Jestem z siebie dumna. Wczoraj Franek poszedł na piwo. I… nie wściekłam się
Co prawda jak zadzwonił i mi powiedział, ze się umówił z kolegami na
oglądanie meczu, trochę mi się humor pogorszył, ale to już tak chyba
odruchowo. Potem przyjechał po mnie do pracy. Miałam parę rzeczy do
załatwienia na mieście, połaził ze mną. Nie lubię chodzić sama, zawsze
ciągam Franka ze sobą nawet jak mam byle drobiazg załatwić
Zawsze mi raźniej. A on jest na tyle kochany, że chodzi ze mną po
krawcowych, po pralniach chemicznych, po aptekach, po bibliotekach. No i
po lekarzach – co najbardziej sobie cenię, bo lekarzy strasznie się
boję
No to załatwiłam wczoraj to, co miałam załatwić i poszłam w swoją stronę, a on w swoją – czytaj z
kolegami na mecz. Przyszedł potem na chwilę, żeby mi powiedzieć, że
teraz idą na pizzę. Normalnie zawsze się wkurzałam albo w ogóle doła
łapałam. A wczoraj nie. Nie wiem dlaczego. Chyba to też kwestia tego, że
uprzedził mnie że wychodzi, wcześniej spędził ze mną trochę czasu i w
ogóle jest ostatnio milutki. No i chyba też kwestia tego, że
postanowiłam, że przestanę jęczeć jak się na to piwko będzie wybierał… W
końcu należy mu się od czasu do czasu, no muszę to sobie przetłumaczyć.
Wczoraj mi się udało. Aż się sama zdziwiłam, że tak spokojnie to
przyjęłam. Mało tego, ze spokojem zajęłam się swoimi sprawami. Pouczyłam
się, poczytałam książkę. Czyżbyśmy się nauczyli kolejnej rzeczy w
związku?




Właściwie
to ja nie wiem, dlaczego nie lubię kiedy on wychodzi. Do jego kolegów
nic nie mam. Czy to kwestia tego, że on wychodzi a ja sama zostaję? Czy
tego, że nie lubię tego, jak zachowuje się kiedy wypije? Chyba
najbardziej chodziło o to, że często umawiał się ze mną, że przyjdzie a
potem nagle okazywało się, ze kogoś spotkał, ze się zagadał itd. A ja
czekałam. Za tą jego niekonsekwencje zawsze go objechałam on się obrażał
i potem oboje foczyliśmy przez tydzień. Ale może to już minęło i
wreszcie ja będę w stanie zaakceptować jego wyjścia, a on zrozumie, że
jeśli tylko uprzedzi mnie wcześniej, że chce wyjść, nie będę robiła z
tego problemu…
A
tymczasem zaczynam weekend. Dzisiaj mam zamiar przejść się na aerobik a
potem z Franusiem jakiś film sobie obejrzymy. Powinnam mieć teraz
zajęcia, ale tak się składa, ze mamy w Poznaniu szczyt ONZ od
poniedziałku i miasto zwariowało. Na większości uczelni przez najbliższe
dwa tygodnie nie będzie zajęć. Tym sposobem ja mam tylko zajęcia jutro,
a niedziela wolna będzie. A jutro i tak seminarium mi przepada, bo mój
promotor wyjechał gdzieś za granicę. Będzie leciutko i przyjemnie
Z Franusiem jest ostatnio słodziutko i naprawdę nie wiem co mu się
stało. Ale nie protestuję, bo jest cudnie. Jakby on był taki zawsze, to
już bym się nigdy nie zawahała i poszła za nim na koniec świata. Ale
uwaga. Zawsze jak go chwaliłam, to zaraz jakiś numer wykręcał. Więc
lepiej odpukać

