*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

sobota, 16 kwietnia 2011

Byle do niedzieli.

Miała być dzisiaj wirtualna podróż po Maladze. Ale okazało się, że chyba ostatnio zostawiłam włączony aparat i nie zauważyłam, że bateria mi padła. Tak więc będzie temat zastępczy :)
Śniło mi się dzisiaj, że tańczyłam… W dodatku tango!  :) Z Frankiem. Sprawdziłam już w senniku, że może to oznaczać, że zrobię coś głupiego, ale nie będę tego żałować :D A poza tym taniec z kimś to zapowiedź pokoju w uczuciach, idealnej harmonii i głębokiego wzajemnego zrozumienia. W ogóle sen był trochę pokręcony, ale najbardziej podobał mi się mocny uścisk Franka. Fajnie się czułam w tym śnie, ale paradoksalnie, obudziłam się w fatalnym nastroju… Macie tak czasami? Że zupełnie bez powodu budzicie się rano i wiecie, że cała reszta będzie do kitu? Nie pomaga nawet słońce i wizja pierwszego wolnego weekendu od dłuższego czasu.. No ja tak dzisiaj właśnie miałam :/ Od rana wszystko mnie wkurzało (dobrze, że Franek pojechał do pracy, bo bez kłótni by się pewnie nie obyło) albo powodowało, że chciało mi się ryczeć.
Ostatecznie pojechałam do biblioteki na uniwerku, bo stwierdziłam, ze tam są same książki, więc chyba niewiele będzie mnie mogło naprawdę wkurzyć :D I przyznam, ze dobrze zrobiłam. Bo humor znacznie mi się poprawił – udało mi się ruszyć z pracą dyplomową :) Napisałam pierwsze dwie i pół strony :) Zważywszy na fakt, ze rozdział mógłby mieć nawet jedyne siedem stron, poszło mi całkiem nieźle :P Wyszłam więc stamtąd w dużo lepszym humorze. Tak więc pamiętajcie – jak zdarzy Wam się fatalny dzień, wybierzcie się do biblioteki Uniwersytetu Ekonomicznego :)
Ale tak poza tym sobota i tak jest dla mnie jakoś tak średnio udana. Dobrze więc, że się kończy, może jutro obudzę się w lepszym nastroju i niedziela zostanie odczarowana :) Zwłaszcza, że mam zamiar wybrać się jeszcze do biblioteki z samego rana. Niestety teraz w tygodniu nie bardzo mam kiedy pisać, pozostają więc weekendy…

Taaa, wygląda na to, ze wracam do blogowania na dobre, skoro już nawet takie nudne notki zaczynam znowu pisać :)

piątek, 15 kwietnia 2011

Kwieciście.

Dzisiaj krótki przerywnik kwiatowy :))
Uwielbiam kwiaty – i te doniczkowe i cięte, ale dziś skupię się na tych drugich. Być może lubię je nawet trochę bardziej, bo są zwykle taaakie kolorowe, a wiecie, ze ja szaleję za kolorami :) Kocham kwiaty dostawać. Bardziej podobają mi się nawet małe bukieciki, niż duże wiązanki, ale reguły nie ma :) Mogą być z przybraniem, mogą być bez.. Lubię dostawać róże od Franka, choć zdecydowanie wolę, gdy kupuje krótkie (swego czasu dostawałam od niego zawsze takie długaśne, ale delikatnie dałam mu do zrozumienia, że wolę takie małe, bo są jakieś takie zgrabniejsze :)) Najbardziej lubię storczyki (czy wiecie, że cięte storczyki w bukiecie utrzymywały mi się prawie dwa miesiące, kiedy dostałam taki bukiet od rodziców po obronie??) oraz frezje. Piknie wyglądają bukiety z margaretkami… Poza tym od zawsze uwielbiam konwalie, chociaż trochę straciłam do nich serce, kiedy dowiedziałam się, że ich liście są trujące.. :) A najpiękniej pachnie bez! Już się nie mogę doczekać, aż zacznie kwitnąć… Ale tak naprawdę zachwycę się wszystkimi kwiatami, tak jak ostatnio zachwyciłam się przepięknym bukietem, który podarował mi jeden z kierowników, kiedy odchodziłam z pracy:
 
Piękny. Nie mogłam się na niego napatrzeć. A chyba jeszcze bardziej nie mogłam się napatrzeć na ten oto bukiecik frezji:
 
Zabierałam go ze sobą na noc do sypialni, żeby móc na niego patrzeć przed zaśnięciem i po przebudzeniu i żeby czuć piękny zapach tych kwiatów :) Bukiecik ten dostałam od Franka najzupełniej bez okazji. Kiedy zwiędły mi tulipany, które dostałam z okazji Dnia Kobiet, marudziłam, ze nie będę teraz miała w domu kolorowych kwiatków. No to Franuś mi je zorganizował :) Wróciłam z pracy i czekał na mnie kolorowy bukiet z frezji. Co ciekawe, mówiłam Frankowi, ze bardzo lubię frezje, ale on o tym wcale nie pamiętał… A jednak trafił w samo sedno :))

I tylko jednego kwiatom ciętym wybaczyć nie mogę – że więdną :(