*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

wtorek, 12 października 2010

Językowa przerwa.

Tak, jak wspomniałam ostatnio – wygląda na to, że na razie niestety muszę spasować z moimi poliglotycznymi zapędami. Mam tylko nadzieję, że nie na zawsze…

Jeśli chodzi o angielski plan mam taki, żeby znaleźć pracę, w której mogłabym się nim posługiwać (mam nadzieję, że wypali), ewentualnie mogę udzielać korepetycji. Poza tym codziennie oglądam całkiem sporo materiałów  w tym języku, od czasu do czasu czytam artykuły, czy książki. Angielski jest wszechobecny, więc akurat w tym wypadku nie obawiam się, że go zapomnę.

Bo niestety, język nieużywany odchodzi w zapomnienie. Nie mówię, że na zawsze, ale traci się swobodę wypowiedzi, powoli zapomina się słownictwo i zasady gramatyki. Doświadczyłam tego na przykładzie niemieckiego – maturę ustną zdałam na szóstkę, teraz muszę się głęboko zastanawiać jeśli chcę powiedzieć zdanie w tym języku, a i tak wcina mi się hiszpański. Rozumiem słowo pisane, mówione czasami też, ale zupełnie straciłam biegłość w tym języku. Zaczęłam zastanawiać się nad jakimś kursem, lub choćby konwersacjami w celu odświeżenia sobie niemieckiego. Przypuszczam, że po pół roku wróciłabym do dawnego poziomu.
Poza tym zastanawiałam się co z kursem hiszpańskiego. Po zakończeniu zeszłorocznego zostałam zakwalifikowana na kurs przygotowujący do kolejnego egzaminu międzynarodowego (najwyższego) lub na kurs bez egzaminu – experto. Są to najwyższe poziomy, po roku nie miałabym już gdzie się dalej uczyć, bo nie ma grup na takim poziomie zaawansowania. I niestety zaczęłam się zastanawiać nad sensem tego kursu, skoro i tak za rok będę musiała go przerwać.

Z decyzją wstrzymywałam się do ostatniej chwili, bo nie wiedziałam jeszcze jak będzie z tą pracą – w końcu w grę wchodził jeszcze kurs języka włoskiego, gdyby się udało. Kiedy nic z tego nie wyszło, a szkoły językowe wydzwaniały do mnie, z zapytaniem, czy zamierzam kontynuować naukę, nadszedł czas na podjęcie decyzji.
Długo nad tym myślałam, skonsultowałam się też z mamą i stwierdziłam, że nie będę na razie kontynuować nauki języka na żadnym kursie. Uwielbiam uczyć się języków, wkuwanie słówek, poznawanie zasad gramatyki to dla mnie prawdziwa frajda i prawdę mówiąc mogłabym się nauczyć jeszcze ze dwóch nowych. Pytanie tylko – co dalej? Jest to bardzo czasochłonne a przede wszystkim drogie. Jak to trafnie mój wujek określił (mówiąc o sobie): „człowiek się ciągle dokształca, robi tysiące kursów i studiów podyplomowych, tylko potem nie ma kiedy zarabiać i gdzie wykorzystywać tej wiedzy”. To prawda. Lubię się uczyć, ale trzeba to robić z głową. Zaczynam studia podyplomowe w zupełnie innej dziedzinie niż dotychczas- nie wiem, jak sobie będę radzić. Na pewno będę musiała się bardzo przyłożyć, dlatego przyda mi się czas wolny zyskany poprzez rezygnację z kursu. Poza tym stwierdziłam, że jeśli w przyszłości okaże się, że niemiecki lub hiszpański będą mi potrzebne, wtedy pójdę na kurs.Tymczasem będę się starała choć trochę dbać o moje lingwistyczne umiejętności we własnym zakresie -  będę zaglądać do dawnych notatek, ćwiczeń, chciałabym też znaleźć w internecie jakieś materiały po hiszpańsku na przykład. Najlepiej jakąś telenowelę :P Bo to mnie może wciągnie :) Gdybyście się kiedyś natknęły na coś takiego w sieci – dajcie mi znać!

Oczywiście wiem, że wcale nie jest łatwo się tak samemu zmobilizować, jednak staram się zaufać sobie, wiem, że gdy chcę, to potrafię… A lubiłam zawsze się uczyć słówek, czy gramatyki, więc może dam radę. To tylko kwestia zorganizowania. Pewnie, że jest mi trochę żal, ale naprawdę przestałam widzieć sens tego kursu, tak naprawdę bardziej przydałyby mi się jakieś konwersacje i nad tym też myślałam, ale zadecydowała jedna bardzo istotna rzecz – zapłaciłam za moje studia i totalnie się spłukałam :) Ledwie dwucyfrowa kwota na moim koncie pomogła mi podjąć ostateczną decyzję :)
A kto wie? Może za jakiś czas znowu do tego wrócę. Może zacznę się uczyć kolejnego języka? :) Bo tego też wcale nie wykluczam :) I tak nauczyłam się całkiem sporo, to się na pewno nie zmarnowało, siedzi gdzieś tylko w zakamarkach mojej pamięci i jestem pewna, że jestem w stanie to wygrzebać.
Dziwnie mi będzie bez żadnego kursu, w końcu jakiegoś języka uczyłam się bez przerwy od prawie piętnastu lat :) Ale wszystko się kiedyś kończy :)

