorota mi melduje, że Franek śpi. Niedobrze, bo miał mi
załatwić jedną sprawę bardzo ważną i jak go nie dobudzimy to będzie
problem.
Chyba
pierwszy raz się zdarzyło, że Franek przyszedł kompletnie pijany i się
nie pokłóciliśmy… Może faktycznie się przejął tym, co mu powiedziałam po
Sylwestrze, bo zachowywał się słodziutko. Ja też starałam się z nim nie
dyskutować, bo i tak byśmy się nie dogadali. Ale martwię się tym, że on
jak pije, to po prostu musi się z kimś pożreć. I zrobił awanturę
kolegom. Franek po prostu nie umie pić, nie wie kiedy przestać i to jest
jego największy problem. A potem nie panuje nad tym co robi
Ciekawe co powie jak już się obudzi…
W każdym razie ja mu awantury na pewno nie zrobię. Nawet pocieszny był
I szkoda mi go było jak tak opowiadał, ze koledzy stanęli nie po jego
stronie, tylko po stronie koleżanki (w ogóle to poszło o pierdołę), taki
biedny
Ale pączka mu nie daruję no!