*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

niedziela, 31 października 2010

Naiwne (?) spojrzenie na 1 listopada.

Co roku na Wszystkich Świętych pojawia się kilka notek w podobnym klimacie (od razu dodam, że nie miałam w ostatnich dniach okazji „przelecieć” :) Waszych blogów, więc nie wiem, czy napisałyście coś takiego, notka nie jest kierowana do nikogo w szczególności :)) Głównym ich tematem jest rewia mody na cmentarzach i groby zadbane na pokaz. Być może trochę te notki wyprzedzę i napiszę coś w zupełnie innym klimacie. Pewnie się wiele osób ze mną nie zgodzi, kiedy napiszę, że ja uważam, że to wszystko nie do końca jest prawdą :)

Ja też co roku chodzę po różnych cmentarzach i albo jestem naiwna, albo ślepa :) Ale ja naprawdę wcale nie dostrzegam niczego gorszącego w zachowaniu innych osób. Owszem, widzę, że ludzie ubrani są elegancko. Ale wydaje mi się to dość naturalne. Jakby nie było, jest to święto, na święta ludzie z reguły się stroją :)
Po drugie – wiadomo, że tego dnia spotykamy się z ludźmi, często są to członkowie rodziny bądź znajomi, z którymi widujemy się tylko raz w roku – właśnie na Wszystkich Świętych. Cóż złego w tym, ze chcemy się dobrze zaprezentować? Ja też staram się, żeby mój strój tego dnia był przemyślany i elegancki. Dobrze, nich ktoś twierdzi, że ubieram się na pokaz. Ale czy w takim razie nie ubieramy się na pokaz przy każdej okazji, kiedy widujemy się z ludźmi? Pewnie tak jest. I ja nie uważam, żeby to było zachowanie naganne.
I po trzecie – w tym roku jest trochę inaczej, bo pogoda jest dla nas wyjątkowo łaskawa. Ale bardzo często pierwszy listopada jest dniem, kiedy na dobre wymieniamy garderobę z jesiennej na zimową :) Pamiętam, że ja najczęściej właśnie 1 listopada, kiedy wiedziałam, że większość dnia spędzę na zimnym cmentarzu, ubierałam po raz pierwszy w sezonie zimowy płaszcz i kozaki. A że garderobę raz na jakiś czas się wymienia, to niejednokrotnie było tak, że ubierałam nowy płaszcz lub nowe buty właśnie na Wszystkich Świętych. I dlaczego to zaraz miałoby oznaczać, że szpanuję nowymi ciuchami?

Drugą kwestią jest przygotowywanie grobów na ten dzień. Zdarzało się, że czytałam oburzone głosy, że grób jest bardzo rzadko odwiedzany w ciągu roku, a nagle 1 listopada wszyscy sobie o nim przypominają. Ale chyba między innymi taka właśnie jest idea tego święta – żeby pamiętać o zmarłych, o których na co dzień się nie pamięta. Co złego jest w tym, że akurat tego dnia zapalę znicz na grobie praprababci, którego przez cały rok nie odwiedzam? Czy naprawdę robię to na pokaz? Komu niby miałabym cokolwiek udowadniać?
Pisze się też o grobach zaniedbanych przez cały rok, które nagle pięknieją w ostatnich dniach października. Zgadzam się, nie powinno tak być, powinniśmy starać się raz na jakiś czas pojechać na cmentarz, posprzątać, wymienić kwiaty… Ale różnie bywa w życiu. Czasami naprawdę nie jest to możliwe. Sama doskonale znam sytuację, kiedy pewnie grób jest odwiedzany naprawdę rzadko ze względu na to, że wszystkie dzieci zmarłych małżonków mieszkają w różnych miejscach Polski dość odległych od miejsca ich spoczynku. Nie mają do kogo tam przyjeżdżać, a podróż trwa kilka godzin i czasami zwyczajnie niemożliwością jest pojechać i wrócić jeszcze tego samego dnia. Dlatego starają się chociaż w okolicach 1 listopada załatwić sobie kilka dni wolnego i odwiedzić grób rodziców… Oni i tak mają szczęście, bo od czasu do czasu zagląda tam sąsiadka zmarłych rodziców, ale jest wiele rodzin, które muszę sobie radzić same z dbaniem o groby i nie mogą tego robić, co wcale nie znaczy, że nie chcą i nie myślą o zmarłych rodzicach na przykład.
Naprawdę nie oceniajmy zbyt pochopnie innych. Nigdy nie wiemy, jaką historię ma każda ze spotkanych na cmentarzu osób.

