*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 22 lipca 2010

Charakterystyka Margolki :)

Kto urodził się dnia 21lipca (źródło: tu)
Interesuje się sprawami publicznymi i polityką prawda. Jestem na bieżąco, mimo, że wcale nie lubię na ten temat dyskutować ani nie należę do tych, którzy bardzo chętnie i szybko dzielą się swoimi poglądami.

Nieco próżny, o usposobieniu marzycielskim – jest zwolennikiem przyrody i życia wiejskiego; interesuje się rolnictwem a piękno przyrody podziwia we wszelkich postaciach ee trochę przesadzone:) Marzyć nie lubię za bardzo, kiedyś lubiłam, teraz z tego wyrosłam :) Ale w tym usposobieniu marzycielskim coś może być. Czasami. Przyrodę lubię, a co do tego rolnictwa… Hmm, no w końcu słucham rozmaitości dla rolników codziennie rano :P

Zdecydowany i cierpliwy - jest to człowiek o skłonnościach politycznych i charakterze publicznym – bo ja wiem? Często bywam niezdecydowana :) I niecierpliwa. Ale generalnie chyba potrafię czekać jak trzeba. Czy mam skłonności polityczne, tego nie wiem, nie próbowałam i nie mam zamiaru :) A charakter publiczny? Noo, nie stresuję się jakoś specjalnie w przypadku wystąpień publicznych i jeśli można podpiąć pod ten charakter fakt, ze byłam przewodniczącą szkoły, to ok :)

Jest niezwykle wrażliwy na wszelkie wpływy i dlatego nie może się czuć szczęśliwym, o ile nie znajdzie się w harmonijnym otoczeniu.-  o tak, tak i jeszcze raz tak. Niestety.

Cierpliwy, pokojowy – wierny jest w swych sympatiach i przywiązaniach, a dla osób kochanych lub ideałów - potrafi się zdobyć na poświęcenia – tu też prawda. Nie lubię konfliktów, bardzo je przeżywam. A dla najbliższych na poświęcenia jak najbardziej potrafię się zdobyć.

Szlachetny, głęboko myślący - wywiera wpływ przyciągający na innych -  a to już by trzeba tych innych pytać :)

Powiedzie mu się w związku z ziemią, domami, własnością nieruchomą, a także i w związku z wodą, morzem, żeglugą – no proszę, tego nie wiedziałam :) Może muszę się przekwalifikować :P

Małżeństwo jego nie zapowiada się zbyt pomyślnie, może jednak przynieść pewne zyski materialne – oj niedobrze, niedobrze :(

Wady tych urodzin - to zboczenia na manowce uczuciowe i zmysłowe,marnotrawstwo i słaba wola, dzięki której nie można na nim polegać. – no niestety, zboczenia na manowce uczuciowe jak najbardziej. Marnotrawstwo raczej nie, słaba wola – absolutnie! Uważam, że mam bardzo silną wolę i niejednokrotnie to udowodniłam :)

Czekają go nieporozumienia z ojcem – bzdura! Nigdy nie miałam żadnych nieporozumień. Mój tato jest dla mnie autorytetem.

Potrafi sobie zręcznie radzić w życiu – pragnie jednak zdobyć pieniądze dla pieniędzy – i dlatego może mu grozić skąpstwo – jak tak sobie czasem myślę, to coś w tym, jest. Ja rzeczywiście się nadaję do mieszkania w Poznaniu,bo oszczędna bywam aż nadto :)

Zdrowie jego jest dość delikatne: silne wzruszenia, złe wiadomości, niepokój o osoby kochane lub trudności finansowe źle na nie oddziałują, tym bardziej, że urodziny dzisiejsze dają skłonność do zbytniego przejmowania się i przesady – no to jest chyba najbardziej trafne zdanie całej tej analizy. Podpisuję się pod wszystkim. To prawda, przejmuję się dużo za dużo, silnie się wzruszam a złe wiadomości i niepokój często wykańczają mnie nerwowo.

