Co roku na
Wszystkich Świętych pojawia się kilka notek w podobnym klimacie (od razu
dodam, że nie miałam w ostatnich dniach okazji „przelecieć”
Waszych blogów, więc nie wiem, czy napisałyście coś takiego, notka nie
jest kierowana do nikogo w szczególności :)) Głównym ich tematem jest
rewia mody na cmentarzach i groby zadbane na pokaz. Być może trochę te
notki wyprzedzę i napiszę coś w zupełnie innym klimacie. Pewnie się
wiele osób ze mną nie zgodzi, kiedy napiszę, że ja uważam, że to
wszystko nie do końca jest prawdą
Ja też co roku chodzę po różnych cmentarzach i albo jestem naiwna, albo ślepa
Ale ja naprawdę wcale nie dostrzegam niczego gorszącego w zachowaniu
innych osób. Owszem, widzę, że ludzie ubrani są elegancko. Ale wydaje mi
się to dość naturalne. Jakby nie było, jest to święto, na święta ludzie
z reguły się stroją
Po drugie – wiadomo, że tego dnia spotykamy się z ludźmi, często są to członkowie rodziny bądź znajomi, z którymi widujemy się tylko raz w roku – właśnie na Wszystkich Świętych. Cóż złego w tym, ze chcemy się dobrze zaprezentować? Ja też staram się, żeby mój strój tego dnia był przemyślany i elegancki. Dobrze, nich ktoś twierdzi, że ubieram się na pokaz. Ale czy w takim razie nie ubieramy się na pokaz przy każdej okazji, kiedy widujemy się z ludźmi? Pewnie tak jest. I ja nie uważam, żeby to było zachowanie naganne.
I po trzecie – w tym roku jest trochę inaczej, bo pogoda jest dla nas wyjątkowo łaskawa. Ale bardzo często pierwszy listopada jest dniem, kiedy na dobre wymieniamy garderobę z jesiennej na zimową
Pamiętam, że ja najczęściej właśnie 1 listopada, kiedy wiedziałam, że
większość dnia spędzę na zimnym cmentarzu, ubierałam po raz pierwszy w
sezonie zimowy płaszcz i kozaki. A że garderobę raz na jakiś czas się
wymienia, to niejednokrotnie było tak, że ubierałam nowy płaszcz lub
nowe buty właśnie na Wszystkich Świętych. I dlaczego to zaraz miałoby
oznaczać, że szpanuję nowymi ciuchami?
Drugą kwestią jest przygotowywanie grobów na ten dzień. Zdarzało się, że czytałam oburzone głosy, że grób jest bardzo rzadko odwiedzany w ciągu roku, a nagle 1 listopada wszyscy sobie o nim przypominają. Ale chyba między innymi taka właśnie jest idea tego święta – żeby pamiętać o zmarłych, o których na co dzień się nie pamięta. Co złego jest w tym, że akurat tego dnia zapalę znicz na grobie praprababci, którego przez cały rok nie odwiedzam? Czy naprawdę robię to na pokaz? Komu niby miałabym cokolwiek udowadniać?
Pisze się też o grobach zaniedbanych przez cały rok, które nagle pięknieją w ostatnich dniach października. Zgadzam się, nie powinno tak być, powinniśmy starać się raz na jakiś czas pojechać na cmentarz, posprzątać, wymienić kwiaty… Ale różnie bywa w życiu. Czasami naprawdę nie jest to możliwe. Sama doskonale znam sytuację, kiedy pewnie grób jest odwiedzany naprawdę rzadko ze względu na to, że wszystkie dzieci zmarłych małżonków mieszkają w różnych miejscach Polski dość odległych od miejsca ich spoczynku. Nie mają do kogo tam przyjeżdżać, a podróż trwa kilka godzin i czasami zwyczajnie niemożliwością jest pojechać i wrócić jeszcze tego samego dnia. Dlatego starają się chociaż w okolicach 1 listopada załatwić sobie kilka dni wolnego i odwiedzić grób rodziców… Oni i tak mają szczęście, bo od czasu do czasu zagląda tam sąsiadka zmarłych rodziców, ale jest wiele rodzin, które muszę sobie radzić same z dbaniem o groby i nie mogą tego robić, co wcale nie znaczy, że nie chcą i nie myślą o zmarłych rodzicach na przykład.
Naprawdę nie oceniajmy zbyt pochopnie innych. Nigdy nie wiemy, jaką historię ma każda ze spotkanych na cmentarzu osób.
Wiem, że sporo osób uważa zupełnie inaczej niż ja. Co roku toczy się gdzieś ta sama dyskusja. A ja zawsze się temu sprzeciwiam. Nie lubię takich uogólnień. Bo pewnie w kilku przypadkach te zarzuty są prawdziwe, ale dlaczego tak generalizować? Szczerze przyznaję, że tego nie zaobserwowałam nigdy. Może się za mało rozglądam? Może nie analizuję po prostu tego, co widzę. Ale przede wszystkim myślę sobie – po co być cynicznym? Po co zachowanie ludzkie interpretować zawsze na ich niekorzyść. Czasami naprawdę wolę być naiwna
Żeby nie było, że jestem aż tak tolerancyjna i że widzę tylko to co dobre :)… Na koniec dodam, że jednak wyjątkowo mierzi mnie to, co dzieje się przed cmentarzami – stoiska z watą cukrową, popcornem, czy zabawkami. Kiedyś tego nie było. Nie rozumiem i nie zrozumiem. To, że ludzie szukają okazji do zarobku, kiedy tylko się da, jest dla mnie zrozumiałe. Ale, żeby robić to w taki sposób?


