*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Uff, dzisiaj już lepiej
Wczoraj
miałam mały zabieg okulistyczny. Nie na samym oku, ale na dolnej
powiece. Prawdziwie traumatyczne przeżycie dla mnie, bo pewnie wiele z
Was pamięta, jak źle znoszę wszystko, co wiąże się z badaniem oczu.
Jakoś przeżyłam, chociaż oczywiście zamykałam co chwilę oko i uciekałam
z głową. Nawet nie bolało, bo byłam na znieczuleniu, ale to było
silniejsze ode mnie. Zaklajstrowali mi prawe oko i wczoraj przez cały
dzień byłam piratką.
Pisałam kiedyś, że nie potrafię się nudzić. I wczoraj okazało się, że
naprawdę tego nie potrafię! No myślałam, że zwariuję. Przez to, że
miałam sprawne tylko jedno oko, nic nie mogłam robić – nie mogłam
siedzieć przy komputerze ani czytać, bo lewe oko bardzo się męczyło i
bolała mnie głowa. Nie mogłam sprzątać, bo mam przykaz unikania wysiłku,
a wczoraj to w ogóle było dość problematyczne, bo miałam tak
ograniczone pole widzenia, że kilka razy zdarzyło się, że prawą ręką
zahaczałam o futrynę, bo jej nie zauważałam
Bałam się brać za zmywanie naczyń – nawet nie wiedziałam, że kiedy
patrzy się jednym okiem, to wszystko jest jakieś takie mniej
trójwymiarowe. No i cóż, nie pozostało mi nic innego jak całodzienne
wylegiwanie się na kanapie… Ludzie, wynudziłam się jak mops! Obejrzałam
(jednym okiem) wszystko co leciało w telewizji. A właściwie oglądałam na
zmianę ze słuchaniem, bo od czasu do czasu przymykałam lewe oko. Z ulgą
przyjęłam porę wieczorną i czas położenia się do spania
Dzisiaj mogłam już ściągnąć opatrunek. Myślałam, że będę wyglądać
gorzej. Szwy są niestety mocno widoczne, ale siniak nie jest aż tak
duży. W zasadzie to na razie jest mocno czerwony. Niestety, Franek
twierdzi, ze będzie gorzej, a ja mam powody, żeby mu wierzyć i boję się,
że przez kilka dni będę chodzić z limem. We wtorek będę musiała jechać
na zdjęcie szwów. I do tego czasu mam zwolnienie z pracy, co jest dość
pozytywnym aspektem tego wszystkiego. Chociaż obawiam się, że i tak będę
musiała na parę godzin pójść do pracy, bo koniec miesiąca się zbliża…
Wczoraj wracając ze szpitala wstąpiłam do pracy, żeby zostawić
zwolnienie. Chciałam też wziąć trochę papierów, żeby popracować w domu,
ale szef wybił mi to z głowy i powiedział, że sobie poradzą. Tylko
poprosił, żebym wpadła w poniedziałek, jeśli będę się dobrze czuła…
W każdym razie, dzisiaj, z „dwoma okami” czułam się już całkiem dobrze
Mogłam trochę posiedzieć przy komputerze, poczytać… No i postanowiłam
jakoś dobrze spożytkować te L4 i zabrałam się za porządki w moich
papierach. Może nareszcie się do końca rozpakujemy
Muszę tylko uważać, żeby się nie wysilać, bo na przykład nawet przy schylaniu czuję, że trochę mnie boli i szwy lekko ciągną.
Generalnie nie jest tak źle. I Franuś jaki miły…
Siedział wczoraj ze mną kilka godzin w szpitalu, nawet podpytał kogo
trzeba, bo nie wiedziałam na początku gdzie iść. A potem, jak tak
marudziłam, że umrę zaraz z nudów i pewnie nie będę mogła zasnąć z tego
„przemęczenia”, zlitował się nade mną i pograł ze mną w Chińczyka i
Pędzące Żółwie…
I mówi do mnie „biedny cyklopiku”
Czy zauważyłyście, jakie blogowanie jest czasochłonne?
