*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Powiem Wam, że na chwilę obecną mam dosyć. Jestem
wykończona. Dobija mnie ta robota. Mamy takie urwanie głowy, że
masakra.Wspominałam ostatnio, że szef R. przejął dwa dodatkowe lokale.
Pojechałam w czwartek do jednego z nich. Przeprowadziliśmy też rozmowę
dotyczącą mojej dalszej przyszłości w firmie. On powiedział, że
chciałby, żebym pracowała tylko u niego, nie u J. Powiedziałam, że
mogłabym się zgodzić, ale chcę w takim razie umowę o pracę. Zgodził się
bez problemu. Pozostała druga kwestia – finanse, powiedziałam, że nie
chcę wychodzić gorzej niż do tej pory na dwóch zleceniach. Przyjął do
wiadomości moją propozycję i czekam co będzie dalej. To jest największy
plus tej sytuacji, że wreszcie będę miała umowę o pracę. Kolejnym plusem
jest to, że uwolnię się od Kapusia. I od J. i jego żony też, bo
wkurzało mnie to szefostwo. Minusem jest to, że lokal J. był w samym
centrum, więc po pracy mogłam dużo załatwić, albo nawet czasem wyskoczyć
gdzieś na moment. Ale jakoś to przeboleję
Ogólnie
nie jest źle, bo jeszcze miesiąc temu autentycznie obawiałam się, że
cała firma się posypie i zostanę na lodzie a tu się okazało, że na górze
się dogadali a dla R. i tym samym dla mnie, wyszło nawet lepiej. No to o
co mi chodziło z tym pierwszym zdaniem? Ano o to, że jest masakra.
Prawdziwy młyn, bo nie dość, że wszędzie trzeba zamykać miesiąc, to muszę
teraz kursować między czterema lokalami, bo u J. też mam parę spraw do
zakończenia. Dzisiaj pojechałam pod Poznań. Po 13 przyjechał po mnie R. i
pojechaliśmy do drugiego lokalu. Potem R. miał jakieś spotkanie, więc
musiałam sama wrócić po auto. Tramwajem i autobusem – zajęło mi to ponad
godzinę. A jak przyjechałam, to się okazało, że wszyscy pracownicy
mają do mnie jakiś interes i tym sposobem dopiero teraz dotarłam do
domu. W weekend znowu mam szkołę i do tego znowu koło, więc mimo, że
jestem padnięta wyciągnęłam notatki z translacji i wkuwam… Jutro mam
jechać do roboty do J. w środę do lokalu nr 2 a w czwartek już
zgłupiałam i sama nie wiem gdzie mam wylądować. Nie zdziwie się, jak
któregoś dnia wszystko mi się pokręci. A jeszcze do tego wszystkiego,
przypomniałam sobie, że w piątek mam próbny egzamin Dele. Skończę pracę o
16:30, egzamin o 17 i trwa cztery godziny. Fajnie co?
I tym
sposobem pierwszy dzień wolny od pracy, szkoły i czego tam jeszcze będę
miała dopiero w sobotę wielkanocną. ehhhh. W sumie to notka miała być w
zupełnie innym nastroju, bo byłam bardzo zadowolona z tej umowy o
pracę, ale wybaczcie – ze zmęczenia kręci mi się w głowie przez ten
zwariowany dzień, więc nie jestem w stanie wypowiedzieć się bardziej
optymistycznie
Haha, to sobie tytuł wymyśliłam
Jako,
że pojawiło się ostatnio parę komentarzy wyrażających zdziwienie tym,
że mój urlop był taki krótki, wyjaśniam, że niestety pracująca
studentka, ucząca się jeszcze dodatkowo hiszpańskiego nie może pozwolić
sobie na więcej
Musiałam zrobić tak, żeby wyhaczyć weekend podczas którego nie będę
miała zjazdu, do tego, musiałam skoordynować go z czasem, kiedy w pracy
mamy mniej więcej spokój -czyli odpada okres między 1 a 10 i 25 a 31:) I
musiałam wziąć jeszcze pod uwagę fakt, że na zajęcia muszę się
przygotować, więc zostawiłam sobie te dwa dni. Już nie wspomnę nawet o
tym, że taki urlopik, mimo, że nie musieliśmy płacić za nocleg i bilety
nie były drogie, trochę nas kosztował
Niemniej jednak zapewniam wszystkich, że wróciłam jak najbardziej
usatysfakcjonowana i wolę czasem taki krótki przerywnik niż dłuższy
wypoczynek, bo wtedy chyba się bezboleśnie raczej wraca
Jeśli
chodzi o temat następny przewijający się w komentarzach, czyli moja
relacja z podróży i zdjęcia, to muszę poprosić Was o chwilę
cierpliwości.Mam zamiar opowiedzieć to i owo, a jak od Franka wydębię
jakieś fajne zdjęcia to może i zdjęcia będą
Ale niestety aktualnie cierpię na deficyt czasowy i muszę sobie wszystko tu poukładać.
Po
powrocie zostałam rzucona na głęboką wodę i wiecie co, nawet nie mam
chwili, żeby pokontemplować trochę ten swój urlop. Czuję się jakbym
wróciła z innego wymiaru, takie nierealne jest to, że jeszcze dwa dni
temu byłam w innym kraju:) Ale na szczęście są wspomnienia i jak sobie
tak siedzę nad papierami, albo wkuwając słówka to nagle przypomina mi
się jakiś fajny epizodzik.
Jak już pisałam, w pracy rewolucja.
Szczegóły później. A jutro mam seminarium i wyobraźcie sobie, że miałam
na jutro przeczytać jedną powieść i cztery opowiadania. No i nie
przeczytałam tych opowiadań. Ja! Ja, która zawsze jestem przygotowana
No cóż… Nie można mieć wszystkiego. Jakoś się z tego wytłumaczę. A
najlepiej trzymajcie kciuki, żebyśmy zwyczajnie nie zdążyli tego omówić,
to do przyszłego tygodnia przeczytam
Miłej nocy życzę, tudzież miłego dnia, w zależności od godziny, którą macie teraz na zegarku.