*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Gdybym miała przeżywać jakiś dzień w nieskończoność i gdybym miała wybór… Jaki byłby to dzień?
Zdumiewająco
szybko przyszła mi do głowy odpowiedź na to pytanie – byłby to dzień
naszych zaręczyn. I wcale nie dlatego, że spełniło się moje marzenie -
zupełnie nie miałam takich odczuć. Ani nawet nie dlatego, że to był
najpiękniejszy dzień w moim życiu – wiele takich pięknych dni już
przeżyłam. Właściwie nie potrafię chyba powiedzieć, dlaczego właśnie ten
dzień – może po prostu był idealny?
Przy czym zaznaczam, że wcale nie chodzi o nieskazitelność – przecież
nie było słodko od rana, nie wstaliśmy we wspaniałych humorach. Mało
brakowało, a nigdzie byśmy nie pojechali, po drodze się posprzeczaliśmy
(o totalną drobnostkę, ale my chyba lubimy po prostu się trochę
poprztykać), pogoda była beznadziejna przez pół dnia. A jednak pamiętam
jak się czułam, gdy już dojechaliśmy na miejsce. Beztroska, radość,
szczęście po prostu. A może już coś przeczuwałam? Jeśli tak, to nawet
fragment moich przeczuć nie przedostał się do mojej świadomości
Było ciepło, przyjemnie. Było tak… zwyczajnie
A potem ta plaża – czułam się wolna. Miałam poczucie, że możemy
wszystko, choć poprzestaliśmy na tym, że grzecznie usiedliśmy na kocyku i
popijaliśmy winko (to już nie tak grzeczne :)) Jeszcze zanim usłyszałam
wiadome pytanie, miałam poczucie, że chcę zatrzymać tę chwilę.
Wszystko, co wydarzyło się później, uczyniło ją tylko jeszcze
piękniejszą i jeszcze bardziej wartą zapamiętania. Nie chciałam schodzić
z plaży. Marzy mi się spędzenie którejś z czerwcowych nocy w
Petersburgu. No właśnie, to była taka namiastka białej nocy… Dookoła się
ściemniało, zegar wskazywał coraz późniejszą godzinę, a na północy cały
czas było jasno. Pięknie. Mogłabym tam spędzić całą noc. Ale musiałam
ulec Frankowi, który zdecydowanie twierdził, że nie jest to
najbezpieczniejszy pomysł. Ruszyliśmy więc w stronę miasta, a mnie
kręciło się w głowie – nie tylko ze względu na wypite wino. Zaczęło
docierać do mnie, co się wydarzyło. Zboczyliśmy jeszcze do knajpki na
piwo i trafiliśmy na dancing. Muzyka była doskonałym tłem do naszej
rozmowy o ilości gości na naszym weselu
Niestety nic nie trwa wiecznie i musieliśmy wracać. Nie chciałam. A
przede wszystkim – nie chciałam, żeby czas płynął dalej. Tuż przed
wejściem do naszego domku patrzyłam w czyste niebo pełne gwiazd i
myślałam o tym, że chcę zatrzymać ten czas.
Jak wiadomo – żaden dzień się nie powtórzy i nie ma dwóch tych samych nocy. Ale można przynajmniej jeden dzień dwa razy opisać
Notkę sponsoruje książka „Siedem razy dziś” autorstwa Lauren Oliver
Ps. I tak mi przyszło do głowy, w trakcie pisania – ta piosenka chyba byłaby bardzo adekwatna.
Już dawno ten temat chodził mi po głowie, więc zabawa, do której zostałam nominowana przez kilka z Was jest mi całkiem na rękę
Z tym, że chciałam na ten temat napisać coś więcej, nie będę się ograniczać do wymienienia pięciu ulubionych tytułów
Wiem, że dla niektórych oglądanie seriali to zwyczajnie obciach
Ja natomiast myślę, że wszystko jest dla ludzi i przyznaję się do
tego, że seriale oglądam. Nie wszystkie i nie zawsze, ale w zasadzie
mogłabym powiedzieć, że w jakiś sposób jest to jedna z moich ulubionych
form spędzania wolnego czasu. Przy czym nie polega to na tym, że siadam
przed ekranem i oglądam wszystko, jak leci, a po prostu seriale umilają
mi czas przy sprzątaniu, gotowaniu, prasowaniu… Łączę w ten sposób
przyjemne z pożytecznym. Poza tym, oglądam często seriale amerykańskie w
oryginale, dzięki czemu cały czas ćwiczę umiejętność słuchania ze
zrozumieniem w języku obcym.
Kiedyś
zdecydowanie byłam serialową maniaczką – oglądałam prawie wszystkie
polskie seriale do Klanu po W-11:) Potem poszłam na studia i razem ze
współlokatorkami ograniczyłyśmy się do M jak miłość. Czekałyśmy jak na
zbawienie na godzinę 20:00, bo oznaczała ona dla nas chwilę wytchnienia
od nauki spędzoną wraz z rodziną Mostowiaków
Gdy wyjechałam do Hiszpanii nie miałam dostępu do polskiej telewizji
(to nie były jeszcze czasy, gdy wszystko było w internecie) więc abym
nie straciła wątku, Franek przysyłał mi „Świat seriali”
Ale z czasem mi przeszło i po powrocie nie oglądałam już właściwie
nic, poza Gotowymi na wszystko. Potem wciągnęłam się w Na wspólnej.
