*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
To poszaleliśmy z Frankiem w weekend! Oboje mieliśmy wolne, więc całe dwa dni spędziliśmy nie rozstając się ani na moment
W sobotę od rana wybraliśmy się na zakupy. Świąteczne już. Oboje nie
znosimy szukać prezentów na ostatnią chwilę i chwytać byle czego…
Staramy się zawsze sprawę wcześniej przemyśleć i ze spokojem chodzić po
sklepach – bez paniki, że nie zdążymy. Poza tym, następny wspólny wolny
weekend mamy dopiero 17 grudnia, a wtedy będziemy mieli inne
przedświąteczne sprawy do załatwienia. Poszło nam dość sprawnie, bo
wcześniej mieliśmy już częściowo zaplanowane, co komu kupimy. I tym
sposobem, miesiąc przed świętami mamy już prezenty prawie dla wszystkich
Dla siebie tylko rzecz jasna niczego nie kupowaliśmy, na to przyjdzie
jeszcze pora. Zadowoleni jesteśmy bardzo. A podobno Dzień Bez Zakupów
był
Potem
odwiedziliśmy jeszcze Franka babcię, zrobiliśmy zakupy „jedzeniowe” i
się wieczór zrobił. Wtedy to dopiero poszaleliśmy. Usiedliśmy razem,
zapaliliśmy sobie świeczki, kadzidełka i popijaliśmy winko. Trochę
telewizję oglądaliśmy, trochę słuchaliśmy radia, a nawet tańczyliśmy
walczyka w środku nocy
Ale przede wszystkim rozmawialiśmy. I tak nie zauważyliśmy, że się całkiem późno, a raczej całkiem wcześnie już zrobiło
Naprawdę zaszaleliśmy! Położyliśmy się spać po piątej nad ranem.
W związku z tym w niedzielę byliśmy średnio wypoczęci
Ani się człowiek nie wyspał porządnie, ani nie był szczególnie rześki
po tylu kieliszkach wina. Ale nie żałowaliśmy. Dawno nie spędziliśmy tak
przyjemnego wieczoru. Niedziela więc minęła nam bardzo szybko, ale
również we własnym tylko towarzystwie.
Zdecydowanie,
jeszcze się sobie na pewno nie znudziliśmy:) Nie lubię zarywać nocek,
bo nigdy potem nie umiem odespać, ale naprawdę było warto się przekonać
po raz kolejny, jak świetnie potrafimy się bawić sami ze sobą. Nie
chodzi absolutnie o to, żeby się izolować – wręcz przeciwnie, stosunkowo
często spotykamy się ze znajomymi lub rodziną, ale warto właśnie
czasami odpuścić. Bywają dni, kiedy mamy ochotę być tylko we dwoje i te
do takich należały. Fascynuje mnie to, że można z kimś spędzić bez
przerwy kilkadziesiąt godzin i ani się nim nie znudzić, ani się nie
irytować z jego powodu. Wiem, że są pary, które zaczynają działać sobie
na nerwy w takie dni, czy podczas urlopu – u nas jest zawsze na odwrót,
im więcej czasu spędzamy razem, tym lepiej się dogadujemy
Obiecałam, że będzie o Kluseczce
Nie
wiem, co niektórym z Was po głowie chodziło, a właściwie wiem – ale
kompletnie nie mam pojęcia, skąd się Wam to wzięło. W każdym razie,
Kluseczka to po prostu ja. Wspominałam już kiedyś, jaki to Franek jest
pomysłowy, jeśli chodzi o różnego rodzaju określenia dla mnie, ale
zdecydowanie najbardziej lubię właśnie to
Gdybym miała zakładać jeszcze raz bloga, to mogłabym być blogową Kluską , bo bardzo się z taką ksywką utożsamiam
Wiem,
że wielu osobom się to kojarzy jednoznacznie z grubaską (swoją drogą
nie wiem, dlaczego, bo mi się kluski tak nie kojarzą, pyzy owszem, ale
nie kluski :)). Kiedyś nawet jedna z blogowiczek zapytała, czy mi nie
przeszkadza, że się Franek do mnie tak zwraca, bo to trochę jakby
sugerował, że mam za dużo ciała
Nic z tych rzeczy, nie przeszkadza mi to ani trochę. Wagę mam w
porządku, nie mam więc kompleksów na jej punkcie – pewnie też dlatego
nie jestem specjalnie wrażliwa.
Franek zaczął się tak do mnie zwracać ot tak, bez żadnego konkretnego powodu, wyrwało mu się raz i tak już zostało. Nie
konsultował się nigdy w tej sprawie z moją siostrą. A gdyby to zrobił,
dowiedziałby się, że kiedy byłyśmy małe, ona właśnie mówiła na mnie
Kluska
Nie mam pojęcia dlaczego. Pewnie z tego samego powodu, dla którego ja na nią mówiłam Świnka
Jak widać po prostu muszę już taką Kluską być i tyle
Tak mi jest pisane. Może właśnie dlatego tak bardzo lubię być tak
nazywana? A poza tym takie przezwisko wydaje mi się wyjątkowo ciepło i
miękko brzmiące.
Kluska to wersja standardowa. Używana w normalnych okolicznościach.
Ale oczywiście ma też swoje odmiany. Odmiana pieszczotliwa to Kluseczka.
Stosowana w chwilach podniosłych, romantycznych i kiedy jest po prostu
miło. Gdy jest mniej miło, Franek stosuje wersję Klucha. Najczęściej
idzie ona w parze z przymiotnikami tworząc: niedobrą Kluchę, czy brzydką
Kluchę Przyznam jednak, że najbardziej chyba lubię ekstremalną wersją
Kluchy
A muszę sobie na nią naprawdę zasłużyć – z reguły muszę być wyjątkowo
dokuczliwa i doprowadzać frankową cierpliwość do granic wytrzymałości.
Wtedy mam szansę usłyszeć upragnione „głupia Klucha!”
Swego czasu hitem było wyrażenie „Kluska robi kluski!”. Franek aż
skakał z uciechy, kiedy którejś niedzieli oznajmiłam mu, że na obiad
będą kluski.
No i czyż taka kluska nie jest słodka? :))
Ps. Achh, jakże mogłam zapomnieć?! Jest jeszcze
jedna odmiana używana przez Franka – Klusaku. Wyczuł mnie chyba, bo
przed chwilą tak właśnie na mnie zawołał, a notki nie czytał, dodam,
więc podpowiedź była nieświadoma