*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

środa, 28 grudnia 2011

Ostatnie takie święta.

W przyszłym roku święta będziemy spędzać już jako małżeństwo. Ciekawa jestem, jak to się ułoży,chociaż przyznam, że mam pewne obawy. I mam dość mocne podstawy ku temu, żeby twierdzić, że jeśli będziemy się kłócić o to, gdzie spędzić święta, to będzie to przeze mnie :) Bo już jakiś czas temu zauważyłam, że w tej kwestii to ja jestem bardziej uparta, nieprzejednana i przyznaję się bez bicia, że samolubna :)
Wiem, że najuczciwiej byłoby spędzać święta na zmianę – raz u jego rodziców, raz u moich.  Ale ja twierdzę, że święta to tylko w Miasteczku. Oczywiście mówię to z dużą dozą przekory i jak przyjdzie co do czego, to będę bardziej skłonna do kompromisu, ale póki co, wolę się upierać. Jest jeszcze opcja „pół na pół” – część świąt w Poznaniu, część w Miasteczku,ale to trochę niewygodnie. A na samodzielną organizację świąt u nas nie czuję się na siłach :)
 Tak prawdę mówiąc, to dla mnie nawet chyba nie byłoby tragedią, gdybyśmy święta spędzali nadal osobno :P W końcu na co dzień jesteśmy ze sobą, parę dni rozstania mogłoby dobrze na nas wpłynąć. I stęsknić się można :) No ale jednak małżeństwo zobowiązuje ;) Trochę głupio by było. Chociaż z drugiej strony wiele też zależałoby od frankowego grafiku – gdyby okazało się, że pracuje w Wigilię, to zdecydowanie wolałabym spędzać ten dzień bez niego ze swoją rodziną niż bez niego z jego rodzicami :) A poza tym znowu przekornie przyznam, że czasami myślę sobie, że miałabym ochotę zrobić inaczej niż należy – tak, żeby mieli co komentować ci, którzy sądzą, że osobno spędzona Wigilia to delikatnie mówiąc zbrodnia przeciwko dobrym relacjom w małżeństwie, o ile nie zapowiedź rozwodu :P

A w ogóle,dlaczego tak się wzbraniam przed tymi świętami w Poznaniu? Przede wszystkim te kilka dni wolnego podczas świąt to w ogóle dla mnie okazja, żeby pojechać do Miasteczka– w Poznaniu jestem na co dzień. Teoretycznie rodzinę Franka możemy odwiedzić każdego dnia, a żeby odwiedzić moją rodzinę muszę już mieć parę dni wolnego.Obawiam się, że jeśli spędziłabym święta w Poznaniu, nabawiłabym się syndromu przedszkolaka :) No w końcu jestem tu cały czas – musi jakiś wyjazd być, żeby święta były zaliczone.
Poza tym –absolutnie nie potrafię sobie wyobrazić Wigilii z takimi potrawami, jakie są u Franka w domu! :) Oni tam mają prawie same ryby, których ja nie lubię. U nas są tylko karp i śledzik – i nawet trochę tego zawsze skubnę. Ale ryba taka, śmaka i owaka, a do tego jeszcze w tej i tamtej postaci to zdecydowanie za dużo dla mnie. I jeszcze zupa rybna :) No i jedzą ziemniaki z sosem – u nas tego nigdy nie ma. Za to tylko czasami mają zupę grzybową i nie mają – barszczu z uszkami,pierogów z kapustą i grzybami, jarskich gołąbków – a bez tego to nie ma Wigilii i już! Tak, ja wiem, że w każdym domu jest inna tradycja, ale cóż ja poradzę,że tak bardzo jestem przywiązana do naszej (tak, mogę przecież te potrawy zrobić sama i przynieść na poznańską Wigilię, i na pewno tak zrobię,ale teraz nie o tym mowa:)) Ano właśnie – i to też jest powód. Ja się zwyczajnie przyzwyczaiłam do takich świąt a nie innych i trudno będzie mi zaakceptować nowości w tej kwestii. Chcę spędzić święta z Franusiem, jak najbardziej, ale niech Franuś przyjedzie ze mną do Miasteczka :) Zwłaszcza, że on w tej kwestii wydaje się bardziej elastyczny i mniej zdeterminowany niż ja. W końcu mój tata po ślubie już nigdy nie spędzał Wigilii w swoim domu rodzinnym,jechaliśmy tam najwyżej później ;)

