*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

wtorek, 8 lutego 2011

Konspekt.

Jest mnóstwo rzeczy, o których chciałabym napisać, ale oczywiście czasu nadal nie ma, więc dziś tylko taki konspekt moich kolejnych notek :)
1. Egzamin za cztery dni. Od soboty włączyłam już tryb powtarzania, ale tego jest tak dużo, że nie jestem w stanie zapamiętać wszystkiego. Mam nadzieję, że jednak wystarczy to, co przyswoję. Liczę na to, że od sobotniego popołudnia powrócę do świata żywych – nawet mimo tego, że pewnie będę musiała zacząć myśleć o pracy dyplomowej…
2. Na mój nastrój i wszelkie przemyślenia spuśćmy zasłonę milczenia. Zaznaczam tylko, że nie ma na to wpływu ani pogoda, ani zimno, ani tym bardziej żaden PMS (co to w ogóle jest??:) Na wszelkie nastroje w moim życiu zawsze wpływają tylko i wyłącznie wydarzenia, których doświadczam – bezpośrednio lub pośrednio,  oraz osoby, z którymi mam styczność – również bezpośrednią lub pośrednią.
3. Znowu zwariowałam. Kupiłam bilety do Hiszpanii, dla mnie i Franka. Z Poznania do Sevilli. Co najlepsze – z przesiadką w Londynie :) Powrót z Malagi do Wrocławia. Tylko, że Franek przy planowaniu urlopu został wpisany na maj… Mam nadzieję, że pozwolą mu wziąć wolne w marcu, bo jak nie to kiszka będzie totalna. Ale jesteśmy dobrej myśli.

4. Wczoraj, po trzech tygodniach mojej diety niskokalorycznej osiągnęłam cel, który sobie założyłam na początku :) Waga jest poniżej 50 kg, i to z zapasem, a co najważniejsze, pozbyłam się tych niepotrzebnych czterech centymetrów z talii i pożegnałam się z oponką a powitałam ładną talię. Jednym słowem, teraz moje zdjęcie po prawej jest znowu aktualne, bo wtedy właśnie taką miałam wagę i wymiary :)
Według planu, który sobie opracowałam, od czwartku zwiększam ilość zjadanych kalorii o dwieście – i tak co tydzień, aż dojdę do „normalnej” w moim przypadku ilości około 2000 kcal dziennie. Pewnie jeszcze do tego czasu trochę waga mi spadnie, ale powinno się to ustabilizować i mam nadzieję, że zostanie tak, jak jest, bo mama i Franek już mówią, że już trochę za chuda jestem na buzi.
W kolejnej notce obiecane szczegóły mojej diety.

sobota, 5 lutego 2011

Tak nijak.

Nie jestem ostatnio w najlepszej formie :( Długo było fajnie i miałam ogromną nadzieję, że smutki mnie ominą, ale się nie udało. Zbierało się już od tygodnia, aż wreszcie w czwartek już chyba gorzej być nie mogło. No i tak od kilku dni czuję się raczej kiepsko, myśli nachodzą mnie w większości ponure i w ogóle jakoś tak wszystko układa się nie tak, jak ja bym chciała. Pewnie, że człowiek w życiu nie ma nigdy tego, czego by oczekiwał. Ale nie w tym rzecz…
Przyjechałam do Miasteczka na weekend. Tutaj zawsze wszystko wygląda trochę lepiej, więc tak naprawdę dzisiaj wcale nie jest źle. Ale nie pociesza wcale fakt, że jutro znowu muszę wrócić do Poznania.
Tak naprawdę dzisiaj wpadłam tylko tak, żeby pomarudzić. A i tak cieszę się, że nie odezwałam się w czwartek, bo wtedy notka byłaby wyjątkowo gorzka.
No to miłego weekendu wszystkim życzę.