*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

niedziela, 12 kwietnia 2009

Świątecznie, leniwie, refleksyjnie.

Ale się lenię :) Nic mi się nie chce, a w zasadzie mam parę książek do szkoły do przeczytania. A zamiast tego nadrabiam zaległości serialowe i książkowe, ale czytam książki, które na pewno mi sie w pisaniu pracy nie przydadzą hihi. Nawet mama mi odpuściła, bo wiedziała, że miałam zwariowane ostatnie dwa tygodnie i  dostałam same znośne obowiązki. Za gotowaniem nie przepadam (eee po co mi to, mam faceta kucharza w koncu nie? ;), więc przyznaję, że jeśli już wchodziłam do kuchni to tylko żeby pozmywać. Przydzielone zostały mi lazienki, ścieranie kurzu i prasowanie. Prasować lubię, puściłam sobie maraton serialowy (rodzice nagrywają mi czasem jakiś serial, jak ich o to proszę) i w trzy godziny wyprasowałam garderobę wszystkich domowników. Święta zaczynają się u nas w sobotę rano – jedziemy wtedy do dziadka i wujka i w szóstkę plus pies spędzamy resztę świąt siedząc przy stole, chodząc na spacery i grając w gry. Franek został w Poznaniu i spędza święta ze swoją rodziną.
Dobrze mi zrobi te parę dni rozleniwienia, chociaż niestety już jutro muszę wracać. Ale zawsze to coś. Ale jak na razie przede mną jeszcze pół dnia, więc idę się delektować wolnym czasem. Muszę przyznać, że święta wielkanocne w tym roku nadeszły jakoś tak słabo zauważone przeze mnie. W ogóle mam wrażenie, że z roku na rok coraz mniej je przeżywam. Jeszcze jakieś dziesięć, osiem lat temu podchodziłam do nich naprawdę refleksyjnie. Teraz mi tego trochę brakuje. Ale jakoś nie umiem do tego wrócić. Może żyję zbyt szybko, może inaczej podchodzę do tego co słyszę w kościele, bo mimo, że jestem wierząca i praktykująca to jest wiele rzeczy, z którymi nie potrafię się zgodzić. Męczy mnie to, bo chciałabym żyć zgodnie z nauką kościoła, ale jednak nie wiem jak ugryźć to, co czasem tam słyszę, jak to dopasować do codziennych sytuacji, których nawet nie znam z autopsji, ale na których temat mam jakieś tam zdanie. Ciężka sprawa jest to dla mnie, ale cóż, to chyba temat nie na dziś :)
A tymczasem życzę Wam spokojnych świąt spędzonych w miłej atmosferze. I może znalazłyście czas na tę refleksję, a teraz również na radość, nie tylko z powodu wolnego, ale z tego, że Chrystus zmartwychwstał…

piątek, 10 kwietnia 2009

Kawa i egzamin

O kurczę, jestem w szoku, że ostatnią notkę napisałam w poniedziałek. Kiedy to minęło? Ostatnio czas tak szybko mi ucieka…
Udało mi się jakimś cudem wszystko zrobić trochę wcześniej w pracy i dzisiaj mam wolne. Przyjechałam już do domu. Wiadomo jak to wygląda zawsze przed świętami, ale mimo to liczę na to, że uda mi się chociaż trochę odpocząć.
Chciałam jeszcze skomentować moją notkę na temat „dziwności” :) Otóż okazało się, że wcale nie jest tak, że cały świat piję kawę. Bo naprawdę już zaczynałam tak myśleć. Gdziekolwiek i z kimkolwiek bym nie rozmawiała, to każdy był w szoku. „Jak to nie pijesz kawy?”; „Bez kawy nie da się funkcjonować” i takie tam. A tymczasem okazuje się, że wcale kawa nie jest niezbędna do życia wielu osobom. Bardzo się z tego cieszę, bo nie rozumiem ludzi, którzy bez pomocy jakiejś używki nie potrafią funkcjonować :) To takie krótkie podsumowanie wszystkich komentarzy hihi.
A teraz się będę chwalić. Jeśli chodzi o niedzielne kolokwium poszło mi bardzo dobrze. Co prawda nie mam jeszcze wyników, ale sprawdzaliśmy odpowiedzi. Wygląda na to, że wszystko jest ok. A teraz egzamin z hiszpańskiego. We wtorek miałam część ustną i wyniki. Hiszpan, z którym mamy zajęcia powiedział mi, że powinnam przystąpić do egzaminu międzynarodowego DELE, bo bez problemu zdam. Miałam z czytania ze zrozumieniem 100%, pisania, gramatyki i słownictwa po 90. Nie wiem ile miałam z części ustnej, ale lektor powiedział, że zdałabym na pewno. Jedynym problemem jest część słuchania ze zrozumieniem, bo miałam tylko 75%. Jest mało pytań – dwanaście a trzy odpowiedzi miałam błędne. Chociaż od razu po tej części czułam, że mi nie poszła. Nie mogłam się jakoś skoncentrować… No i mam problem. Bo, żeby zdać egzamin trzeba mieć 70% z każdej części. Słuchanie jest oceniane razem z mówieniem, więc teoretycznie powinnam ze spokojem mieć te 70%, ale trochę się boję. Nie tylko chciałabym zdać ten egzamin, ale też zdać go dobrze… Nie mam za dużo czasu do zastanawiania się, bo zapisywać można się chyba do 20 kwietnia a egzamin jest 15 maja… Hmmmm….
No dobra, to byłoby na tyle, mojej chaotycznej notki. Wyszłam z wprawy czy co? :D