Na
jednym ramieniu siedzi taka mała Margolkai szepce mi do ucha, że taka
jest kolej rzeczy i trzeba teraz iść do przodu. Na drugim siedzi druga
mała Margolka i mówi– jak tu iść do przodu, skoro tylu osobom świat się
zawalił?… No i ta duża Margolka jest trochę rozdarta. Ale dzisiaj już
jest zdecydowanie lepiej. I nareszcie przespałam noc. Chyba jednak
wczorajsza notka pozwoliła mi w jakiś sposób uporaćsię z moimi myślami.
Poza tym na pewno będzie jeszcze lepiej za kilka dni – bo na razie
trudno się otrząsnąć, kiedy w telewizji ciągle o tym mówią – pokazują
zdjęcia i opowiadają historie o zmarłych… Pokazują rozpacz bliskich.
Wszystko jest wtedy takie bliskie i smutne. Ale zaczynają się
już bezsensowne dyskusje, od których chcę się odciąć. Niezależnie od
tego, co myślęna temat pogrzebu, nie chcę brać udziału w żadnej dyskusji
tego typu. Jest mi żal wszystkich ofiar i ich bliskich i łączę się w
bólu z rodzinami zmarłych…Tyle w tym temacie. Czas zamilknąć i w tym
milczeniu przeżyć żałobę do końca.
A w przygotowaniu nowa notka, ale jakośnie chciałam łączyć jej z tą tematyką…
Mój blog i moje kredki. Margolka bez koloryzowania :)
*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
środa, 14 kwietnia 2010
wtorek, 13 kwietnia 2010
Być może ostatni…
Wiem,
że niektórzy mają już trochę dość i chcieliby, aby życie wróciło do
normy. Ja też bym tego chciała. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że
przecież trzeba iść dalej, należy normalnie funkcjonować. I zazdroszczę wszystkim tym, którzy dali radę. Ja jeszcze nie potrafię
I
znowu będę monotematyczna, choć wiem, że część z Was już nie ma ochoty o
tym czytać. Ale ja muszę gdzieś wyrzucić to, co czuję. Naprawdę nie
wiem, dlaczego aż tak bardzo to przeżywam. Wczoraj wydawało mi się, że
będzie lepiej. Rano co prawda nie czułam się dobrze, ale w pracy
musiałam zająć się codziennymi obowiązkami, popołudniu nawet spotkałam
się z koleżanką – wydawało się, że jest lepiej. Że najgorsze już minęło,
nie wrócą te wszystkie smutne myśli i nareszcie normalnie zasnę. I
zasnęłam, ale obudziłam się już po półgodzinie i zaliczyłam kolejną
nieprzespaną noc
To już trzecia. Nie mogę spać. To mi się już bardzo dawno nie
zdarzyło. Owszem, bywało, że miałam zmartwienie i nie mogłam spać, ale
zawsze na drugi dzień zmęczenie wygrywało i spałam jak kamień nocy
następnej. Nie tym razem. Ilekroć przysypiam, śni mi się to, o czym
myślę przez cały dzień – wtedy od razu się budzę i nadal myślę.
Nie wiem jak sobie z tym poradzić.
To
nie były bliskie mi osoby. Nie naszły mnie też refleksje o kruchości
życia ludzkiego. Po prostu przeraziło mnie to wszystko i może właśnie
dlatego nie umiem sobie poradzić z moimi uczuciami, bo nie potrafię ich
nazwać ani wyjaśnić. Nie mam zamiaru stawiać pomnika ś.p. Lechowi
Kaczyńskiemu. Skoro za jego życia nie zgadzałam się z jego poglądami ani
nie podobała mi się część jego zachowań, nie będę nagle twierdzić, że
było to najlepszy polityk i najwspanialszy człowiek jakiego znałam. Bo
nie w tym rzecz. To wszystko, co myślałam o tych ludziach, nie ma teraz
żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, że jest mi strasznie przykro i
będzie ich na pewno w jakiś sposób brakowało. Zginęli przede wszystkim
ludzie, nie politycy.
