*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
No
myślałam, że tym razem, mimo urlopu, będę częściej bywać na blogu.
Niestety nie udało się z różnych powodów. Myślałam, że będę chociaż na
blipie bywać, dzięki możliwości wysyłania smsów, ale sierotka ze mnie i…
nie zabrałam ładowarki. I już wkrótce byłam odcięta od świata
Wirtualnego przynajmniej. A poza tym sprawiłam sobie nowego komputra i
nie miałam na nim internetu. Ale powoli wszystko wraca do normy. Tylko
zapomniałam Was Moje Drogie poprosić, żebyście za dużo nie pisały i
teraz będę miała znowu nieziemskie zaległości:) Nadrabianie zaczynam od
jutra. A na koniec obiecane zdjęcie moje i Franka, z polowania na welon i
muszkę
No
to ja tak na chwilę, zanim wyruszymy w dalszą podróż. Bo na razie mamy
przystanek w Miasteczku. Na weselu bawiliśmy się dobrze, chociaż tak
szczerze powiem, że już chyba wszyscy mają dość tych ślubów… Ja również.
I cieszę się, że nie ma w planach następnego. Chyba mamy spokój
przynajmniej na dwa lata. A wracając do tego wesela. Czy ktoś się
zdziwi, jeśli napiszę, że złapałam welon? Do trzech razy sztuka się
mówi… Tym razem Franek złapał też krawat. Ale tak naprawdę wszystko było
trochę oszukane:) Bo po pierwsze wodzirej zasygnalizował, że zaraz
Panna Młoda będzie rzucać ten welon, więc nie było zaskoczenia. Welon
nie leciał co prawda tak po linii prostej w moją stronę, ale
podskoczyłam sobie w prawo i innej pannie sprzątnęłam go sprzed nosa.
Wiem, nieładnie. Ale jakoś się nikt nie palił do tego, żeby go złapać.
Szczerze mówiąc ja na początku też nie. I nie miałam już ochoty na te
oczepiny. Ale jak już byłam w tym kółeczku to mi się włączyła taka chęć
rywalizacji. A po drugie, Pan Młody rzucił krawat za daleko i został on
złapany przez Franka wujka. Żonatego od jakichś trzydziestu lat. No ale
kawalerka się nie kwapiła do tego, żeby przejąć zdobycz, jedynie Franek
się pokusił o złapanie odrzuconego krawata. Tym sposobem w końcu się
skoordynowaliśmy. Same widzicie, trochę naciągane, ale jest:) Może to
oznacza, że będziemy musieli trochę powalczyć o swoje?
(A jak wrócę, to wrzucę zdjęcie) Ogólnie bawiliśmy się fajnie.
Jedzenie było dobre. Kaca nie było. To znaczy mówię za siebie, bo Franek
trochę umierał. A ja kładłam się zupełnie trzeźwa, więc dziwne byłoby
gdybym się obudziła pijana
A
jutro z samego rana wyruszamy do Zakopanego. Nie będzie mnie parę dni.
Jak wrócę to mam nadzieję, zostawię jakąś fajną relację