Ja to niby zawsze wiedziałam, ale ostatnio jakoś uderzyło mnie, ile
czasu spędzam w internecie! I to na samym blogowaniu – na czytaniu
Waszych postów, pisanie moich notek i odpisywaniu na komentarze. Jakiś
czas temu obliczyłam, że odpisanie na jeden komentarz, zajmuje mi
średnio 3 minuty (średnio, bo na niektóre można odpowiedzieć jednym
zdaniem, inne to niemal druga notka:)), skoro pod notką mam zwykle
minimum 30 komentarzy, łatwo obliczyć, że odpowiadam na nie jakieś
półtorej godziny
A przecież jeszcze czytam te ponad sto blogów, które mam zalinkowane z
boku. Jeszcze piszę nowe notki… Boję się policzyć, ile tak naprawdę
czasu spędzam każdego dnia w blogosferze. Jeszcze bym się przeraziła
(ba! przeraziłabym się na pewno) i zaczęłabym mieć jakieś wyrzuty
sumienia
Ale cóż, wpadłam jak śliwka w kompot. Blogowanie wciągnęło mnie
totalnie. Póki co (i oby tak zostało), jeszcze nie zaczęłam zawalać
moich obowiązków ani w pracy, ani w domu, więc nadal uznaję tę rozrywkę
za nieszkodliwą
Zastanawiam się jeszcze, czy już jestem uzależniona?
Franek twierdzi, że oczywiście tak. Denerwuje się czasami, że ja
ciągle tylko blogi i blogi… Ale w sumie teraz już przymyka na to oko,
kiedyś się obrażał
Coś w tym jest… Zdarza się, że myślę o blogach nawet, kiedy nie jestem
w sieci. Zastanawiam się, co u Was słychać, przejmuję się Waszym
problemem, cieszę się Waszym małym szczęściem, myślę o kolejnym temacie
na notkę, wspominam jakiś zabawny komentarz… Można powiedzieć, że
prowadzę równoległy żywot w świecie wirtualnym
Cieszy mnie to, bo chyba jeszcze nigdy nic mnie nie zajmowało aż do
tego stopnia – fizycznie i emocjonalnie. Posiadanie takiego mojego
własnego miejsca w wirtualnej rzeczywistości sprawia mi ogromną frajdę.
W zasadzie te dwa światy powinny funkcjonować niezależnie od siebie.
Ale chyba na dłuższą metę tak się nie da i zaczynają się przenikać. W
realu zaczynam myśleć o blogu, blog coraz bardziej staje się czymś
realnym. Chyba najważniejsze, żeby zachować odpowiednie proporcje.
Staram się tego trzymać. Dlatego bywa, że czasami nie daję rady zajrzeć
do Was wszystkich na raz. Muszę to sobie rozkładać
Czasami tylko czytam, nie pozostawiając komentarza. Ale lubię być na
bieżąco, więc nawet po dłuższej nieobecności zaglądam również do
archiwum… W każdym razie z góry przepraszam Was, jeśli przez jakiś czas
się nie odzywam, ale czasami po prostu staje się to fizycznie
niemożliwe.
Jedno wiem na pewno – moje życie realne nie byłoby aż tak ciekawe, bez tego wirtualnego
A tymczasem padam na pyszczek, więc lepiej się położę, bo zaczynam bredzić
***
Z przyjemnością chciałabym ogłosić, że konkurs wygrywa Flo. za komentarz:
Koronki to po prostu świetny sposób na bycie ubraną i rozebraną jednocześnie;-))
A na podium znalazły się również Elektryczna (komentarz nr 1) oraz Sanglant (nr 8)
Serdecznie gratuluję!
Dziękuję też wszystkim, którzy wzięli udział w głosowaniu
Cieszę się, że razem ze mną wybrałyście zwyciężczynię. Chciałam
również dodać, ze nadal jest mi przykro, ze wygrać może tylko jedna
osoba, bo wybór był naprawdę trudny. Wasze komentarze były tak różne, ze
trudno było je nawet porównać – jedne były zabawne, inne mieściły w
sobie wszystko, co istotne i wyczerpująco odpowiadały na pytanie, były
też komentarze bardzo pomysłowe oraz wyszukane
Niestety, jakoś wybrać trzeba było. Mam nadzieję, że nie gniewacie się na mnie, ale takie były zasady.
I jeszcze ostatnie słówko – chwilowo jestem kontuzjowana. Siedzę dziś
w domu i myślałam, że sobie pobiegam po blogach, ale okazuje się to
niezwykle trudne z jednym tylko okiem, więc chyba sobie odpuszczę dziś. W
dodatku oprócz oka bolą mnie zęby… od zaciskania