Mój ogromny żal jest ponad wszelkimi wcześniejszymi sympatiami i antypatiami.
Wiecie,
przyznać muszę, że nie podoba mi się trochę mówienie o tym, że teraz
ludzie są zjednoczeni w bólu, a za kilka dni wszystko wróci do normy i
znowu zaczną codzienną gonitwę. A ja się zgadzam z tym, co powiedział
Stefan Niesiołowski - żałoba nie jest stanem naturalnym. Trzeba
się otrząsnąć i żyć dalej. Nie chciałabym żeby ten stan trwał dłużej, bo
nie chcę żyć cały czas w atmosferze smutku. Chcę iść dalej i nie ma
znaczenia to, że ludzie zajmą się swoimi sprawami, a politycy znowu
zaczną się kłócić. Aby świat funkcjonował normalnie, ludzie muszą wrócić
do codziennych obowiązków. Aby polityka funkcjonowała normalnie – spory
polityczne muszą mieć miejsce.
Czy ta tragedia nas czegoś nauczy?
Szczerze mówiąc, nie wiem, czego mogłaby nauczyć
Poszanowania życia? Docenienia chwili? Myślę, ze większość z nas,
kiedy się zastanowi nad swoim życiem, stara się je doceniać i stara się
jednak cieszyć tym, co ma. Nie zgadzam się, że za jakiś czas wszyscy
zapomną o tym co się stało. Myślę, że część osób jeszcze przez długi
czas będzie to w pewien sposób przeżywała. Ale też nie można stać w
miejscu, trzeba starać się, aby wszystko wróciło do normy. Żałobę trzeba
przeżyć a następnie jednak ją porzucić. Nikt nie jest w stanie
normalnie funkcjonować w stanie żałoby. Państwo również nie.
Nigdy nie twierdziłam, że nie jestem naiwna.
Wiem,
że tak jest. Wierzę w ludzi, wiem, że nawet jeśli za parę dni wszystko
będzie jak dawniej, to ich obecne uczucia: ból, smutek, żal, strach są
szczere. Pomijam tutaj to, o czym również można przeczytać –
skandaliczne wpisy na forach, niektórych blogach, okropne komentarze,
nietaktowne pytania dziennikarzy, zupełnie absurdalne teorie spiskowe –
to wszystko jest dziełem ludzi, którzy w mojej opinii nie są normalni.
Nie tylko nie potrafią uszanować faktu czyjejś śmierci, ale są zupełnie
pozbawieni empatii i jakichkolwiek uczuć wyższych. Nawet nie chcę
poświęcać im więcej myśli – ignoruję ich wypowiedzi, nie czytam
komentarzy. Takie hieny zawsze się znajdą.
I ostatnia rzecz - czy z tej tragedii może wyniknąć coś dobrego?
Znowu posłużę się słowami wicemarszałka Niesiołowskiego, który
powiedział, że każda śmierć jest złem i nie bardzo wie, co dobrego
mogłaby przynieść. Ja też nie bardzo wiem… Chyba mam tylko nadzieję na
jedno – że wspólne przeżycie takiej tragedii z Rosjanami będzie
przełomem w naszych wzajemnych relacjach. I że tego, co zostało
zbudowane w ciągu ostatnich dni, nie zniszczą żadne antyrosyjskie
komentarze, czy absurdalne oskarżenia. Prawda jest taka, że mogliśmy na
nich liczyć.
Wiem,
że trudno się czyta tę notkę. Mam jednak nadzieję, że możliwość
opisania wszystkich swoich uczuć pomoże mi wreszcie iść dalej, pozwoli
mi skupić się na czymś innym i być może zamknąć ten temat…
Osoby,
które naprawdę mają dość czytania „tych rzeczy”, bardzo proszę o
uszanowanie mojej potrzeby poradzenia sobie z żalem w taki właśnie
sposób…
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)