Ja też co roku chodzę po różnych cmentarzach i albo jestem naiwna, albo ślepa


Po drugie – wiadomo, że tego dnia spotykamy się z ludźmi, często są to członkowie rodziny bądź znajomi, z którymi widujemy się tylko raz w roku – właśnie na Wszystkich Świętych. Cóż złego w tym, ze chcemy się dobrze zaprezentować? Ja też staram się, żeby mój strój tego dnia był przemyślany i elegancki. Dobrze, nich ktoś twierdzi, że ubieram się na pokaz. Ale czy w takim razie nie ubieramy się na pokaz przy każdej okazji, kiedy widujemy się z ludźmi? Pewnie tak jest. I ja nie uważam, żeby to było zachowanie naganne.
I po trzecie – w tym roku jest trochę inaczej, bo pogoda jest dla nas wyjątkowo łaskawa. Ale bardzo często pierwszy listopada jest dniem, kiedy na dobre wymieniamy garderobę z jesiennej na zimową

Drugą kwestią jest przygotowywanie grobów na ten dzień. Zdarzało się, że czytałam oburzone głosy, że grób jest bardzo rzadko odwiedzany w ciągu roku, a nagle 1 listopada wszyscy sobie o nim przypominają. Ale chyba między innymi taka właśnie jest idea tego święta – żeby pamiętać o zmarłych, o których na co dzień się nie pamięta. Co złego jest w tym, że akurat tego dnia zapalę znicz na grobie praprababci, którego przez cały rok nie odwiedzam? Czy naprawdę robię to na pokaz? Komu niby miałabym cokolwiek udowadniać?
Pisze się też o grobach zaniedbanych przez cały rok, które nagle pięknieją w ostatnich dniach października. Zgadzam się, nie powinno tak być, powinniśmy starać się raz na jakiś czas pojechać na cmentarz, posprzątać, wymienić kwiaty… Ale różnie bywa w życiu. Czasami naprawdę nie jest to możliwe. Sama doskonale znam sytuację, kiedy pewnie grób jest odwiedzany naprawdę rzadko ze względu na to, że wszystkie dzieci zmarłych małżonków mieszkają w różnych miejscach Polski dość odległych od miejsca ich spoczynku. Nie mają do kogo tam przyjeżdżać, a podróż trwa kilka godzin i czasami zwyczajnie niemożliwością jest pojechać i wrócić jeszcze tego samego dnia. Dlatego starają się chociaż w okolicach 1 listopada załatwić sobie kilka dni wolnego i odwiedzić grób rodziców… Oni i tak mają szczęście, bo od czasu do czasu zagląda tam sąsiadka zmarłych rodziców, ale jest wiele rodzin, które muszę sobie radzić same z dbaniem o groby i nie mogą tego robić, co wcale nie znaczy, że nie chcą i nie myślą o zmarłych rodzicach na przykład.
Naprawdę nie oceniajmy zbyt pochopnie innych. Nigdy nie wiemy, jaką historię ma każda ze spotkanych na cmentarzu osób.
Wiem, że sporo osób uważa zupełnie inaczej niż ja. Co roku toczy się gdzieś ta sama dyskusja. A ja zawsze się temu sprzeciwiam. Nie lubię takich uogólnień. Bo pewnie w kilku przypadkach te zarzuty są prawdziwe, ale dlaczego tak generalizować? Szczerze przyznaję, że tego nie zaobserwowałam nigdy. Może się za mało rozglądam? Może nie analizuję po prostu tego, co widzę. Ale przede wszystkim myślę sobie – po co być cynicznym? Po co zachowanie ludzkie interpretować zawsze na ich niekorzyść. Czasami naprawdę wolę być naiwna

Żeby nie było, że jestem aż tak tolerancyjna i że widzę tylko to co dobre :)… Na koniec dodam, że jednak wyjątkowo mierzi mnie to, co dzieje się przed cmentarzami – stoiska z watą cukrową, popcornem, czy zabawkami. Kiedyś tego nie było. Nie rozumiem i nie zrozumiem. To, że ludzie szukają okazji do zarobku, kiedy tylko się da, jest dla mnie zrozumiałe. Ale, żeby robić to w taki sposób?