*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

środa, 23 czerwca 2010

Część druga, czyli o ciężarnych w kinie :)

Zgodnie z obietnicą, dzisiaj będzie o ciężarnych. Ja wiem, że temat ostatnio był na tapecie w Onetowym Gorącym Temacie, ale właśnie między innymi to skłoniło mnie do kilku refleksji.

W ciąży oczywiście jeszcze nie byłam, więc nie mogę stwierdzić, jak to jest i jak się człowiek wtedy czuje. Domyślam się, że lekko nie jest, a niektóre kobiety naprawdę źle znoszą ten okres. Dlatego uważam, że jak najbardziej powinniśmy nauczyć się dostrzegać kobiety w ciąży i starać się ułatwić im ten czas. Popieram wszelkie akcje społeczne mające na celu propagowanie zachowań przyjaznym kobietom w ciąży. 
Uważam, że ciężarnej miejsce w autobusie należy się bardziej niż większości tych staruszków, o których pisałam ostatnio. To samo w sklepie. Dużo ostatnio na blogach pisało się o kasach pierwszeństwa i o tym, że są fikcją. Nie dziwi mnie to, że „normalni” ludzie również podchodzą do tych kas – trudno, żeby tłoczyli się w innej kolejce, skoro tu jest pusto. Ale oczywiście bezwarunkowo powinni ciężarnej ustąpić, kiedy tylko ona podejdzie. Przyszłe mamy pisały często, że stanęły w takiej kolejce i nikt im nie ustąpił miejsca – ale dziewczyny, to też w Waszym interesie leży, żeby się o to miejsce upomnieć! Kasjerka może Was nie widzieć, podobnie ludzie stojący przed Wami – zapewniam, że ja nie zawsze rozglądam się wokół siebie. A jeśli jakiś klient przed Wami, jednak Was widzi i nic nie robi, to świadczy to o JEGO braku kultury i nie obawiajcie się zwrócić mu uwagi i upomnieć się o swoje prawo. Po to te kasy są, żeby z nich korzystać i w takich wypadkach ewidentnie trzeba się domagać ustąpienia miejsca.

Ale… No właśnie teraz znowu mogę się komuś narazić. Uważam, że nie wszędzie obowiązuje zasada, że ciężarnym kobietom bezwzględnie trzeba ustąpić miejsca. Bo zakupy to rzecz, którą trzeba zrobić i wiele jest takich miejsc, gdzie ciężarna po prostu musi stać, żeby coś załatwić i wtedy wypada jednak ją przepuścić. Ale weźmy takie kino…
Pewnego razu wybrałam się z koleżanką do kina. Był to wieczór, kiedy można było spodziewać się ogromnych kolejek do kas – premiera nowego filmu, dzień wolny itd. Wszystkie kasy były czynne a i tak w każdej kolejce trzeba było odstać dobre pół godziny. My same z koleżanką ostatecznie nie dostałyśmy już biletów na film, który chciałyśmy obejrzeć i myślę, że wiele osób również odeszło z kwitkiem i albo biletów już zabrakło, albo sami zrezygnowali, kiedy zobaczyli, że nie zdążą na seans. Ale wszyscy grzecznie stali w tych kolejkach. No, prawie wszyscy. Bo właśnie pewna ciężarna kobieta przyszła ze znajomymi i każdy zajął inną kolejkę. Ona też podeszła do jednego ogonka, tyle, ze zamiast stanąć na końcu, skierowała się od razu na początek kolejki i domagała się ustąpienia jej miejsca. My nie ustąpiłyśmy i podobnie kilka osób przed i za nami. Nie wiem jak inni, bo już poszłyśmy. Przypuszczam, że znalazł się ktoś naiwny. Jej zachowanie było moim zdaniem bezczelne. 
Po pierwsze do kina się idzie dla przyjemności a nie z przymusu, więc dlaczego przyjemność ciężarnej ma być stawiana wyżej niż innych osób? Oczywiście, teraz mogą odezwać się głosy, że kobiety w ciąży również mają prawo do rozrywki. Pewnie, że mają i ja im tego prawa nie odmawiam, ale w tym wypadku one dostałyby bilet, podczas gdy ktoś, kto dłużej stał w kolejce by go nie dostał. Jeśli przyszłej mamie ciężko jest wystać w kolejce, wie, że może zasłabnąć to niech wybierze się w innym terminie, niech kupi bilet wcześniej albo niech po prostu zrezygnuje – w końcu z przyjemności piwkowania czy winkowania też musi na ten czas zrezygnować. Ciąża niestety czasami wiąże się z wyrzeczeniami dla dobra dziecka.
Po drugie, bardzo rzadko – naprawdę rzadko chodzi się do kina samemu. Wydaje mi się, że ciężarne również wybierają się do kina raczej w towarzystwie, więc zawsze mogą sobie usiąść z boku i poczekać aż osoba towarzysząca zakupi bilety. 
Takie jest moje zdanie i nie podobało mi się to, że wspomniana wcześniej kobieta zwyczajnie wykorzystała sytuację. Myślę, że wiele z Was również by się wkurzyło.