Nie
sądzę, żeby fakt, iż lubie oglądać seriale był dla mnie powodem do
wstydu. Oczywiście, seriale są na różnym poziomie, niektóre są banalne i
naiwne, inne zbyt ubarwione albo naciągane. Właściwie nie potrafiłabym
odpowiedzieć na pytanie po co i dlaczego je oglądam :) Czasami zmuszają
mnie do myślenia, innym razem wzruszają albo trochę przerażają.
Dostarczają rozrywki. Pomagają się „odmóżdżyć”, zabić czas
Tyle. Nie szkoda mi czasu na oglądanie seriali, bo nie odbywa się to
kosztem niczego. Dzięki internetowi oglądam tylko wtedy, kiedy mam czas i
ochotę – nie jestem uzależniona w żaden sposób – nie kończę spotkania z
koleżanką, bo za pięć minut mój serial
Bywa, że nie oglądam przez miesiąc niczego, żeby potem przez któryś weekend nadrabiać zaległości
Moje ulubione seriale to:
1. DESPERATE HOUSEWIVES (Gotowe na wszystko) – mój absolutny hit! Uwielbiam je i nawet Franek się wciągnął!
Byłam załamana, kiedy Polsat przestał emitować kolejne serie, ale wtedy odkryłam możliwości, jakie daje internet
Oglądam namiętnie już ósmy sezon i zakochana jestem w akcencie Mary Alice Young
2. NA WSPÓLNEJ – jedyny serial, który oglądam w telewizji w miarę na bieżąco
Krótki i treściwy. Fajne jest to, że często oglądamy go z Frankiem i
komentujemy. Jakoś tak nie znudził mi się, mimo, że leci już tyle lat, a
ilość nieszczęść przypadająca na poszczególnych bohaterów jeszcze mnie
nie powaliła.Naszą ulubioną rodziną są Zimińscy, a Marysia i Włodek
Ziębowie to niemal małżeński wzór do naśladowania
I teraz
zaczynają się schody. Bo o ile pierwsze dwa seriale mogę bez
zastanowienia uznać jako te ulubione, to z resztą różnie bywa. Miewam na
nie „fazy”
Poza tym seriale pojawiają się i znikają z ramówki. Swego czasu
zachwycałam się serialem „Teraz albo nigdy”, ale każda kolejna seria
zaczynała mnie irytować – zbyt łatwo wszystko przychodziło bohaterom.
Mieli po dwadzieścia parę lat, dom, dwa samochody i kupę wolnego czasu
Namiętnie oglądałam „Falę zbrodni” – dość okrutny serial i czasami
mnie dołował, zwłaszcza ostatnie serie. Lubiłam też „BrzydUlę” – ale
oglądałam od połowy. „Szpilki na Giewoncie” oglądałam z miłości i
sentymentu do Tatr
Był jeszcze „Klub Szalonych Dziewic”, który prowokował mnie do
przemyśleń i nawet chciałam notki pisać na temat obrazu współczesnej
kobiety – być może kiedyś do tego pomyslu wrócę
Na chwilę obecną, oprócz dwóch seriali wymienionych powyżej oglądam dość regularnie:
3. 90210
– niby kontynuacja Beverly Hills 90210. Oglądam, bo mnie ciekawi, ale
jednocześnie niesamowicie irytuje. Pokazuje zupełnie inne życie, innych
ludzi, którym niczego nie mogłabym zazdrościć
Przyjaźń, miłość, rodzina – niby wszystko jest tam wartością, ale na
krótko. No i oczywiście obraz związku, typowy dla amerykańskich seriali –
krótko mówiąc: każdy z każdym
4. NA
DOBRE I NA ZŁE – wróciłam do tego serialu po latach, głównie dlatego, że
w piątkowy wieczór, kiedy nie wychodziłam, nic ciekawszego nie leciało w
telewizji
„Personel” serialu w zasadzie całkowicie się zmienił, idea serialu
chyba również – bo kiedyś każdy odcinek opowiadał inną historię,
perypetie bohaterów były na drugim planie, później proporcje się
odwróciły.
5. JULIA – świeżynka w serialowym świecie
Nie oglądałam Majki ani Prosto w serce. Nie planowałam oglądać też
Julii, ale rzuciłam okiem na pierwszy, potem drugi odcinek i polubiłam
klimat i aktorów tego serialu. Jest taki kolorowy, pozytywny. Podoba mi
się kreacja Żmudy-Trzebiatowskiej, za którą nie przepadam, bo zawsze
była przesłodzona. Bardzo polubiłam Julię Rosnowską – a to już w ogóle
ewenement, bo ciężko mi się przekonać do młodych, nieznanych aktorek
I kocham Maćka!
Na koniec dodam jeszcze, że wychowałam się na Dynastii
A później z siostrą oglądałyśmy na okrągło nagrane odcinki serialu
True Blue (Zawód policjant) – znałyśmy całe odcinki na pamięć!
A Ocean’s Girl (Dziewczyna z oceanu).. ach…. to już cała historia, w
nikim nigdy się tak nie kochałam jak w Jasonie – do dziś mam jego numer
telefonu w komórce (zmyślony rzecz jasna)!
Nie będę pokazywać palcem, kogo nominuję do zabawy
Kto chce – zapraszam, niech wymieni swoje ulubione seriale