*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
I znowu to samo – jak co roku święta się już skończyły :/
Jak zawsze, zbyt szybko. I jak zawsze tak samo mi żal, że już po
wszystkim. Moje święta, jak zawsze zresztą były wesołe i rodzinne.
Rodzinne to słowo, które najlepiej oddaje ich charakter. Zawsze spędzam
ten czas w gronie najbliższej rodziny. Wspólnie siadamy do wieczerzy,
później obdarowujemy się prezentami, a po Wigilii zawsze mamy jakąś
atrakcję wieczoru w postaci gier i zabaw
Chociaż w tym roku było bardziej ubogo, bo zagraliśmy tylko jedną
rundkę w planszówkę – jakoś tak wszyscy zmęczeni byli. W poprzednich
latach graliśmy kilka godzin
Tym razem nadrobiliśmy w kolejne świąteczne dni . Otóż naszą tegoroczną rozrywką rodzinną było… układanie puzzli
Dwa tysiące kawałków, obrazek 68×96 cm. Nie wyobrażacie sobie jaką
wszyscy mieli frajdę. Sama byłam zaskoczona z jakim zaangażowaniem tata
wyszukiwał sklejki na tyle dużej, żeby się nam wygodnie układało i z
jakim entuzjazmem zasiedliśmy wszyscy wokół tego prowizorycznego stolika
No i zaczęło się – sortowanie, dopasowywanie, wyszukiwanie. A
wszystko to przy dźwiękach kolęd płynących z radia. Siedzieliśmy kilka
godzin – do późnego wieczora. I dziś od rana – również cały dzień, z
małymi tylko przerwami. I tak nie udało nam się jeszcze ułożyć
wszystkiego. Ale postępy są ogromne
Tak, zdecydowanie uważam, że tak powinny wyglądać idealne dla mnie
święta – wszyscy razem, dobrze czujący się w swoim towarzystwie.
Obżarstwo i sieczka telewizyjna? Zdecydowanie to nie my! Od wigilijnego
popołudnia do dzisiejszego południa telewizora nawet nie włączyliśmy,
zajęci bardziej interesującymi sprawami. Jedzenie było, owszem, nawet
pyszne, jak zawsze. Ale nie siedzieliśmy bez przerwy przy stole, a
najwyżej robiliśmy sobie przerwy na obiad, czy podwieczorek. Do tego
jeszcze wspólny spacer, rozmowy. Tak, właśnie tak – sielanka
Takie mam wyobrażenie o świętach i zostało ono w pełni zrealizowane w rzeczywistości.
I jeszcze w dodatku Franuś dzisiaj do nas
przyjechał – w Wigilię i pierwsze święto pracował, a dziś jeszcze przed
świtem wsiadł w pociąg i oto jest
Do
Poznania wracamy jutro. Wzięłam sobie na jutro urlop, potem dwa dni do
pracy a w piątek, podobnie jak w poprzedni, w ogóle nie pracujemy
Całkiem fajnie zapowiadają się więc najbliższe dwa tygodnie, przemęczać się chyba nie będziemy
Podsumowując
– święta były wspaniałe choć niestety zbyt krótkie. I jedno jest pewne –
to ostatnie TAKIE święta, bo w przyszłym roku pewnie wszystko trzeba
będzie przeorganizować
Ale i tak wiem, że będzie tak samo miło, choć inaczej. A moje wyobrażenie nadal będzie miało odzwierciedlenie w realu.
Zdecydowanie – tego jeszcze nie było
Tym razem chyba naprawdę pobiłam swój rekord w niepisaniu – nie
sprawdzałam co prawda, ale chyba dłuższego przestoju niż tydzień nie
miałam – a tu proszę
Poza tym jeszcze się nie zdarzyło, żebym nie nadawała tuż przed
świętami ani w Wigilię. Mało brakowało, a i w święta bym jeszcze
milczała. Ale stało się – jestem.
Chciałabym
na dłużej, ale nie wiem jak to będzie. Różne przyczyny złożyły się na
moją nieobecność. Na pewno nie był to brak weny ani brak czasu. Na
pierwsze narzekam bardzo rzadko, a tym razem naprawdę miałam o czym
pisać. Czas też by sie znalazł. Ale reszta nie sprzyjała. Poza tym od
jakiegoś już czasu mam wrażenie jakby blogowisko obumarło. A kiedy
niewiele się dzieje i moja aktywność spada. A przede wszystkim zawsze
mam tak, że im dłużej mnie nie ma, tym trudniej mi wrócić. A przy każdym
takim dłuższym przestoju przychodzi czas na weryfikację blogowych
znajomości
Kiedy człowiek bywa w blogosferze rzadziej, naprawdę ma szansę
zaobserwować, kto jest tak naprawdę wiernym blogowym kompanem, kto
naprawdę czeka, kto się niepokoi, kto jest bliski
Dziękuję więc za wszelkie maile, smsy, czy komentarze, w których
dawałyście do zrozumienia, że czekacie. To naprawdę strasznie miłe
Staram się więc skupiać na Was i na tym, co miłe, zamiast zastanawiać
się nad tym, co (lub kto:)) mnie rozczarowało. Cóż, zdarza się i tutaj.No tak, tak ja wiem, mało świąteczna ta notka
Ale to dlatego, że jakoś w ogóle bloga nie zdążyłam nastroić świątecznie i brakuje mi na nim tej grudniowej atmosfery
Muszę się więc zadowolić takową w realu. Mam nadzieję, że wybaczycie, a i tak myślę, że całkiem sporo osób przegapi ten wpis
W końcu teraz jest czas na ważniejsze sprawy.
Tak czy inaczej – jakoś wrócić musiałam i coś napisać musiałam
W końcu nawet Franek się niecierpliwił i pytał, dlaczego nie ma nowej notki i musi cały czas czytać to samo?
Życzeń jednak nie odpuszczę
Wigilia co prawda już minęła, ale ja dopiero dziś podzielę się z Wami wirtualnym opłatkiem:)
Święta
się jeszcze nie skończyły, a więc życzę Wam, aby były wesołe i spędzone
w ciepłej atmosferze. Niech w tym czasie towarzyszami będą Wam spokój,
życzliwość, uśmiech i same pozytywne emocje. Nie zadręczajcie się
drobiazgami i pamiętajcie, co jest najważniejsze – nie tylko w tym
okresie, ale i w życiu
Ja sama doskonale wiem, jakie to bywa trudne
Wszystkiego dobrego i wesołych świąt!