*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Temat spóźniony trochę, ale też się chciałam wypowiedzieć
A mówicie sobie co chcecie, ja tam Walentynki lubię i już
Nie przemawia do mnie ani trochę argument, że przecież jak się ludzie
kochają, to przez cały rok, a nie tylko w Dzień Zakochanych. A pewnie,
ale czy ktoś im broni się kochać także w ten dzień? Ja tu konfliktu
interesów nie widzę.
Też mi się kiedyś wydawało, że nie lubię tego dnia, chyba usiłowałam
sobie to po prostu wmówić, ale mi nie wyszło. Dopuściłam wreszcie do
głosu tę prawdziwą część mnie, która uważa, że jest to dzień jak każdy
inny, ale jednak pozwalający skupić się bardziej na tej romantycznej
stronie ludzkiej natury. Prawdę mówiąc, nawet kicz i komercja mi nie
przeszkadzają. A i te wszystkie czerwone serduszka i słodkie pluszaki mi
się podobają i jakoś tego dnia wydają się jakby mniej kiczowate
Jak
ktoś nie chce tego dnia obchodzić – musu nie ma (byle by się w parze
dogadać, bo jak jedno chce, a drugie nie, to może być problem), ale
sądzę, że jest to jednak fajna okazja do tego, żeby gdzieś razem wyjść,
żeby trochę się sobą nacieszyć, żeby powiedzieć sobie coś miłego i
skupić się na tej więzi, która jest między nami.
Dobra, codziennie
tak można, ale z ręką na sercu, ilu jest facetów, którzy faktycznie
ciągle obdarowują nas kwiatami, prezentami, słodkimi słówkami?
Oczywiście, że tacy są. I Frankowi też się spontany nie raz zdarzają.
Ale prawda jest taka, że na co dzień jesteśmy bardzo zabiegani i czasami
się o tym zwyczajnie nie pamięta, romantyzm i drobne gesty umykają
gdzieś pomiędzy ustaleniami co na obiad a rozmową o rachunkach. A to
jest taki dzień, który daje nam pretekst na celebrację tego, co jest
między nami, chociaż przez chwilę. Albo nawet na pokazaniu światu – tak,
my też jesteśmy razem
Wcale nie chodzi mi o ostentację, a raczej o taką chęć podzielenia się szczęściem i radością.
Uważam,
że gdyby tego dnia nie było, to nic byśmy nie stracili. Ale skoro już
jest, to dlaczego go nie obchodzić? Nie musi być wcale komercyjnie i
mdło, może być po prostu miło
14 lutego Franek pracował, więc ja spędziłam
popołudnie na aerobiku oraz z nosem w książce. Zostawiłam mu tylko na
stole drobny prezent i kilka słów na czerwonej kartce. Jak bardzo było
mi, gdy wczoraj wróciłam do domu, a Franek już na mnie czekał z obiadem.
Przytulił mnie ze słowami „cześć moja kochana spóźniona Walentynko”
oraz pomarańczową różą i czterema mambami
A w dodatku zaprosił mnie do kina.
Ani
on, ani ja nie należymy do romantyków a o uczuciach rozmawiamy bardzo
rzadko. Taki dzień jest więc dla nas pretekstem, żeby powiedzieć sobie
coś miłego, co być może powtarzamy sobie codziennie w myślach. Poza tym
oboje mieliśmy wczoraj sporo do zrobienia i normalnie znowu czas
uciekłby nam podczas codziennych obowiązków. Spóźnione Walentynki dały
nam pretekst, żeby trochę poprzestawiać priorytety na ten dzień i razem
wyjść. Ja tu widzę same pozytywy
Nikogo
nie zmuszam do obchodzenia tego święta. Tym bardziej nikogo nie
przekonuję do mojego zdania. Ale ja bardzo chętnie będę obchodzić Dzień
Zakochanych. A to, że jest raz w roku, moim zdaniem można zaliczyć na
poczet jego korzyści - w przeciwnym razie łatwiej byłoby przejść nad
nim do porządku dziennego, a tego bym nie chciała.
Jak zapewne zauważyłyście
już jest po sobocie. A obiecałam, że po sobocie wrócę do świata żywych
No i właśnie stopniowo staram się spełnić moją obietnicę
Mam za sobą bardzo fajny weekend. A właściwie całkiem zwyczajny, ale
ponieważ moje ostatnie trzy weekendy wyglądały zupełnie inaczej i
polegały głównie na czytaniu notatek, doceniłam normalność wczorajszego
dnia.
Jestem po zaliczeniu. Co prawda nie znam jeszcze wyników, ale i
tak cieszę się, że mam to już za sobą. Egzamin nie był najtrudniejszy,
aczkolwiek przyznać muszę, że bułka z masłem to też nie była. Niby to
był test wyboru, ale niektóre pytania były bardzo podchwytliwe i jestem
pewna, że nie wszystkie nasze odpowiedzi są poprawne. Piszę „nasze”, bo
to właściwie była praca zbiorowa
Tego się nie spodziewałam. Cały czas się konsultowaliśmy ze sobą, a
opiekun naszego studium patrzył się – to na sufit, to w okno, to w ekran
komputera. A czasami nawet na nas. Ale byliśmy cichutko,
porozumiewaliśmy się tylko szeptem
W każdym razie – ocen będzie pięć i jeżeli nawet nie zaliczę któregoś z
przedmiotów, to przynajmniej razem z połową grupy, bo mamy identyczne
odpowiedzi
Wieczorem umówiłam się z koleżanką, posiedziałyśmy trochę przy piwku.
I… straszne rzeczy normalnie, wypiłam dwa piwa i już mi się całkiem
konkretnie kręciło w głowie! Ojj, wyszłam z wprawy, zdecydowanie. Ale ma
to swoje dobre strony również – ekonomiczna jestem
W niedzielę natomiast poszłam z Frankiem do kościoła, później
ugotowałam obiad, wyprasowałam mu mundur (Frankowi, obiad munduru nie
potrzebuje:)) i wyprawiłam go do pracy (też Franka, chociaż z obiadem – w
brzuchu:P). I miałam czas dla siebie. Obłożyłam się książkami i
czytałam, czytałam, czytałam… A potem zasnęłam snem tak twardym, że nie
słyszałam nawet jak Franek przyszedł, jak się krzątał po domu i nad
ranem stwierdziłam z ogromnym zdziwieniem, że leży obok mnie.
Dzisiaj po pracy musiałam pozałatwiać kilka zaległych spraw. A przede
wszystkim… Obleciałam połowę bibliotek, do których jestem zapisana.
Wróciłam do domu z nowymi łupami
Żebyście Wy wiedziały, jak ja uwielbiam czytać! Czasami cały dzień
jestem w dobrym humorze tylko dlatego, że wiem, że popołudniu pogrążę
się w lekturze
I co poza tym? Jutro Franek ma wolne. Po cichu liczę na to, że może
odbijemy sobie jakoś dzisiejsze Walentynki. A w środę idziemy oboje do
pracy, a po południu jedziemy razem do Miasteczka. Franek ma urlop w
czwartek i piątek, więc też sobie wzięłam i spędzimy razem cztery dni
***
Właśnie dostałam maila, iż egzamin do przodu
Piątki z zarządzania jakością, zarządzania dystrybucją i transportu i
spedycji międzynarodowej. Czwórki z logistyki międzynarodowej i z prawa
transportowego
Laba!