*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

piątek, 18 listopada 2011

Rozczulona.

W związku z wczorajszą notką dodam jeszcze tylko, że po pierwsze bardzo dziękuję wszystkim, którzy naprawdę wczuli się w moją sytuację i zrozumieli główny przekaz notki. A po drugie, że dla mnie fałsz to cecha, która absolutnie dyskwalifikuje daną osobę z kręgu moich znajomych, dlatego zawsze będzie mnie dziwić tolerancja dla obłudnych zachowań. A do tematu pewnie jeszcze i tak wrócę :) I nie mam na myśli tematu anonimów, a ogólnych przemyśleń na temat blogowania.

***
A tymczasem rozczuliłam się nieco wczoraj (nie mylić ze wzruszeniem :)) parę razy. Powodem mojego rozczulenia były różne zachowania Franka. niby zwykłe i codzienne, ale jakoś wczoraj bardziej do mnie przemówiły, nie wiem, dlaczego. Zaczęło się od telefonu, który odebrałam w okolicach godziny dziesiątej i usłyszałam: „biedna Kluseczka*, biedna, biedna…” Ano biedna byłam, bo naszykowałam sobie śniadanko – kanapkę, jogurt i jabłko. I wszystko zostało na blacie w kuchni… Dodam jeszcze, że z miejsca pracy do sklepu blisko nie mam, ale na szczęście o śniadaniu przypomniałam sobie w drodze, więc zboczyłam jeszcze na małe śniadaniowe zakupy. Co nie zmienia faktu, że to takie fajne, że jest ktoś kto mnie pożałował i stwierdził, że jestem biedna :)))
Poza tym, zapytano mnie wczoraj z pracy – ot, przy jakiejś rozmowie – co robię dziś na obiad. Na co, zgodnie z prawdą, odpowiedziałam, że ja dzisiaj na obiad to tylko przychodzę :) Wzbudziło to zdziwienie i żartobliwy komentarz pana Magazyniera: „cóż to mamy za młodzież dzisiaj, chłop obiad gotuje!” :) Ano mój gotuje i to jeszcze jak :)
Po pracy od razu szłam na aerobik, wystarczyło mi tylko czasu, żeby zostawić auto na podwórku i podreptać na fitness. A Franuś stwierdził, ze zejdzie na dół i weźmie ode mnie torebkę, żebym nie zostawiała jej w samochodzie ani nie brała ze sobą. Po chwili zadzwoniłam, że nie musi schodzić, bo zdążę wejść sama na górę i po co on ma się fatygować, na co odparł, że i tak musi wynieść śmieci.
A najbardziej rozczuliłam się, gdy wróciłam z aerobiku a Franuś kazał mi iść szybko pod prysznic, bo on już mi obiad podgrzewa. Posadził mnie potem w kuchni i podał zupę (tę akurat ja ugotowałam :)), później drugie danie. I jeszcze coś do picia, żebym się „nie zatkała”. Nakrył w kuchni, bo stwierdził, że teraz możemy trochę porozmawiać (czasami jemy w pokoju – przed komputerem albo telewizorem).
Kiedy on wraca z pracy po mnie, to oczywiste, że ja jemu podaję obiad i nadskakuję. Podobnie ze wszystkim innym – to takie zwyczajne, normalne i w ogóle nic wielkiego przecież… A dla mnie jednak to jest w jakiś sposób wielkie i czuję się wtedy zwyczajnie kochana. Tak mi się wczoraj ciepło na sercu cały dzień robiło, że porzuciłam pisanie komentarzy na blogu i podreptałam do sypialni. Tam Franuś już leżał w łóżku i czytał. Dołączyłam do niego, a po lekturze jeszcze rozmawialiśmy o mniej lub bardziej poważnych sprawach, o większych i mniejszych drobiazgach, patrząc sobie w oczy. W takich chwilach najbardziej czuję, że my naprawdę chcemy być ze sobą i że wszystko się nam tak dobrze poukładało, a przecież niewiele brakowało…
Ech… głupieję na starość:D

* o Kluseczce będzie osobna notka :))

czwartek, 17 listopada 2011

Dlaczego nie lubię anonimów?