Tak, jak wspomniałam, w ciąży nie byłam, więc osobistych doświadczeń nie mam i nie wiem jak się będę czuła. Ale pamiętajmy, że nie jest to stan permanentny i nic się nie stanie jeśli taka kobieta z czegoś zrezygnuje, jeśli poczuje, że nie da rady. Choć jednocześnie jeszcze raz podkreślam, że są sytuacje, kiedy należy takiej osobie ustąpić – w sklepach, urzędach, przychodniach lekarskich, środkach komunikacji publicznej.
Na szczęście nie znam wielu kobiet w ciąży z tak roszczeniową postawą. Wręcz przeciwnie, większość z nich stara się nie wykorzystywać swojego stanu. A nasza blogowa koleżanka Iza, która jest w ostatnim miesiącu ciąży cały czas powtarza, że ciąża to nie choroba i zżyma się na te ciężarne, które domagają się specjalnego traktowania.
Najważniejsze to korzystać ze wszystkich przywilejów z umiarem i wiedzieć gdzie leży granica między tym, do czego mamy prawo, a wymuszeniem. Nie zawsze jest tak, że pierwszeństwo należy nam się bezwarunkowo ze względu na stan lub wiek, czasami obowiązuje zasada „kto pierwszy, ten lepszy” – w końcu po to wynaleziono kolejki :). I o tej zasadzie właśnie będzie moja następna notka :)

Pozdrawiam wszystkie ciężarne, które dzielnie znoszą wszelkie trudy tego stanu, domagając się tego, co im się słusznie należy, a jednocześnie nie wykorzystując bezczelnie swojego brzuszka do niecnych celów :) I jeszcze raz apeluję – rozglądajcie się w kolejkach sklepowych, czy przypadkiem nie stoi gdzieś jakaś kobieta, która boi się posądzenia o takie właśnie wykorzystywanie i mimo, że jej ciężko, nie upomni się o swoje prawo, na pewno zrobi jej się przyjemnie, że nie została zignorowana :) 

poniedziałek, 21 czerwca 2010

O szacunku i ustępowaniu, część I

Miałam napisać jeden post o kilku sprawach. Ale okazało się, że to niemożliwe, bo jak zwykle nie potrafię być zwięzła i wyszłaby mi notka, której nikomu nie chciałoby się czytać :) Postanowiłam więc temat podzielić na kilka „podtematów”. Szykuje się seria niepoprawnych politycznie wypowiedzi.  
 I dzisiaj właśnie będę się wypowiadać w sposób bardzo niepoprawny politycznie. Pewnie się wielu osobom narażę. Ale powiem, bo już od dawna chodzi mi to po głowie. Otóż dzisiaj będzie o ustępowaniu miejsca i o szacunku…

 Na pierwszy ogień pójdą środki komunikacji miejskiej i ludzie starsi. Wiem, że starszym ustępować należy – prawdą jest, że jest im trudniej, że są bardziej zmęczeni, mają mniej sił. Ale trochę drażni mnie ta nagonka na młodych ludzi, bo to wygląda tak, jakby oni nigdy nie mieli prawa być zmęczeni, albo czuć się po prostu źle.
Jeżdżę tramwajem średnio trzy razy w tygodniu. Kiedy widzę pojedyncze miejsca siedzące, nawet się na nie nie porywam. Zostawiam je osobom „bardziej potrzebującym” :) Zawsze w tramwajach i autobusach miejskich czytam książkę. I czasami naprawdę się tak zaczytam, że nie wiem co się dzieje wokół mnie (kilka razy niemal przejechałam swój przystanek ;)) Żeby uniknąć sytuacji, że ktoś nagle stanie nade mną i zacznie komentować, że udaję, że go nie widzę, albo, że nie mam szacunku dla starszych, siadam sobie na półeczkach z przodu lub tyłu pojazdu, albo stanę gdzieś między krzesełkami. 
Ale czasami czuję się koszmarnie zmęczona i wkurza mnie to, że nie mam prawa usiąść, bo zaraz będę uznana za niekulturalną i posądzona o brak empatii. Wkurza mnie, kiedy stoję i widzę, że na krzesełkach siedzą sami mężczyźni – młodzi lub w średnim wieku, ewidentnie sprawni i silni. Ale to właśnie ja stoję, a oni siedzą, bo kiedy wejdzie jakaś starsza pani to z pretensjami podejdzie właśnie do mnie – do facetów nie odważy się odezwać. Zaobserwowane.

