*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

niedziela, 25 stycznia 2009

Coś dla ciała. I dla ducha też.

W czwartek wieczorem poczułam się zmęczona. Z jednej strony wiedziałam, że mam dużo nauki, ale uczyłam się codziennie i tego dnia wróciłam z hiszpańskiego i już mi się nic nie chciało. I niestety tak mi się utrzymywało przez cały weekend. Dzisiaj wieczorem też miałam zamiar się pouczyć, ale skończyło się na Reddsie i teraz mi błogo, a uczyć się nie chce. Trudno. To jest chyba tak zwane zmęczenie materiału. A na niedzielę mam esej do napisania, mam dopiero niecałą połowę:( No nic intelektualnie się niespecjalnie rozwinęłam ostatnio. Zatroszczyłam się za to o ciało. Zaliczyłam wczoraj wizytę u kosmetyczki i fryzjera. A dzisiaj miała być długa kąpiel w olejkach i takich tam, ale nie było mi dane. Od rana nie było wody na połowie osiedla. Rura pękła. Przeczekałam do 14 i w końcu poszłam do Franka pod prysznic i na obiad, bo przecież bez wody to nawet nie mogłam obiadu zrobić. I dla ducha też trochę było. Przeczytałam dwie książki. A od jutra trzeba się wziąć do roboty. Na niedzielę esej, a potem na 15 lutego następne koło i znowu prezentacja. Na pewno ostatnia w tym roku. I prawdopodobnie ostatnia na tych studiach. Już bliżej niż dalej :) 
 I tak weekend minął na niczym. Ja to jednak nie mogę mieć całych dni wolnych. Nic wtedy nie robię. A jak wracam z pracy o 16, a na 19 już lecę na hiszpański to nagle w te trzy godziny zrobię dużo więcej niż w taką sobotę. Chyba idę spać, bo naprawdę mi błogo po tych piwkach:)
Ps. A za dwa miesiące lecę do Londynu.

czwartek, 22 stycznia 2009

"I w ogóle i w szczególe, jesteś dziadku dzisiaj królem!"

Niestety nie mam już babci. Obie zmarły na raka. Jedna w 1993 druga w 2003 roku. Często sobie myślę, że nie dożyły wielu ważnych momentów w moim życiu. I bardzo mi tego żal. Ale nic niestety na to nie mogę poradzić. Za to pojechałam wczoraj z Frankiem do jego babci. Bardzo miło spędziliśmy wieczór – grając w trójkę w tysiąca :) Lubię takie chwile :) 
 
Natomiast dziś chciałabym życzyć wszystkiego najlepszego mojemu dziadziowi. Zawsze miałam tylko jednego, bo dziadka od strony taty nigdy nie poznałam – zmarł jak mój tata miał 12 lat. Za to z tym drugim się wychowałam. Najpierw mieszkaliśmy wszyscy razem – ja z siostrą i rodzicami, babcia z dziadkiem i wujek. Potem nasza czwórka się wyprowadziła do miasteczka oddalonego o 10 km, a potem zmarła babcia. Ale z dziadziem i wujkiem widujemy się bardzo często, a od czasu jak mieszkam w Poznaniu – tak często jak się tylko da. Są mi tak samo bliscy jak rodzice.
Dziadziu zawsze robił wszystko, żebyśmy z siostrą miały wszystko, czego tylko zapragniemy. Naprawdę nas rozpieszczał, chociaż z głową ;) Najbardziej pamiętam jak w każdy piątek po południu zabierał nas do sklepu i kupował wszystkie słodycze jakie sobie zażyczyłyśmy :) Zawsze o nas pamiętał. I strasznie był z nas dumny. Zawsze się chwalił nami przed wszystkimi znajomymi – co wprawiało nas niejednokrotnie w ogromne zakłopotanie. I tak jest do dzisiaj. Co prawda słodyczy nam już tyle nie kupuje, ale reszta się zgadza :) Kiedy chodziłam do liceum, mieszkałam właśnie razem z dziadziem i wujkiem. Miałam wtedy 16, 17 lat – czyli przechodziłam ten najgłupszy okres. Niezłe awantury im urządzałam… Chyba nawet moi rodzice mniej ze mną przeszli niż oni :) Z wujkiem kłóciłam się o komputer, z dziadziem o telewizor. No i o wyjścia i późne powroty. I pamiętam, że przy jednej takiej kłótni zawołałam do dziadzia: „Całe szczęście po maturze się wyprowadzam! Za rok będę już na studiach i zobaczysz, jeszcze będziesz żałował, że mnie tu nie ma i będziesz chciał, żebym przyszła!” A dziadziu na to: „Oczywiście, że będę chciał, zawsze się będę cieszył jak będziesz przychodzić”. A ja wtedy nie wiedziałam co powiedzieć… I się zamknęłam.
Ależ głupia byłam… Teraz nie wiem kto się bardziej cieszy on, czy ja…
Dziadziu ma 72 lata (jak on to mówi „50 plus vat”) i mam nadzieję, że będzie żył jak najdłużej. I z okazji tego dzisiejszego święta życzę tego mu, razem ze zdrowiem, życzę przede wszystkim!!!