Bałam się publikować tę notkę… Ale cóż, iskra w końcu poszła i ujrzała ona światło dzienne. Trudno, stało się.
Przykra sprawa, ale niestety się zdarza i to nie raz…
Piszemy notkę, ludzie ją komentują i nagle pojawia się jakiś nowy komentujący – podpisuje się nic nie mówiącym nam nickiem, nie przedstawia się, nie pisze skąd się tu wziął, po prostu komentuje daną notkę. (podkreślam, że nie chodzi mi teraz o notki polecone!) Ale komentuje w taki sposób, aby komuś sprawić przykrość, aby mu dokopać, aby go obrazić, skrytykować. W wersji łagodniejszej - wyrazić swoją zupełnie odmienną opinię, chociaż czasami w sposób mimo wszystko pozostawiający trochę do życzenia…
I niestety, ale jestem pewna, że w dużej części takich przypadków komentuje w ten sposób osoba, która jest stałym gościem na naszym blogu, która często nawet prowadzi swój blog, która nie jeden raz komentowała życzliwie… Przykre. Prawda? Oburzające. Zgadzam się. A jeśli kogoś oburza fakt, że w ogóle mogę podejrzewać stałych czytelników o coś takiego, to mu powiem, że te podejrzenia są mocno uzasadnione w moim wypadku…
Te różne liczniki odwiedzin i statystyki można sobie zamieszczać na swojej stronie dla picu. Ja zrobiłam to kiedyś z konkretnych powodów… Wtedy liczniki pomogły mi w pewnej kwestii, a więc stwierdziłam, ze jeszcze kiedys mogą się przydać i ich nie usuwałam. Być może nie wszyscy wiedzą o tym, że niektóre z tych statystyk pozwalają także na śledzenie IP osób, które odwiedzają, czy komentują. Na pewno nie wiedzą o tym osoby, które potrafią jedną notkę skomentować życzliwie a przy okazji drugiej dokopać blogerowi – tyle, że pod innym nickiem. I wiecie co? Absolutnie nie chodzi mi o to, że komentują w taki sposób - że obrażają, sprawiają przykrość albo po prostu kompletnie nie zgadzają się z tym, co napisał bloger. Ale nie znoszę obłudy, a czymże innym jest takie zachowanie?? Jak można postępować w ten sposób? Kto w ogóle może postępować w ten sposób? Tylko tchórz bez zasad… Nie zgadza się, ale nie podpisze się swoim nickiem, bo przecież nie chce absolutnie blogera urazić. Albo nie chce, żeby sobie bloger o nim coś złego pomyślał… Ma o blogerze niskie mniemanie, ale sobie samemu opinii nie chce popsuć, może nie chce się narazić innym… Cóż za problem? Napisze, co mu na sercu leży, tyle, że się nie podpisze.
I dlatego właśnie jestem uczulona na anonimy. Ktoś powie, że przecież tak naprawdę każdy może sobie jakiś nick wymyślić i pod nim komentować. Owszem, ale przecież wiecie doskonale, że z czasem się komentujących w jakiś sposób poznaje. Jeśli stale komentują podpisując się tak samo, to nawet gdy nie prowadzą swojego bloga, wyrabiamy sobie na ich temat jakąś opinię, mamy w stosunku do nich jakieś odczucia, mniej więcej wiemy, czego sie po nich spodziewać, czasami nawet wiemy o nich całkiem sporo – tu w zależności od tego, ile taki komentujący o sobie w komentarzu opowie. Nie chodzi więc mi o osoby, które same bloga nie prowadzą i komentują mniej lub bardziej regularnie. Mam na myśli komentarze podpisane nickami z kosmosu, które odzywają się tylko raz a potem już nie wracają.
Dotychczas przynajmniej ze dwa razy zdarzyło się, że wydawało mi się, że jakaś blogerka komentowała złośliwie pod innym nickiem. Może było tak więcej razy, ale te statystki śledzę rzadko, więc tego nie wiem. W każdym razie – pewności nigdy nie miałam. Ale całkiem niedawno, przez zupełny przypadek jedną taką osobę przyłapałam. Naprawdę przez przypadek, bo się wcale o to nie starałam. Nie podejrzewając niczego nawet skomentowałam tego samego dnia z rana notkę tej osoby :) A tu potem taka niespodzianka… Oczywiście, stuprocentowej pewności nie mam nigdy – ale na 99% wiem, że ktoś tak zrobił. Ten jeden procent zostawiam – bo jak powiedział Franek, ktoś może dzielić komputer z inną osobą. Chociaż zastanówcie się, jakie są na to szanse :) A nawet jeśli - ziarno nieufności zostało już zasiane…
Na szczęście nie jest to osoba szczególnie mi na blogowisku bliska, więc tak totalnie wiary w blogowanie nie straciłam. Ale niesmak niestety pozostał. Uważajcie na przypadkowych komentujących. A Wy, dwulicowi – zastanówcie się dwa razy…
Szacunku do przypadkowych anonimów nie mam za grosz.Chyba rozumiecie teraz, dlaczego?
Ps. Na ewentualne pytania, dlaczego nie zablokuję opcji komentowania albo chociaż jej nie ograniczę odpowiadam od razu – bo nie o to tu chodzi! A poza tym, taki mam kaprys i już :)
Ps2. Jestem pewna, ze osoby, które nie mają niczego takiego na sumieniu, nie wezmą tej notki do siebie i nie odczują z mojej strony jakiegoś braku zaufania. Zapewniam, daleka jestem od rzucania pochopnych oskarżeń.