 Bo w tramwaju można zaobserwować różne zachowania i przyznam, że to bzdura, że ludzie są niekulturalni. Najczęściej jednak widzę, że miejsca ustępują. Chyba, że naprawdę nie widzą. I wtedy dopiero się zaczyna. Niektóre z osób starszych, pełnych wigoru zresztą, kiedy trzeba dobiec do autobusu i walczyć łokciami o miejsca siedzące, uważa że szacunek należy im się tylko dlatego, że są starsze. Tymczasem (tu właśnie będę niepoprawna politycznie), nie zgadzam się, że ludziom starszym szacunek należy się bezwarunkowo. Uważam, że każdy człowiek na szacunek musi sobie zasłużyć. A jak czasami widzę zachowanie takiej starszej osoby, to nie widzę w niej absolutnie NIC godnego szacunku. Wiele z tych osób, za ustąpienie miejsca nawet nie podziękuje.
 Ostatnio byłam świadkiem, kiedy wszedł starszy pan z wózkiem na zakupy. Kilka osób natychmiast wstało z miejsca i pomogło mu do niego dotrzeć uprzejmie się odsuwając. A on zaczął szarpać tym wózkiem na siłę uderzając po nogach wszystkich, którzy stali na jego drodze cały czas mrucząc przekleństwa pod nosem i w końcu nawrzeszczał na faceta siedzącego naprzeciwko niego, żeby zabrał nogi, bo on musi tam wózek postawić! Dodam, że mężczyzna nie siedział z nogami wyciągniętymi przed siebie, a trzymał je pod krzesełkiem, tylko staruszkowi jego kolana przeszkadzały…
 Innym razem stałam z koleżanką przy pustym krzesełku i trzymałyśmy się oparcia. Oberwałyśmy obie laską pewnej pani po rękach! Wyobrażacie sobie? Bo jej przeszkadzało, że tam stałyśmy, a ona chciała sobie usiąść na tym krzesełku. Dodam, że nie widziałyśmy jej, bo stała za nami.Spokojnie mogła podejść z drugiej strony, lub zwyczajnie powiedzieć „przepraszam”. Ale nie, musiała się na nas wyżyć. 
 Przyznam, że kiedy widzę „staruszkę”, która niemal biegiem wpada po schodkach tramwajowych, taranując przy okazji wszystkich na swojej drodze, mam ochotę być po prostu złośliwa… I tak, biję się w piersi. Raz byłam bezczelna. Byłam okropnie zmęczona, usiadłam sobie na krzesełku w umiarkowanie zapełnionym tramwaju. Jakaś starsza pani (to znaczy, gdyby nie powiedziała mi, że jest starsza, to bym nie wiedziała) stanęła przede mną ostentacyjnie. A ja się wkurzyłam i równie ostentacyjnie spojrzałam na nią po czym…nie zrobiłam nic. Pani zwróciła mi uwagę, że jej nie ustąpiłam. Odparowałam, że na następnym przystanku wysiadam, to sobie jeszcze posiedzi. Wiem, moje zachowanie nie było szczytem dobrego wychowania, nie popisałam się kulturą. Ale wkurzyłam się strasznie – tak właśnie na mnie działają te dziarskie „staruszki”, które myślą, że wszystko im się należy.
 I nie mówię tutaj o staruszkach, które ledwo idą, widać że jest im ciężko – ze trzy osoby naraz wstają z miejsca, więc to nie jest tak, że brakuje kultury. I ogromna różnica w postawie takich osób – ta staruszka, z miłym, ciepłym uśmiechem podziękuje za miejsce, a nawet czasami odmówi (!), natomiast ta pani pełna wigoru spojrzy z wyższością wykazując skrajną postawę roszczeniową. 

A na koniec jeszcze dodam, żeby było jasne,że oczywiście zawsze w każdej sytuacji są wyjątki. Są nieuprzejmi młodzi pasażerowie i są starsi ludzie, którym nie okazuje się należnego im szacunku. W historiach, które opisałam powyżej mogłam źle ocenić sytuację. Ale myślę, że w tym wszystkim jest niestety wiele prawdy. Jak to się mówi każdy kij ma dwie strony, a medal dwa końce :) A ja tutaj piszę z perspektywy osoby młodej, która nie odmawia szacunku starszym, ale jednocześnie sprzeciwia się poglądowi, że szacunek należy się tylko ze względu na wiek.
 A w następnym odcinku będzie o kobietach w ciąży :) A zwłaszcza o jednej.