Oczywiście, że jeszcze cały rok przed nami, wiele się może wydarzyć i zmienić – poglądy również. Ale piszę tę notkę trochę dla siebie – tak z ciekawości, żeby zobaczyć,jak będzie za rok i ile z tego, co tu napisałam będzie miało znaczenie :) I proszę ten wpis potraktować z przymrużeniem oka, bo owszem, jestem upartą egoistką, ale dużo więcej teraz we mnie przekory. I jestem pewna,że jak przyjdzie na to czas, to będę umiała zdobyć się na jakiś kompromis i na pewno się dogadamy :)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Wzorowe święta.

I znowu to samo – jak co roku święta się już skończyły :/ Jak zawsze, zbyt szybko. I jak zawsze tak samo mi żal, że już po wszystkim. Moje święta, jak zawsze zresztą były wesołe i rodzinne. Rodzinne to słowo, które najlepiej oddaje ich charakter. Zawsze spędzam ten czas w gronie najbliższej rodziny. Wspólnie siadamy do wieczerzy, później obdarowujemy się prezentami, a po Wigilii zawsze mamy jakąś atrakcję wieczoru w postaci gier i zabaw ;) Chociaż w tym roku było bardziej ubogo, bo zagraliśmy tylko jedną rundkę w planszówkę – jakoś tak wszyscy zmęczeni byli. W poprzednich latach graliśmy kilka godzin :) Tym razem nadrobiliśmy w kolejne świąteczne dni . Otóż naszą tegoroczną rozrywką rodzinną było… układanie puzzli :) Dwa tysiące kawałków, obrazek 68×96 cm. Nie wyobrażacie sobie jaką wszyscy mieli frajdę. Sama byłam zaskoczona z jakim zaangażowaniem tata wyszukiwał sklejki na tyle dużej, żeby się nam wygodnie układało i z jakim entuzjazmem zasiedliśmy wszyscy wokół tego prowizorycznego stolika :)
No i zaczęło się – sortowanie, dopasowywanie, wyszukiwanie. A wszystko to przy dźwiękach kolęd płynących z radia. Siedzieliśmy kilka godzin – do późnego wieczora. I dziś od rana – również cały dzień, z małymi tylko przerwami. I tak nie udało nam się jeszcze ułożyć wszystkiego. Ale postępy są ogromne :) Tak, zdecydowanie uważam, że tak powinny wyglądać idealne dla mnie święta – wszyscy razem, dobrze czujący się w swoim towarzystwie. Obżarstwo i sieczka telewizyjna? Zdecydowanie to nie my! Od wigilijnego popołudnia do dzisiejszego południa telewizora nawet nie włączyliśmy, zajęci bardziej interesującymi sprawami. Jedzenie było, owszem, nawet pyszne, jak zawsze. Ale nie siedzieliśmy bez przerwy przy stole, a najwyżej robiliśmy sobie przerwy na obiad, czy podwieczorek. Do tego jeszcze wspólny spacer, rozmowy. Tak, właśnie tak – sielanka :) Takie mam wyobrażenie o świętach i zostało ono w pełni zrealizowane w rzeczywistości.
I jeszcze w dodatku Franuś dzisiaj do nas przyjechał – w Wigilię i pierwsze święto pracował, a dziś jeszcze przed świtem wsiadł w pociąg i oto jest :)
Do Poznania wracamy jutro. Wzięłam sobie na jutro urlop, potem dwa dni do pracy a w piątek, podobnie jak w poprzedni, w ogóle nie pracujemy :) Całkiem fajnie zapowiadają się więc najbliższe dwa tygodnie, przemęczać się chyba nie będziemy ;)
Podsumowując – święta były wspaniałe choć niestety zbyt krótkie. I jedno jest pewne – to ostatnie TAKIE święta, bo w przyszłym roku pewnie wszystko trzeba będzie przeorganizować ;) Ale i tak wiem, że będzie tak samo miło, choć inaczej. A moje wyobrażenie nadal będzie miało odzwierciedlenie w realu.