*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

środa, 28 stycznia 2009

O zaufaniu. I wychowaniu (Franka ;))

Podjadam sobie ziarenka prażonego, solonego słonecznika
F: Co masz?
M: Zamknij oczy, otwórz buzię…
F: Nie, nie chcę nic słodkiego.
M: To jest słone…
F: O nie, jeszcze mi język posolisz. Boję się.
M: Nie bój się, zaufaj mi..
F: Uf, uf, uf.

W weekend:
Dzwoni Franek:
F: To ja bym się dzisiaj piwka napił… Jutro wolne…
M: Ale tylko jedno..
F: Dwa
M: Jedno!!
F: Dwa
M: Jedno
F: Trzy
M: Jedno!!!
F: Cztery
M: Nie denerwuj mnie, dobra mogą być dwa, a dla mnie weź dwa drinki.
F: Trzy piwka, a Tobie jednego drinka, plecy niedawno Cię bolały, jeszcze ci zaszkodzi.
M: Łukasz /skoro używam tego imienia, znaczy, że się zdenerwowałam/ mowa była o dwóch piwach, już mnie nie wkurzaj! Góra dwa i koniec!
F: Nie sprzedają dwóch, kupię czteropak
Rozłączyłam się.
Przyjeżdża,zaglądam do siatki: dwa piwka i drink dla mnie.
M: Dwa piwka jednak kupiłeś :D
F: Tak…
M: Dziękuję, chodź tu, w nagrodę… /Franek nachyla się, żeby dostać buziaka/… mogę cię pogłaskać ;)
Siedzimy potem, on przy piwku, ja przy drinku i szykuję się, żeby usiąść do kompa.
F: To ja tutaj kupuję tylko dwa piwka i dla Ciebie drinka, żebyśmy sobie posiedzieli,a Ty oczywiście jak zwykle musisz na swojego bloga :(
M: No wiem, ale ja tylko na chwilkę…
F: Oj, ciągle tylko blog i blog…
M: No tak, masz rację, dobra wyłącz komputer, nie będę dzisiaj już tam zaglądać.
F: A nie, wiesz, możesz usiąść, ja ci nie będę niczego zabraniał
M: Ale ja tobie i tak będę. Nie myśl sobie.
Wczoraj:
M: Jak mi dasz poduszkę to może się do Ciebie przytulę
Daje mi poduszkę, przytulam się.
F: Umówiłem się z kolegą na dzisiaj…
Odsuwam się i robię obrażoną minę
F: Ojej no co? Przecież nie spotykałem się z żadnym kolegą od sylwestra!
M: Ale znowu mi nie powiedziałeś, umawialiśmy się, że mnie będziesz uprzedzać.
F: No przecież ci mówię.
M: Ale za późno.
F: Oj no przepraszam, zapomniałem. Jak chcesz to zaraz odwołam.
M: Nie chcę, żebyś odwoływał, nie o to chodzi. Ale miałeś się mnie zapytać! A może miałam inne plany
F: Dobrze Margolko jakie miałaś plany na dzisiaj? (oczywiście żadnych, ale on nie musi o tym wiedzieć)
M: Już nieważne, i tak się umówiłeś…
F: Oj, zaraz zadzwonię i się odmówię.
M: Nie o to chodzi..
F: Tak wiem – zanim się umówisz skonsultuj się z Margolką lub farmaceutą, czy jak to leciało… Ale ja już w niedzielę się umówiłem. Edi zadzwonił i ja mu powiedziałem, że muszę ciebie zapytać.
M: I co?? Zapytałeś??
F: No bo zapomniałem, jak chcesz to zadzwonię i powiem, ze nie przyjdę.
M:Zadzwoń i powiedz. Potem się ze mną skonsultuj i ja ci pozwolę…
Pozwoliłam i poszedł. Ale przypomniałam sobie, że jak obiecał, że się zmieni, przyrzekł, że będzie odbierał ode mnie telefony podczas spotkań z kolegami. Sprawdzam to. Pozostaje tylko wymyślić pretekst, gdy już go mam:
F: Halo?
M: Franuuuś, co Twoje skarpetki  robią w moim pudełku na książki, tym koło łóżka???
Jakoś nie chciał się wytłumaczyć. Ciekawe dlaczego :] Może koledzy słuchali? W każdym razie zadowolona, że odebrał, myślę sobie, że to i tak za mało. Muszę się jeszcze raz przekonać:
F: Tak Słońce?
M: Ok, zdałeś egzamin, nie będę więcej do ciebie dzisiaj dzwonić. A ile jest?
F:  Dziesięć do dziesięciu
M: Dla kogo? /Tak mi się odruchowo powiedziało :)/


W każdym razie przyznać muszę, że Franek mnie zadziwia (odpukać)

wtorek, 27 stycznia 2009

Dlaczego do Londynu?