***
Przy okazji moich rozważań nad językiem przypomniałam sobie, że nie dostałam jeszcze tego certyfikatu z hiszpańskiego. Hiszpanie działają baardzo opieszale – wszystko jest na mañana, więc osoby, które zdawały egzamin razem ze mną w maju 2009 dostały certyfikaty w czerwcu 2010. Z racji tego, że ja jeszcze wysyłałam odwołanie i czekałam na odpowiedź, która przyszła po pół roku, wszystko się przedłużyło. Ale teraz trochę się zaniepokoiłam, że tak długo to trwa i postanowiłam zadzwonić – najpierw do szkoły językowej, potem do poznańskiego ośrodka, który organizował egzamin i do Instytutu Cervantesa w Warszawie, nikt nic nie wie. Wygląda na to, że muszę się skontaktować z Madrytem. Chociaż… facet w Warszawie powiedział mi, że właśnie dostali certyfikat kogoś, kto zdawał egzamin w 2008, więc może jeszcze powinnam rok poczekać ;)

niedziela, 10 października 2010

Bo polski to za mało :)

Uwielbiam uczyć się języków obcych. W zasadzie mogłabym powiedzieć, że to jakiś rodzaj mojego hobby. Poza tym nigdy nie miałam z tym problemów – słówka wchodzą mi do głowy bardzo szybko. W czasie studiów potrafiłam nauczyć się nawet dwustu nowych słówek dziennie (wraz z definicjami). Nie jestem być może cudownym dzieckiem, któremu wystarczyło dwa razy coś usłyszeć, żeby mogło to powtórzyć, ale wkładałam w naukę języków zawsze bardzo dużo pracy.

Przygodę z językami zaczęłam tak naprawdę kiedy miałam jakieś osiem lat – z ciocią, nauczycielką niemieckiego, śpiewałam piosenki w tym języku. Z wujkiem oglądałam Muzzy in Gondoland (kto pamięta Muzzy’ego?:)) Ale tak na serio zaczęłam się uczyć w piątej klasie podstawówki – kiedy w planie lekcji znalazł się angielski. I od tego czasu w zasadzie wiedziałam, że w przyszłości chciałabym studiować ten język. Oświeciło mnie w momencie, kiedy dorwałam którąś z książeczek o Muzzym i okazało się, że choć nie znam wszystkich słów, jestem w stanie zrozumieć sens opowiadania. Od tamtej pory dążyłam do tego, żeby opanować języka angielski jak najlepiej. 

W pierwszej klasie szkoły średniej zaczęłam uczyć się języka niemieckiego. I dość szybko zdecydowałam, że muszę opanować ten język na tyle, żeby w czwartej klasie zdawać z niego maturę. Udało się – maturę pisemną na poziomie rozszerzonym zdawałam z angielskiego, a ustną z niemieckiego.

Na studia zgodnie z moim wcześniejszym postanowieniem poszłam na filologię angielską, tyle, że poszłam na uczelnię, która oferowała również studiowanie drugiego języka. Zdecydowałam się na hiszpański – uczyliśmy się od podstaw, ale program zajęć był taki jak na języku angielskim, a więc fonetyka, gramatyka, język pisany, gramatyka opisowa itd. Po trzech latach – bo studia były licencjackie, język hiszpański miałam opanowany dość dobrze. Niestety nie było możliwości kontynuacji nauki na takim kierunku na uzupełniających studiach magisterskich. Zdecydowałam się więc kontynuować studia na filologii angielskiej, a hiszpańskiego uczyłam się na własną rękę. 

Chodziłam przez rok do dość znanej szkoły języków obcych, z której jednak nie byłam specjalnie zadowolona. Po roku zmieniłam miejsce i przez dwa lata uczyłam się w całkiem fajnej poznańskiej szkole językowej. Jak zapewne wiele z Was pamięta, jakiś czas temu zdałam również egzamin międzynarodowy z tego języka. W tym czasie kontynuowałam studia i pisałam magisterkę po angielsku. 
Studia skończyłam w lutym tego roku, kurs języka hiszpańskiego zakończył się w czerwcu. Miałam kilka miesięcy na zastanowienie się, co dalej. Myślałam długo i brałam pod uwagę najróżniejsze opcje. Niestety wygląda na to, że na chwilę obecną moja przygoda z nauką języków obcych dobiegła końca. Nie wykluczam powrotu, ale na razie taka jest moja decyzja. 
Złożyło się na nią kilka czynników, ale o tym już niestety innym razem, a wszystko przez to, że, kurka wodna, nie potrafię mniej gadać, nawet na piśmie :P
Cóż, żal, ale w życiu nic nie trwa wiecznie :)