Powstające wskutek tego niepokoje, niezadowolenie, obawy – działają ujemnie na trawienie. Przy leczeniu niedomagań takiego człowieka należy również zwracać uwagę na jego wyobraźnię, która nieustannie wynajduje sobie coraz nowe powody do zaniepokojenia - problemów z trawieniem nie odnotowałam :) Natomiast wyobraźnię rzeczywiście mam bujną, jeśli chodzi o wyszukiwanie tego, co niepokoi :)

***

Tak, ja wiem, że dziś już mamy 22 lipca, ale wybaczcie to lekkie opóźnienie spowodowane świętowaniem. A jak dobrze pójdzie, to świętować będę jeszcze dziś. A może i jutro :)

wtorek, 20 lipca 2010

Margolka zołzowata.

Franek mówi, że zawsze po mojej minie potrafi stwierdzić, że coś jest nie tak. 
Przyjechałam w niedzielę wieczorem z Miasteczka i mimo, że starałam się zachowywać normalnie, wcale mi to nie wychodziło. Franek na mnie czekał. Zszedł na dół, pomógł mi wnieść na górę bagaż. Od razu zauważył, że mam na sobie nową bluzkę i nowe spodnie. Że inaczej się uczesałam. Powiedział, że ładnie wyglądam, a ja widziałam, że naprawdę mu się podoba. Prawda, że nie wszyscy faceci zwracają uwagę na takie drobiazgi? :) Weszliśmy do domu. Już w przedpokoju czekała na mnie Mamba. Potem Franek kazał mi usiąść i przyniósł kolację, którą przygotował. Później pokazywał, co posprzątał przez weekend i mówił co planuje zrobić w poniedziałek. Starałam się cieszyć tym wszystkim, ale średnio mi wychodziło.

Potem siedzieliśmy razem i ja się trochę wypłakiwałam Frankowi z tego, co mi doskwiera. Nawet miał do mnie cierpliwość… Trochę rozmawialiśmy – o tym romantyzmie też. I właśnie o tym, że on widzi, ze zawsze jak przyjeżdżam z Miasteczka, to się nie cieszę na jego widok, ale że za to często mi się coś nie podoba. I ma rację. Tak jest. Bo ja się często nakręcam. I często wracam już wkurzona o coś na niego. Może to być jakiś drobiazg. A może to być coś, co dla niego jest drobiazgiem, dla mnie już nie. Założę się, że wiele z Was nie posiada takiej umiejętności czepiania się o wszystko jak ja… I pewnie między innymi dlatego czujecie się szczęśliwsze.

Wiem, że on się stara. Niektóre z jego starań są ogromne. I wiem, że powinnam to docenić, a nie zawsze potrafię. Bo powinnam widzieć to, co dobre i na niedoskonałości przymykać oko, a mnie to nie wychodzi. Nie mogę powiedzieć, że się rozczarowałam zachowaniem Franka odkąd razem zamieszkaliśmy. Jak na razie mnie nie zaskoczył, więc na pewno nie chodzi o to, że nagle zamieszkaliśmy razem i czar prysł. Raczej nie chodzi tez o monotonię, bo chyba jeszcze jej nie doznaliśmy. Na razie dużo się dzieje.

Skoro Franek się stara, ja te starania widzę i wiem, że nie mogę narzekać na wiele z jego zachowań, problem musi tkwić we mnie…  Do takich wniosków właśnie ostatnio doszłam i stąd te wszystkie moje refleksje i rozmyślania. Cóż mogę zrobić. Obawiam się, że nikt nie jest w stanie tak naprawdę sprostać moim wymaganiom. Z moim charakterkiem trudno wytrzymać, więc i tak Franek daje radę. Wiadomo, że można nad sobą pracować, a nawet trzeba. I ja staram się modyfikować niektóre zachowania, ale z drugiej strony mimo wszystko, mimo tej mojej zołzowatości, lubię siebie a gdybym się za bardzo zmieniła, już nie byłabym sobą…  A Franek mówi, że mnie kocha jednak.
I tak muszę przyznać, ze zrobiło mi się lepiej od niedzieli. Poza tym porozmawiałam z Frankiem o tym wszystkim i chyba trochę mi ta rozmowa pomogła. No to dosyć smęcenia na dzisiaj :) I może nawet niedługo napiszę o czymś bardziej pozytywnym. Na przykład o pozytywnych stronach wspólnego mieszkania, bo nie myślcie sobie, takie też są :)