*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

wtorek, 24 grudnia 2013

Wigilijne przemyślenia

Ja się tu dopiero rozkręcam korzystając z tego, że mam więcej luzu, piszę notkę za notką (jakby nadrabiając ostatni miesiąc :))a Wam już tak spieszno z życzeniami :) Tymczasem notka świąteczna właściwa dopiero dziś.
Pisałam już o tym, że u mnie w pracy święta czuć już było z dużym wyprzedzeniem. Pod tym względem na brak świątecznej atmosfery narzekać nie mogłam. Ale przyznam, że ostatnimi czasy nastrój mało świąteczny miałam i nawet nad tym specjalnie nie ubolewałam. Po prostu chyba przywykłam już do życia niejako w zawieszeniu, a ponieważ nie bardzo mi to odpowiada, to w niewiele rzeczy angażuję się emocjonalnie, bo boję się, że górę wezmą nie te emocje, co potrzeba. Ale mimo wszystko starałam się. Świąteczne dekoracje w sklepach, świąteczne piosenki, świąteczny nastrój w radio i telewizji jednak zrobiły trochę swoje.
Ale w tym roku nie mamy nawet w domu (w Podwarszawie mam na myśli) choinki. Choinka jest u teściów w piwnicy. Początkowo plan był taki, że tydzień przed świętami pojedziemy do Poznania i ją weźmiemy. Ale później, kiedy okazało się, że spędzimy tam ładny kawałek świąt, stwierdziliśmy, że nie bardzo nam się opłaca tyle jeździć. Więc zrezygnowaliśmy z choinki. Własnej nie zamierzamy jeszcze kupować - po pierwsze i tak za dużo mamy rzeczy jak na taką ilość przeprowadzek, po drugie nie mamy jej gdzie trzymać, po trzecie to kwestia symbolu - dopóki nie mamy własnego kąta, własnej choinki też nie będzie! I już! Za to tradycji stało się zadość i jak co roku kupiliśmy jedną bombkę. Tym razem w kształcie... choinki :P To też jakiś symbol... :) No więc tyle mamy ze świątecznych dekoracji w domu. Były jeszcze cukierki i czekoladowe orzechy do powieszenia na choinkę, które dostałam w paczce od podwykonawcy, ale skoro choinki nie ma to je zjedliśmy :P
Przyznam, że nie cierpię jakoś szczególnie z powodu tego, że choinki w Podwarszawie nie ubieraliśmy. I tak nas tam nie będzie przez dwa tygodnie albo i dłużej. Zresztą póki co, traktuję to mieszkanie - mimo, że świetnie urządzone i wygodnie - jako bazę tymczasową. Tyle zmian w ostatnim czasie już było w naszym życiu, że chyba nic nie jest dla mnie stałe.

A nastrój się pojawił i bez choinki :) I bez śniegu! No właśnie, to kolejna istotna kwestia. Kocham tegoroczny grudzień! Kocham tegoroczną zimę (oby jak najdłużej taka :))! Zerkałam wczoraj kątem oka na jakiś program w TV i tam prowadząca zadała gościowi pytanie, czy wyobraża sobie święta bez śniegu a może nawet z palmami w tle, spodziewając się oczywiście odpowiedzi przeczącej. A gość zaskoczył mowiąc, że tak, wyobraża sobie :) No więc ja sobie też wyobrażam i powiem więcej - śnieg wcale nie tworzy według mnie świątecznej atmosfery. Atmosfera to ludzie, myśli, tradycja, uczucia i może jeszcze zapachy. A nie pogoda :) A ja zdecydowanie wolę taką aurę jak dziś. Tak pięknej Wigilii to nie pamiętam - słoneczko, błękitne niebo i siedem stopni na plusie :) Jestem tak konsekwentna w nieznoszeniu zimy, że naprawdę nikt mnie nie przekona nawet do tego, że odrobina śniegu na święta równa się magia. Dla mnie to się równa zimno, mokro i ślisko :P
Niemniej jednak tym, którzy są rozczarowani brakiem tego białego, życzę, aby mimo wszystko magię świąt poczuli :)