Bo muszę gdzieś wyjechać. Potrzebuję malutkich wakacji. Oderwania się od rzeczywistości. Muszę mieć na co czekać… I muszę jechać po buty hi hi. Mam zamiar lecieć tylko na parę dni. A właściwie mamy zamiar, bo Franek powiedział, że mnie samej nie puści.
Nawiązując do jednego z komentarzy, ja również nie wyobrażam sobie wyjechać na dłużej. A właściwie nie muszę sobie wyobrażać, bo wiem jak to jest. Ponad dwa lata temu byłam w Hiszpanii. Dostałam stypendium i wyjechałam tam na studia, mieszkałam w Cordobie przez pół roku. Może kiedyś przyjdzie czas i napiszę trochę więcej o tamtym okresie. Ale tak w skrócie – to było niesamowite doświadczenie. Bardzo dużo mi to dało. Nauczyłam się bardzo dużo. O języku nawet nie wspominam, ale nauczyłam się życia. I dowiedziałam się dużo o sobie. I, nawiasem mówiąc, dowiedziałamsię dużo o koleżance, z którą wyjechałam, ale niestety to nie były miłe odkrycia. Przeżyłam tam wiele pięknych chwil, ale te najpiękniejsze były wtedy,kiedy Franek przyleciał do mnie na święta i Sylwestra. Bo tak naprawdę ten okres to był czas ogromnej tęsknoty za domem, rodziną, Frankiem, Polską…Niestety czułam się tam samotna i mimo, że miałam znajomych, nie potrafiłam się do końca odnaleźć w zagranicznej rzeczywistości. Odkryłam, że jestem Polką.Polką w domu, nie na emigracji. Mieszkanie za granicą jest nie dla mnie. Ale nie żałuję, ze wyjechałam, bo pod pewnymi względami tamten okres był również piękny. Jeden z najlepszych w moim życiu.
W każdym razie podróżować lubię bardzo. I krótkotrwałe wyjazdy za granicę jak najbardziej mnie pociągają. W zeszłym roku pod koniec lutego zrobiliśmy sobie z Frankiem małe tournee po Hiszpanii. Dziesięć dni zwiedzania. Zaczęliśmy od Madrytu, przez Toledo, popołudnie Hiszpanii – odwiedzenie starych kątów w Cordobie, Sevilla, Cadiz… Było wspaniale. Tak naprawdę w zeszłym roku po świętach żyliśmy tylko tym wyjazdem…I w tym roku brakowało mi czegoś… Chciałam na coś czekać. Marzy nam się jeszcze zwiedzenie Salamanki i Barcelony, ale niestety na razie nie stać nas na taki wyjazd jak w zeszłym roku. Ale wtedy przypomniałam sobie, że koleżanka zapraszała mnie do siebie do Londynu, gdzie studiuje. Londyn jest bliżej,łatwiej się tam dostać… Pomyślałam, że to dobry pomysł wyskoczyć na weekend. A z tymi butami też nie żartuję :) Byłam w Anglii dwa razy – jak miałam 16 i 18 lat. Mieszkałam tam w Hastings i Brighton, ale mieliśmy też wycieczkę do Londynu. I za każdym razem kupiłam sobie tam parę oryginalnych Martensów. Najwygodniejsze buty świata :) Moje granatowe Martensiki mają już prawie sześć lat, więc czas je wymienić :P A tak przy okazji, z Hiszpanii zawsze przywożę sobie papcie :D
Wczoraj dostałam od koleżanki z Londynu potwierdzenie,napisała, że na nas czeka. Pozostaje mi tylko bukować bilety. Dzisiaj pogadamyz Frankiem i zastanowimy się, czy zrobimy to przez Internet, czy przejedziemy się na Ławicę…