*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

piątek, 10 czerwca 2016

I wyszło jak zwykle :)

Nie no, zdecydowanie miało być inaczej! :) Wizję miałam taką, że po ostatniej notce, będę pisać kolejne jedna za drugą, żeby wreszcie nadrobić zaległości. Niestety nie udało się i nie wiem kiedy minął mi kolejny miesiąc. Czas, czas i jeszcze raz czas - tego mi brakowało. W pracy miałam urwanie kapelusza, bo mój kolega wyleciał sobie na urlop do Chin, a ja oprócz swoich obowiązków przejęłam jeszcze jego. On jest handlowcem, więc przez jakiś czas byłam opiekunem jego klientów. Nawet oferty im składałam. Do czego to doszło? :) 
Po pracy też się dużo działo i każdy wieczór jakoś wolałam spędzić inaczej niż przy komputerze. Nadrobiłam zaległości w innych dziedzinach. Weekendy wszystkie mieliśmy bardzo intensywne. Odwiedziło nas mnóstwo gości, w tym koledzy z Poznania, którzy zawitali u nas na długi weekend ;) Ale było fajnie. Wiecie, że stwierdziłam, że nawet nie byłoby tak źle mieć tak na co dzień trzech facetów w domu :P
Z emocjami swoimi jeszcze nie do końca doszłam do ładu. I czasami wątpię, czy to w ogóle jeszcze kiedykolwiek nastąpi :D Mam za sobą wiele spokojnych dni, kiedy to wydawało mi się, że wszystko wróciło do normy. A potem znowu miałam w głowie wojnę niespokojnych myśli. Zresztą nawet dziś jest jeden z takich dni - czekam więc, aż mi po prostu przejdzie, bo już wiem, że w w czasie tych napadów, to najlepsze, co mogę zrobić :)
W pracy nadal dynamicznie. Przestali zwalniać na potęgę. Ale ludzie zaczęli sami odchodzić :P Nadal nie pozostaje nam nic innego, jak się z tego po prostu śmiać. Na przykład przesłana dzisiaj rano przez recepcjonistkę "aktualna lista kontaktów" wzbudziła powszechną wesołość, albowiem okazało się, że jest na niej przynajmniej pięć osób, które są na wypowiedzeniu, bądź na zwolnieniu lekarskim po którym już do pracy nie wrócą. A jeszcze śmieszniej było, kiedy dwie godziny później dostaliśmy listę poprawioną :D Śmiejemy się, bo cóż nam pozostało w tych niepewnych czasach? Ja nadal po prostu czekam, obserwuję i robię swoje. Nie przejmuję się, bo nic mi to nie da. Zazwyczaj jest fajnie, chociaż miewam trudne dni. Są osoby, które mają naprawdę trudny charakter. Na szczęście ze zdecydowaną większością nie mam problemów i dogaduję się z nimi bardzo dobrze. 
Wiking niemal codziennie nas zaskakuje. Muszę wreszcie się zmobilizować i trochę o nim napisać, bo dawno już nie było żadnych konkretów na jego temat. A jest o czym pisać. Nasz synek jest bardzo samodzielny, rozumie wszystko, co się do niego mówi, jest pogodny, ale też zdecydowanie ma charakterek. Moja mama twierdzi, że to po mnie i że ja się zachowywałam identycznie, kiedy byłam w jego wieku i gdy coś szło nie po mojej myśli :)
Oj tak, jest o czym pisać. Tylko trzeba się zmobilizować, a to mi nie idzie :) Ile razy w ciągu ostatniego tygodnia myślałam, żeby wreszcie coś opublikować? Nie macie pojęcia! Ale ciągle coś mnie od tego odrywało. I tylko każdego dnia bardziej dziwiłam się, że od ostatniej notki za chwilę minie miesiąc...

piątek, 13 maja 2016

Sukces rekrutacyjny...

Takim mianem zostałam określona dzisiaj przez dyrektor HR w naszej firmie. Usłyszałam też, że nie mam obawiać się, że wraz z przybyciem nowego dyrektora działu stracę pracę, bo jestem zbyt cennym pracownikiem...
Powinnam zacząć od początku. Tylko jak to zrobić, skoro sytuacja jest tak dynamiczna?? Szkoda, że nie opisywałam na bieżąco tego, co się działo i dzieje u nas w firmie, ale z drugiej strony to chyba nie byłoby możliwe :) W każdym razie, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Rotacja pracowników jest ogromna. Chyba też trochę brakuje pomysłu na rozwiązanie pewnych problemów... Nie wiem, jak to się wszystko dalej ułoży, nic nie jest pewne. Ale z jakiegoś powodu jestem spokojna. 

Nie wiem, być może po prostu to, co się wydarzyło w mojej poprzedniej pracy mnie tak zahartowało, a może się tak bardzo zmieniłam od półtora roku, ale niewiele sytuacji zawodowych jest w stanie wytrącić mnie z równowagi, wprowadzić w stan niepokoju i zestresować. Prawdę mówiąc od stycznia, nie przypominam sobie ani jednej. Nawet wiadomość o tym, że dyrektor naszego działu - ta sama, z którą (oprócz dyrektor działu HR) miałam rozmowę kwalifikacyjną - została zwolniona, przyjęłam raczej ze spokojem.
Pamiętam doskonale ten permanentny stres i niepokój, który cały czas wisiał mi nad głową przez ponad rok w poprzednim miejscu pracy. Robiłam swoje i robiłam to najlepiej, jak umiałam. Lubiłam swoją pracę, nie chciałam jej stracić i cały czas miałam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. Miałam nadzieję, a jednak chyba cały czas gdzieś w głębi serca czułam, że tak nie będzie. Z kolei teraz jest zupełnie inaczej. Sytuacja w tej firmie jest o wiele mniej stabilna, a jednak nie mam w sobie tego stresu, który dwa lata temu towarzyszył mi non stop. Cały czas mam wrażenie, że jakoś się poukłada i że wszystko będzie dobrze. Może to ta słynna kobieca intuicja?
A może się mylę i przejadę się na tym moim optymizmie,? Ale w tym wypadku chyba najlepiej wyjdę na takim podejściu do sprawy. Bo jeśli nawet straciłabym tę pracę z jakiegoś powodu, to i tak nie mam na to wpływu. Więc chyba lepiej się tym nie przejmować, prawda? ;) 
Jest mi tak lekko i dobrze z tym nowym podejściem do życia, które przyszło do mnie nie wiedzieć kiedy i jak. A trzyma się mnie ono już całkiem długo. I lepiej niech nie opuszcza :) Bo przecież nie wiem co będzie za miesiąc, pół roku, rok... Mogę spodziewać się zarówno dobrych rzeczy, jak i tych złych. Tylko co to zmieni, że będę się nad tym zastanawiała i przejmowała tymi ewentualnymi złymi? Absolutnie nic. Zawsze to wiedziałam, ale i tak się przejmowałam. Dlatego tak bardzo cieszy mnie to, że tym razem jest inaczej.

Wpis miał być o czymś innym, a wyszedł taki filozoficzny. Postaram się następnym razem napisać trochę bardziej konkretnie :)Może uda mi się opowiedzieć po krótce moją dotychczasową historię zatrudnienia w Jabłeczniku, jak postanowiłam nazwać moją firmę na potrzeby tego bloga ;)

Ps. Jestem w trakcie odpowiadania na komentarze - również te bardzo zaległe ;) Ale w końcu to zrobię, więc możecie się spodziewać odpowiedzi nawet na komentarze pod notkami sprzed kilku tygodni.