*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 1 maja 2008

Kto jest Twoim przyjacielem?

Dostałam maila od koleżanki, która jest w Hiszpanii. Dość długo nie miałyśmy ze sobą kontaktu. Nie pisała do mnie, ja tylko raz coś tam na gg do niej napisałam, i chociaż nosiłam się z zamiarem wysłania maila, jakoś nie doszło to do skutku.I po tej dłuższej chwili bez kontaktu, dostałam od niej krótkiego maila. Napisała, że jest jej źle, że zerwał z nią chłopak, że strasznie tęskni za domem…
Ucieszył mnie ten mail. Broń Boże nie dlatego, ze jest jej źle! Po prostu ucieszyło mnie, że nie odzywała się tyle czasu, ale kiedy jest smutna, kiedy coś złego dzieje się w jej życiu postanowiła napisać do mnie. Ktoś może miałby za złe, że jak było dobrze, to nie pamiętała, że ma koleżankę, a jak tylko coś się posypało, od razu gorzkie żale…

Ale to nie jest tak. Dla mnie jest ważne właśnie to, że w chwili kiedy jest jej źle, pisze właśnie do mnie. Kiedy mi jest smutno rozpaczliwie szukam kontaktu u drugiego człowieka. Żeby tylko się wygadać, wypłakać. Wiem, że ta osoba niewiele mi pomoże, ale jest jakoś lżej od razu.

To powiedzenie, że „jak trwoga to do Boga”… Czy nie ma tu analogii? Kiedy jest nam dobrze, nie zwracamy sie w modlitwie do Boga, często o Nim nie pamiętamy. Podobnie jest z niektórymi…. przyjaciółmi? Brakuje mi słowa.. Osobiście nie lubię słowa przyjaciel, ale niech już tak będzie. Są ludzie, o których przypominamy sobie wtedy, kiedy jest źle.

Ja tak wolę. Nie jest sztuką być przy kimś, kiedy jest kolorowo. Do zabawy zawsze się znajdzie wiele osób. Ja jednak uważam, że „nie ten kto z Tobą tańczy, nie ten kto z Tobą się śmieje, lecz ten kto z Tobą płacze jest Twoim przyjacielem.” I to działa w obie strony.

środa, 23 kwietnia 2008

Od czegoś trzeba zacząć :)

No tak... Od czegoś trzeba zacząć. Szata graficzna jeszcze nie taka,jaką bym sobie życzyła, coś mi jeszcze nie gra, no ale może z czasem poprawi się to i owo... Długo już piszę tradycyjny pamiętnik - 15 lat będzie nie długo, więc może czas się unowocześnić ;) Co mi z tego wyjdzie - zobaczymy.

Ogólnie dzień całkiem milusi, szefa dzisiaj w pracy nie było, wyjechał na jakąś konferencję, więc jak to się mówi.... myszy harcują :P Cały dzień cała ekipa przesiadywała u nas w biurze, to kawka, to gadu-gadu i takie tam. Kierownicy się nawet w służbowy strój nie przebrali. A A. zrobiła sobie nawet wagary - jak wyszła na pocztę to już nie wróciła :) Zadzwoniła tylko, żeby powiedzieć, że jest taka suuper pogoda.... (w biurze okna brak) i podziękowała, że ją kryję.

Po pracy spotkałam się z koleżanką. I przegadałyśmy 4 godziny. I kiedy tak gadałyśmy zadzwonił F. Powiedział, że już wraca z pracy (a był tam dopiero od godziny), bo chory jest. Kiedy sama już wracałam do domu, zadzwoniłam, żeby zapytać gdzie jest, okazało się, że w autobusie - dojeżdża do osiedla. Ja już byłam obok przystanku, na którym miałby wysiadać, więc zapytałam czy mam poczekać - nie miałam czekać.
Ale sobie pomyślałam - no poczekam jednak, zrobię mu niespodziankę, coś od rana jakiś humor miał niefajny, więc może go pocieszę i takie tam. Podchodzę do przystanku a tu kolega F. - Marcin. Przywitałam się, pogadaliśmy chwilkę i co się okazało? Otóż F. zadzwonił do Marcina, że wraca z pracy i żeby ten poczekał na niego na przystanku. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że w takim razie to ja idę, bo ja się nie umawiałam, że będę czekać. I spokojniutko odeszłam, chociaż w środku aż się gotowałam ze złości. No co za cholera z niego - to nie mógł mi normalnie po ludzku powiedzieć, żebym nie czekała, bo się z kolegą umówił?? I w ogóle przecież podobno chory jest no to jak to? Trzy razy po telefon sięgałam, żeby coś do niego napisać, ale w końcu się powstrzymałam, bo i tak wiedziałam, że Marcin mu powie, że czekałam. No i nie minęło 20 minut i znowu telefon od F. Zadzwonił chyba po to, żebym go ochrzaniła. Ale ja się nie odzywałam słowem na ten temat, więc sam się zaczął tłumaczyć i już na wszelki wypadek był obrażony. Potem zadzwoniłam jeszcze raz, żeby mu przypomnieć, że przecież jest przeziębiony, i przecież z tego powodu się zwolnił z pracy i niech nie sterczy za długo z kolegami na osiedlu z piwem w łapie. Na to on mi odpowiedział, że idzie zaraz do domu, a że dzisiaj jest mecz to przychodzi do niego Marcin. I Adrian. I Arek.
No to ja już wiem skąd mu się nagle ten kaszel wziął dzisiaj... A niech się tam "kuruje" na tym meczu. Niech się nim koledzy zaopiekują.. Proszę bardzo.
Grrr. Tyle facetów na świecie, a ja akurat sobie musiałam takiego stereotypowego złowić? Co to dla niego piwko, meczyk i koledzy najważniejsi??