*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

wtorek, 12 maja 2009

Koniec kary

Franek mnie wziął na litość. A konkretnie na chorobę :) Zadzwonił w niedzielę (miał być w pracy), żebym przyszła do niego. Powiedziałam, żeby on przyszedł do mnie. A tu się okazało, że on unieruchomiony, bo coś mu w plecach strzeliło, jak się schylał w pracy po 30 kg mięcha i ledwo się rusza. Odpowiedziałam, że się zastanowię. Wstąpiłam do niego po drodze do kościoła. Posiedziałam trochę, żeby stwierdzić, czy nie zmyśla. Ale nie zmyślał, wyglądało, że naprawdę go boli. Prosił mnie, żebym przyszła jeszcze później, ale odmówiłam. Jeszcze mi nie przeszło. W ogóle mało się do niego odzywałam, wzięłam ze sobą testy z hiszpańskiego i się uczyłam. Wczoraj dzwonił do mnie od rana i strasznie mi słodził. Był milutki jak nigdy. Uświadomiłam go, że nadal jestem zła i że czekam na przeprosiny. No to mnie przeprosił :) Cały czas się łasił i namawiał mnie, żebym przyszła do niego po pracy. W końcu zadzwoniłam po 18 i powiedziałam łaskawie: „Przyjdę do Ciebie na chwilę i będziesz mógł mnie przepytać ze słówek” :P No nie miał wyjścia, zgodził się. Przepytywał mnie ze dwie godziny. A ponieważ nadal był bardzo miły i cały czas miałczał, jak to się mało widzieliśmy, że on tak czekał na mnie aż ja przyjdę i żebym jeszcze nie wychodziła, że stwierdziłam, że ewentualnie mogę zawiesić karę ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz