*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 25 lutego 2010

To i owo

Wszyscy ostatnio o wiośnie zaczęli pisać. Ano to ja też :) Może jak tak się zaweźmiemy wszyscy to się zima wkurzy i Se pójdzie ;) Ale tak serio to niestety dzisiaj w radio słyszałam, że się trochę jeszcze z nią pomęczymy. Miałam na to dowód wczoraj, kiedy to wyszłam rano z domu i wpakowałam się w śnieg po kostki i jeszcze więcej tego białego dziadostwa leciało z nieba. Jak wracałam z pracy, to już białe nie było, za to bardziej mokre a pod butami było szaro i chlupało :) Za to dzisiaj słoneczko śmiało się do mnie pełną gębą i aż zaczęłam się zastanawiać, gdzie też włożyłam na przezimowanie moje okulary przeciwsłoneczne. Zdecydowanie będę musiała je wkrótce odszukać.
Natomiast najbardziej widocznym znakiem na to, że wiosna jest coraz bliżej, są coraz dłuższe dni. A przede wszystkim fakt, że coraz szybciej robi się jasno. Wprowadza mnie to niejednokrotnie w konsternację, bo… mam wrażenie, że jestem spóźniona :) Przez kilka miesięcy wychodziłam z domu jak było zupełnie ciemno, a kiedy dojeżdżałam do pracy, to tylko gdzieś hen, hen na wschodzie robiło się szaro. A teraz?Wychodzę z domu a tu z dnia na dzień coraz jaśniej. Aż strach pomyśleć co będzie, jak będę się budzić „po jasnemu” :)
Ale oczywiście na wiosnę czekam z utęsknieniem i nie mogę się już doczekać, kiedy z Frankiem otworzymy sezon spacerowy.
Na zakończenie chciałam powiedzieć, że jutro Margolka idzie do SPA! Fajnie nie? :) Proszę sobie wyobrazić, że wygrałam w konkursie internetowym masaż gorącymi kamieniami :)Tak więc jutro po południu będę się relaksować.
No i co to ja jeszcze chciałam? Aha, wrzucam tutaj link do piosenki. To była pierwsza piosenka jaką się nauczyłam śpiewać po hiszpańsku i po prostu nie mogę znieść tej zmasakrowanej polskiej wersji „skąd mam na głowie ptaków sto…” czy jakoś tak…

środa, 24 lutego 2010

Sny na jawie

Pojechałabym Se gdzieś :) Odkąd musiałam się pożegnać z instytucją zwaną feriami zimowymi, sama sobie takowe ferie organizowałam. I tak w 2006 roku poleciałyśmy z koleżankami ze studiów do Madrytu na tydzień. W roku 2007 w zasadzie podróżować mi się odechciało, bo właśnie w lutym wróciłam z półrocznego stypendium w Cordobie, no ale wyjazd był zaliczony. W roku 2008 polecieliśmy z Frankiem do Sevilli. A właściwie tam tylko spaliśmy a w ciągu pięciu dni zdążyliśmy zaliczyć jeszcze kilka innych miast. No i w zeszłym roku w marcu zaliczyliśmy Londyn. Na początku lutego 2009 już mieliśmy kupione bilety. A teraz co? Bida. Nie ma na co czekać i aż mi dziwnie, bo odczuwam silną potrzebę, żeby gdzieś pojechać. Nawet miałam w planach Irlandię, ale niestety na przeszkodzie stoją dwie rzeczy.
Po pierwsze nowa praca Franka. Wczoraj podpisał umowę :))) Na razie co prawda na trzy miesiące, ale mam nadzieję, że już się go tak szybko nie wyrzekną, bo w końcu rok cały trwały szkolenia, więc trochę w niego zainwestowali. W każdym razie wczoraj już mu wszystko mniej więcej pokazali a w poniedziałek ma się stawić w zajezdni w pełnym umundurowaniu :) Dowiedział się już co prawda, że w tym okresie przysługuje mu pięć dni urlopu, ale nie jest za bardzo wskazane, żeby od razu go wykorzystywał na samym początku, więc raczej jego podróż ze mną nie wchodzi w grę.
Franek nie chce mnie samej puścić. Sam ma ochotę się gdzieś przejechać, a poza tym boi się co ja tam mogę przeskrobać jak mnie nie będzie pilnował :) Zwłaszcza, że jak kiedyś poszłam do wróżki (pierwszy i ostatni raz, nigdy więcej!), to ta wywróżyła mi, że wyjadę za granicę i nie wrócę, bo tam znajdę sobie męża. I na nic tłumaczenia, że to miało być w zeszłym roku :)
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym w ogóle pozwoliła Frankowi, żeby mi czegoś zabronił, prawda? :) No więc głównie chodzi o moją obronę. Ciągle nie mam terminu. Będzie to któryś piątek marca, ale nie wiadomo który i przez to nie mogę nic sobie zaplanować, a jak wiadomo bilety w tanich liniach lotniczych rezerwować należy raczej z dużym wyprzedzeniem. Przed obroną na pewno nie chciałabym polecieć, więc wygląda na to, że w marcu się nie uda. Problem pojawia się również w kwietniu, bo przez przypadające w tym miesiącu święta, bilety bardzo podrożeją. No i klops. Potem weekend majowy i to samo. Wygląda na to, że niestety mój wyjazd nie dojdzie do skutku :(
Ale ja muszę sobie zorganizować tydzień urlopu i gdzieś wybyć! Wyjazdy z Frankiem zawsze najbardziej mnie cieszą. Żaden wyjazd nie jest tak przyjemny, kiedy nie mogę z nim dzielić wrażeń, ale jak się okaże, że wyjazd z nim naprawdę jest niemożliwy, to zacznę sama kombinować. Albo spróbuję jeszcze coś załatwić coś z tą Irlandią w kwietniu (o ile ceny biletów będą do przełknięcia) i polecę do koleżanek sama, albo namówię Dorotę (póki nie pracuje), żeby gdzieś się ze mną wybrała. Bez Franka to nie to samo, ale jak to ostatnio jego wyjazd w góry pokazał, takie rozstanie tygodniowe też może być budujące :) I cieszę się, że potrafimy się od siebie od czasu do czasu oderwać :)
No nic, ale na razie to wszystko tylko w sferze snów na jawie :) Siedzę sobie w biurze i ładuję akumulatory przed comiesięcznym nawałem pracy w pierwszych dniach nowego miesiąca, trochę się nudzę no i tak sobie myśleć zaczęłam o niebieskich migdałach. Marzy mi się taki wyjazd. Ba! On mi się nie marzy, on mi jest potrzebny po prostu :) No cóż, póki na razie nic więcej nie mogę zrobić, to sobie będę myśleć i planować. A nuż coś sobie wymarzę :)