Wiem, że sporo osób uważa zupełnie inaczej niż ja. Co roku toczy się gdzieś ta sama dyskusja. A ja zawsze się temu sprzeciwiam. Nie lubię takich uogólnień. Bo pewnie w kilku przypadkach te zarzuty są prawdziwe, ale dlaczego tak generalizować? Szczerze przyznaję, że tego nie zaobserwowałam nigdy. Może się za mało rozglądam? Może nie analizuję po prostu tego, co widzę. Ale przede wszystkim myślę sobie – po co być cynicznym? Po co zachowanie ludzkie interpretować zawsze na ich niekorzyść. Czasami naprawdę wolę być naiwna :)

Żeby nie było,  że jestem aż tak tolerancyjna i że widzę tylko to co dobre :)… Na koniec dodam, że jednak wyjątkowo mierzi mnie to, co dzieje się przed cmentarzami – stoiska z watą cukrową, popcornem, czy zabawkami. Kiedyś tego nie było. Nie rozumiem i nie zrozumiem. To, że ludzie szukają okazji do zarobku, kiedy tylko się da, jest dla mnie zrozumiałe. Ale, żeby robić to w taki sposób?

sobota, 30 października 2010

Trochę refleksji o blogach.

Przerzedziło się ostatnio na blogach, mam wrażenie…Część z Was opuściła Onet, z różnych powodów, ale cieszy mnie, że nadal piszecie.Wszystko mi jedno w zasadzie gdzie piszecie, bylebyście nie przestawały :) No i miło jak można sobie z Wami podyskutować pod notką, bo nie lubię nie otrzymywać odpowiedzi na komentarz :) Ale część z osób w mojej linkowni opuściła się ostatnio trochę w blogowaniu :) Notki pojawiają się rzadziej lub są krótsze, może trochę mniej refleksyjne. I nawet u mnie na blogu widzę, że Wasza aktywność jest mniejsza.
Oczywiście wcale nie mam o to żadnych pretensji :) Nie po to piszę tę notkę. Po prostu te obserwacje skłoniły mnie do pewnych przemyśleń. Bo ja oczywiście rozumiem, że kogoś życie w realu pochłania tak bardzo, że to blogowe schodzi na dalszy plan. Jest to jak najbardziej zrozumiałe i oczywiście zwyczajnie zdrowe – gorzej byłoby gdybyśmy robiły na odwrót i zaniedbywały to, co w realu. Czasami po prostu brakuje nam pomysłu lub energii, żeby pisać. Mnie z kolei najczęściej zdarza się, ze chcę pisać, wiem o czym, ale siądę i zdania w ogóle nie układają mi się w spójną całość. Spadek aktywności blogowej zaliczyła chyba każda z nas. Zastanawia mnie tylko jak to jest, że często zdarza się, że pisać przestaje kilka osób w tym samym czasie, czy odbywa się to na zasadzie oddziaływania jednych bloggerów na innych, czy może jest to zupełny przypadek?

To nasze wirtualne życie tu, na blogach, toczy się własnym rytmem.Trudno znaleźć w nim jakąś regularność, a jednak chyba po prostu jest tak, że ten wirtualny rytm podlega w jakiś sposób prawidłom naszego realnego świata. Wydaje mi się, że silny wpływ mają na nas pory roku na przykład :)
Kiedy tak się nad tym zastanawiam, doszłam do wniosku, że często wraz z początkiem roku masowo pojawiają się nowe blogi. Zwykle są one prowadzone aktywnie do wiosny, później różnie bywa, niektórzy są wytrwali, inni piszą rzadziej, aby w tak zwanym sezonie ogórkowym porzucić pisaninę na dobre… Ten sezon zresztą zalicza chyba każdy z nas – latem albo gdzieś wyjeżdżamy, albo spędzamy po prostu czas poza domem, bo szkoda przecież ładnej pogody. Z drugiej jednak strony, na wielu blogach pojawia się więcej notek, bo dłuższe dni i generalnie okres wakacyjny temu sprzyja – mamy więcej czasu i energii. Wraz z nadejściem jesieni jednego i drugiego jakoś mniej :) Do tego jeszcze dochodzi obniżony nastrój i wychłodzenie organizmu :) Zdarza się, że porzucamy wirtualny kawałek naszego świata na jakiś czas, aby powrócić (albo i nie :)) w okresie zimowym, kiedy jesteśmy bardziej skłonni do refleksji, kiedy spędzamy sporo czasu w domu, brak nam rozrywek czy innych ludzi…
Życie wirtualne toczy się jak gdyby w świecie równoległym do naszego, a jednak niejednokrotnie te dwa światy się przenikają i wpływają na siebie. Być może moje teorie są z palca wyssane :) Ciekawa jestem, jakie jest Wasze zdanie na ten temat…
W każdym razie, ja na chwilę obecną nie odczuwam potrzeby zniknięcia :) Mało tego, mam kilka planów na kolejne notki i zachęcam Was do zaglądania do mnie, szczególnie po Wszystkich Świętych, bo mam dla Was propozycję, a w zasadzie dwie :) Tymczasem zastanówcie się, co sprawia, że czujecie się kobieco? :)