Wszystkim, którzy zajrzą tutaj w tym świątecznym czasie, życzę pięknych świąt. Spokoju, pogody ducha, radosnych spotkań, pozytywnego zamyślenia, smacznych pokarmów dla ciała, ale też bogatej strawy duchowej. 
Słowem - wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

(źródło, internet)


poniedziałek, 23 grudnia 2013

Idą święta

Jak już wspomniałam - jesteśmy w Miasteczku :) Wigilia w Poznaniu w dalszym ciągu jest dla mnie nie do pomyślenia i tylko naprawdę wyjatkowe okoliczności mogłyby mnie skłonić do kompromisu w tej kwestii. Jak na razie nie zaszły i tym samym póki co nie spełniają się proroctwa niektórych z Was, że po ślubie wszystko wygląda inaczej :):) Franek nie protestuje i nie było nawet zastanawiania się, co robimy ze świętami, jakoś dla nas obojga oczywistym było, że Wigilia będzie w Miasteczku. Zresztą to było wiadome już w październiku, kiedy to nazbieraliśmy w lesie wyjątkowo dorodnych prawdziwków, które miały być przeznaczone na wigilijną zupę grzybową. No jak to? Zbieraliśmy i nie zjemy? :))
A tak serio - Franek naprawdę lubi tu przyjeżdżać, a ponieważ mnie zależy bardziej na pierwszych dniach świąt w Miasteczku niż jemu na tym, aby spędzać je w Poznaniu, bez zbędnych dyskusji uznaliśmy to za plan. Ja wspaniałomyślnie :P zaproponowałam drugą połowę świąt spędzić w Poznaniu. A ostatecznie skończy się na tym, że będziemy tam do Nowego Roku albo i dłużej, więc suma summarum Poznań ilościowo i tak jest w przewadze :)

Jeśli o mnie chodzi mam wolne i go nie mam ;) Ale na własne życzenie. Prawie wszyscy u mnie w pracy idą na urlop do 7 stycznia. Ja też mogłam tak zrobić, ale że mimo wszystko sprzedaż ma miejsce, postanowiłam tego nie robić, bo nie chciałam zostawiać Asystenta ze wszystkim samego. Poza tym uczciwie przyznam, że chciałam po prostu nad wszystkim czuwać. To moja działka i czuję się komfortowo, gdy mam nad wszystkim kontrolę. Wygląda więc to tak, że po prostu pracuję z domu - od dziś do 31 grudnia, a chodzi mi po głowie przedłużenie sobie tego półurlopu jeszcze do 6go stycznia. Wszystko, co mi potrzebne to służbowy laptop i telefon. W biurze siedzieć nie muszę, żeby robić większość tego, co trzeba, więc to jest dla mnie rozwiązanie idealne. Siedzę sobie w domu jednocześnie robiąc to, co bardzo lubię, czyli pracuję, a w międzyczasie załatwiam prywatę ;) I jeszcze nie tracę dni urlopu ani nie robię sobie zaległości. 

Niemniej jednak jutro Wigilia i nie pracujemy wcale. Zamykam więc mój służbowy kramik do piątku.
Uszka polepiłam już wczoraj. 105. Ale trzy zjadłam - no wiecie, żeby sprawdzić, czy nie zatrute :) Jutro pierogi. To moje dwie działki, którymi nie lubię się dzielić. Wolę wziąć na siebie w całości uszka i pierogi niż jakieś tam asystowanie przy pieczeniu ciasta :) Prezenty popakowaliśmy z Frankiem już tydzień temu. Posprzątane jest. Choinka ubrana została wczoraj. Grzechów pozbyliśmy się dzisiaj. Święta przyszły, jak nic :)