*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 12 marca 2009

Reisefieber

Jeszcze jakiś czas temu w ogóle o tym nie myślałam. Potem zaczęła się niepewna sytuacja w firmie. Coraz głośniej o kryzysie. Zastanawiałam się, czy dobrze robimy, że wyjeżdżamy w takim momencie – zwłaszcza, że złotówka taka słaba. Moja mama i parę innych osób powiedziało mi jednak, że mamy jechać, dopóki mamy okazję i pieniądze. Zresztą w robocie na razie się uspokoiło. Złotówka poszła do góry.Franek się cieszył od początku. Nie raz mówił, że już się nie może doczekać aż pojedziemy, że często o tym myśli. A  mnie to jakoś niespecjalnie ruszało. Do środy. Od środy oszalałam. Zaczęłam się od tego, że myślałam jakie ubrania ze sobą zabiorę. No i od tamtej pory cały czas myślę o tym, co ze sobą zabierzemy, liczę ile pieniędzy nam będzie potrzebne, sprawdzam miejsca, które warto zobaczyć itd :) Wczoraj już kupiliśmy trochę funtów. Wybraliśmy idealny moment, bo były tańsze niż przedwczoraj i dzisiaj. Zaoszczędziliśmy przynajmniej 50 zł. Coraz bardziej jestem podekscytowana tym wyjazdem. Nareszcie się zaczęłam cieszyć:) Nie mogę się już doczekać, mimo, że to dopiero za tydzień. Taki mały Reisefieber mnie dopadł:) Myślę, analizuję, stresuję się i tak dalej. Ale to wszystko nawet przyjemne jest. A perspektywa, że na parę dni oderwę się od tego wszystkiego – bezcenna :)

wtorek, 10 marca 2009

Dzień jak codzień.

Obudziłam się o 5:30. Poleżałam trochę, pokontemplowałam i poszłam do łazienki. Zjadłam śniadanko i na 6:40 byłam w pracy. Siedziałam tam do 15:30. Potem przyjechał po mnie Franek i pozałatwialiśmy na mieście parę spraw związanych z naszym wyjazdem. W domu byłam o 16:30. Szybki obiad i pół godziny odpoczynku. Pouczyłam się, a o 18:30 już musiałam wychodzić na Hiszpański na 19 do 20:30. Prosto z hiszpańskiego pojechałam na aerobic. A potem już tylko szybki prysznic i oto siedzę sobie w piżamce i się wyciszam. Teraz jeszcze paciorek i spać, bo jutro od nowa :) No i jak tu się potem dziwić, że te dni mijają jak z bicza strzelił?? Ale w zasadzie wolę takie niż takie rozmemłane, kiedy nic nie zrobię… A teraz już nic mądrzejszego nie wymóżdżę. Dobranoc :)