*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

poniedziałek, 19 września 2011

Z Margolkowej szuflady IV.

Dokładnie osiemnaście lat temu w moim pamiętniku pojawił się pierwszy wpis o takiej treści: (pisownia oryginalna, proszę wybaczyć świeżo upieczonej drugoklasistce :))

niedziela 19 września 1993
Było zimno, deszcz nie padał, słońce świeciło, ale trzeba było chodzić w kurtkach. Był to dzień wyborów ja i moja siostra Asia poszłyśmy z dziadziem na wybory. Jak wyszliśmy z budynku poszliśmy oglądać ule, potem ja i Asia wymyśliłyśmy, że pójdziemy do muzeum. W muzeum były bardzo ładne ule i obrazy ładne też były figóry. Później wróciliśmy do domu, po obiedzie poszłam odrabiać lekcje. Jak skończyłam poszłam z dziadziem na lody, bo Asia z wujkiem pojechała do lasu. Dziadziu kupił siedem porcji na wynos, później bawiłam się z Asią w hokeja i oglądałam film.

Zaczęłam pisać pamiętnik, kiedy miałam osiem lat. Wpisy pojawiały się bardziej lub mniej regularnie – zdarzało się, że nie pisałam kilka miesięcy, a bywało tak, że pisałam nawet kilka razy dziennie. Odkąd zaczęłam pisać bloga, papierowy pamiętnik poszedł nieco w odstawkę, chociaż nadal go prowadzę i wpisy się w nim pojawiają. Ale może nie tak często jak bym chciała, cóż, wszystkiego mieć nie można. W każdym razie, tamten wpis to było takie preludium do całej serii opowieści różnej treści autorstwa Margolki :) Uzbierało się tego czternaście pełnych zeszytów, plus te wszystkie wpisy na blogu. Kto wie, gdyby nie ten infantylny opis dnia, być może nigdy nie powstałyby Kredki Margaretki? :))
Cieszę się, że zaczęłam wtedy pisać i że nie przestałam aż do dziś, dzięki temu oprócz tego, że zachowałam wiele wspomnień – nawet tych dotyczących wydarzeń błahych, ale ciekawych – miałam i mam możliwość obserwacji siebie, swojego życia, swoich zachowań z dystansu.. Widzę jak się zmieniłam, co w moim życiu było ważne, jak kształtował się mój charakter. Tego nie dałoby się odtworzyć. Gdyby nie ten pierwszy pamiętnik, a później każdy kolejny, nie wiedziałabym o sobie tyle, ile wiem dziś… Niezmiernie się cieszę, że nigdy nie pomyślę: „szkoda, że nie pisałam pamiętnika, gdy byłam młodsza…”
Ps. Wróciliśmy cali, zdrowi, opaleni i zadowoleni :) Niestety mój komputer przechodzi teraz formatowanie, rodzinny laptop jak na złość się zepsuł, a siostra swojego zabiera z samego rana do Krakowa. Odezwę się przy najbliższej okazji :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz