Miała
być taka ładna notka o tym jak było nad jeziorem. Miała powstać w
czwartek. W czwartek miałam wrócić z pracy o piętnastej, zrobić sobie
fasolkę szparagową na obiad, a potem spędzić czas na blogowaniu,
czytaniu książek i ewentualnym sprzątaniu. Ale moje plany legły w
gruzach w momencie kiedy do akcji wkroczył tak zwany „spontan”
Zaczęło się od tego, że w środę w nocy spontanicznie podjęłam decyzję o
tym, że pojadę do domu na weekend, bo nie chce mi się samej w Poznaniu
siedzieć. Postanowiłam, że w czwartek się spakuję i w piątek zaraz po
pracy pojadę i będę przed 19 w domu. A w czwartek rano obudziłam się i
ze zdziwieniem stwierdziłam, że dostałam smsa. Zdenerwowałam się trochę,
bo smsy w nocy dostaję tylko od Franka, a on spał spokojnie obok, więc
już myślałam, że coś się stało. A tu okazało się, że mój kolega, z
którym poznałam się w Hiszpanii, a który na co dzień mieszka w Krakowie
wybiera się na Woodstock i będzie przejeżdżał przez Poznań. Pytał, czy
możemy się spotkać. Oczywiście mogliśmy, więc już musiałam zmodyfikować
swoje plany. Umówiliśmy się na 15 na małe piwko. Myślałam sobie, że tak
godzinka dwie i wrócę do domu. Ale bardzo się myliłam. Otóż stało się
tak, że jak zaczęliśmy od tego małego piwka o 15, skończyliśmy o 22.30. I
nawet nie wiem ile wypiłam, bo po czwartym dużym przestałam liczyć.
Dołączyli do nas jeszcze jacyś inni znajomi Krzyśka a potem jeszcze
Franek. Siedzieliśmy w pubie i tak nam zszedł cały dzień. Czułam się jak
w liceum, bo wtedy były czasy, kiedy zaczynało się pić w południe, żeby
o dwudziestej już wytrzeźwieć
Dojechałam do domu około 23. Byłam ledwo żywa. Film mi się co prawda
nie urwał, ale gdyby nie Franek, który mnie wykąpał i przebrał w piżamę
to bym chyba gdzieś na wyrku niepościelonym zaległa. Tak więc z notki
wyszły nici, bo oczywiście nie byłam w stanie włączyć kompa a co dopiero
cokolwiek napisać. Na drugi dzień obudziłam się o ósmej i zgadnijcie
jak się czułam
Franek musiał mnie do pracy odwieźć, bo poziom alkoholu w mojej krwi
nie pozwalał mi nadal na prowadzenie samochodu. Przeważnie w piątki
udało mi się sklecić jakąś notkę w pracy, ale nie tym razem. Kac
spowalniał wszystkie moje działania
A jeszcze na dodatek jak to bywa zawsze pierwszego dnia miesiąca –
miałam mnóstwo roboty. Skończyłam później, musiałam czekać aż Franek po
mnie przyjedzie, musiałam się spakować i tak dalej. Wyjechałam więc
dopiero o siedemnastej, stałam w korkach i dojechałam do domu dwie
godziny później niż planowałam. Tak to jest jak się za dużo pije
Ale nie powiem, takie odmóżdżenie się bardzo przydaje czasami. Wieczór spędziłam bardzo przyjemnie.
W
weekend też kilka razy się zabierałam, żeby usiąść do kompa i coś tam
napisać, ale za dużo się dookoła mnie działo i ciągle coś nowego sobie
wynajdowałam do roboty. I tym sposobem weekend się skończył. I również
tym sposobem jestem dzisiaj w pracy i zaczynam kolejny tydzień. Na razie
nastrój dopisuje i oby tak zostało Mój blog i moje kredki. Margolka bez koloryzowania :)
*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
poniedziałek, 4 sierpnia 2008
wtorek, 29 lipca 2008
Pogoda dla bogaczy i wagary.
Co
ta kumulacja robi z ludźmi? Przechodziłam dzisiaj koło kolektury a tam
kolejka aż na ulicę. Tak jakby kumulacja zwiększała prawdopodobieństwo
wygranej:) Dlaczego tyle osób, które normalnie nie grają w totka
wysyłają zakład? Bo więcej kasy? Dla mnie wygrać trzy miliony to to samo
co wygrać trzydzieści
To są tak abstrakcyjne sumy, że nie mieszczą się w moim łebku. Ale
Franuś oczywiście zadzwonił do mnie dziś, że musimy wysłać nasze liczby.
Puknęłam się w czoło. I wysłaliśmy
Ale mnie tam wystarczyłoby wygrać jakieś trzysta tysięcy, żeby mieszkanko jakieś kupić. Albo stówę chociaż.
A
tak serio– wiadomo, że bez pieniędzy żyć się nie da. Ale ja uważam, że
jak jest za dużo,to też niedobrze. Znam parę osób, które mają dużo. I
nie chciałabym się z nimi zamienić. Mnie się marzy, żeby mieć tyle,
żebym nie musiała się martwić za bardzo na co dzień. Żeby starczało mi
na jedzenie, ubrania i drobne przyjemności. Jeśli będę miała samochód,
mieszkanie i będę w stanie zaoszczędzić sobie przez rok trochę pieniędzy
na coś ekstra, będę szczęśliwa. Pierwsze już mam
Nie jest źle. U mnie w domu pieniędzy nie brakowało, ale też nie
zbywało.Jestem przyzwyczajona, że jest w sam raz. Więcej nie potrzebuję
Więc chyba dobrze, że nie wygraliśmy
A tymczasem przydałoby się oszczędzać na to „coś ekstra”
Ale nie jutro, bo jutro robię sobie wagary. A tak. W tamtym tygodniu
Ania była na urlopie, w tym czasie ja musiałam przychodzić wcześniej do
pracy i robić raport. W poniedziałek i piątek,kiedy jestem u R., też –
po prostu musiałam jechać do centrum, zrobić co trzeba a potem jechać do
R. za miasto. Wczoraj Ania miała już być, ale w sobotę zadzwoniła, że
jest taka ładna pogoda, że prosi i że się odwdzięczy
I pojechałam jeszcze wczoraj zrobić ten raport. Z całego weekendu. Z
trzech punktów. Dziewięć raportów. I dlatego jutro mam wolne
Jedziemy sobie z Franusiem nad jezioro. Ale się cieszę, bo tak w
weekend narzekałam na Franka,że w pracy jest i nie pojedziemy nigdzie. A
tu się tak ładnie złożyło. Tak więc jutro nie zarabiam. Jutro się
obijam. Najwyżej zagramy w totka jutro
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)