*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Z
czasem niestety nadal niedobrze. Z niecierpliwością czekam na weekendy,
bo następny zjazd mam dopiero w połowie listopada, więc pozostałe
weekendy teoretycznie mogłabym poświęcić na przykład na przygotowanie
prezentacji. Teoretycznie. Bo w ten weekend bardzo możliwe, że odwiedzi
mnie kuzynka. W przyszły wiadomo – Wszystkich Świętych. Ale jest jeszcze
nadzieja w długim weekendzie około 11 listopada
Może dam radę.
Przed
nami kolejne wesela. W sierpniu przyszłego roku żeni się Franka brat. I
właśnie dziś jechali rezerwować salę. Byłam dzisiaj u Franka na
obiedzie a tam zażarta dyskusja rodzinna na tematy ściśle weselne… Ehhh,
chyba zazdroszczę trochę, ale ciiiii
W każdym razie jak brat z narzeczoną, rodzicami i kuzynką, która ma
robić za dekoratorkę pojechali spisywać umowę, mieliśmy trochę czasu dla
siebie. Milutko spędziliśmy ten czas, ale oczywiście szybko nam
zleciał. Tym bardziej, że tak naprawdę przez dłuższy czas ja siedziałam i
się uczyłam, a Franek po prostu sobie leżał. Ale muszę przyznać, że po
tej rozmowie ulżyło mi i jakby zniknęła jakaś bariera niewidzialna
między nami. Niestety musiałam potem wrócić do siebie, a Franuś nie
bardzo mógł pójść ze mną. To chyba głupio zabrzmi, ale już się za nim
stęskniłam
Wczoraj się nie udało. Nie było nikogo, kto mógłby
przyjść wcześniej i zastąpić Franka w pracy. Widzieliśmy się, ale tylko
przez jakieś pół godziny i nie było okazji do rozmowy, bo przyszedł do
mnie a przy Dorocie taka rozmowa to nie bardzo
Ale już widziałam, że chyba wszystko na dobrej drodze, bo się znowu miły zrobił
Dzisiaj przyjechał po mnie do pracy i poszliśmy razem na obiad. Nie
wykręcał się od rozmowy. Nawet sam zaczął. A właściwie nie zaczął, tylko
powiedział „No to słucham”
No to powiedziałam mu co mi na sercu leży. Chociaż może nie wszystko, bo połowę rzeczy to już zapomniałam
W każdym razie zapytałam, czy jego zdaniem wszystko między nami jest
ostatnio w porządku, ale potwierdził, że nie. I powiedział, że wie, że
to jego wina, bo zaniedbywał mnie ostatnio. W ogóle wziął wszystko na
siebie. Co niekoniecznie jest zgodne z rzeczywistością, bo przecież jak
coś się psuje, to przeważnie dwie strony maczają w tym palce. No ale
upierał się, że to wszystko jego wina. Dopiero potem, jak go cały czas
naciskałam, żeby powiedział, co jemu przeszkadza, stwierdził, że zbyt
nerwowa jestem. I że jak ja coś do niego powiem ostrzejszym tonem, to on
mi tak odpowiada no i kłótnia gotowa. No ja się zgadzam, że czasem zbyt
szybko tracę cierpliwość, ale ja czasami nawet tego nie dostrzegam, że
zamiast spokojnie odpowiedzieć, krzyczę… Trudno tak zrelacjonować całą
rozmowę. Stanęło na tym, że Franek powiedział, że ma zamiar wiele
zmienić w najbliższym czasie (bo czepiłam się również tego, że jak o coś
go poproszę, to prośba musi najpierw nabrać mocy urzędowej zanim on
kiwnie palcem). I w ogóle ma być lepiej… I że chce być ze mną i mu
zależy. Nie omieszkałam oczywiście wspomnieć o tym, że czuję się
niedopieszczona i niedogłaskana, a on nie omieszkał mi przypomnieć, że w
niedzielę chciał mnie przytulić, ale ja siedziałam przed komputerem.
Ale to się nie liczyło, bo byłam na niego zła
Nie ma podlizywania hehe
A tak serio, to poskarżyłam mu się, że nie jest taki czuły i przymilny
jak kiedyś. A on mi na to, że ja też nie. No dobra wiem
Ale ja to już taka jestem. Przytulana to bym chciała być, gorzej w
drugą stronę. No tu muszę przyznać, że mi trochę ciężko okazywać
uczucia. Ani nie mówię co czuję, ani się za bardzo pierwsza nie
przymilam. Ale za to od niego wymagam, żeby to robił… Jakoś mi nie
przyszło do głowy, że on też może to odbierać w taki sposób. No dobra
może kiedyś mi przemknęło przez głowę… No to trzeba by się w tej
kwestii poprawić. Bo to trochę niedobrze jak oboje jesteśmy tacy.. No
nie wiem jacy
Kurczę tylko jak to zrobić?? Czy w ogóle jesteśmy w stanie się zmienić pod tym względem?? Chyba czas pokaże.
Podsumowując,
nie jest źle. A nawet dobrze jest. Z tym widywaniem się nadal może być
problem, bo żadne z nas pracy przecież nie rzuci, i tak się będziemy
mijać… Ale przecież jak mieszkałam w Hiszpanii to się w ogóle nie
widzieliśmy i jakoś daliśmy radę, więc to chyba nie jest podstawą… Grunt
to uczucia. A w tym temacie chyba doszliśmy do porozumienia.
Dobra
kładę się spać, bo jutro Dorota ma jakieś praktyki pod Poznaniem od
siódmej i robi pobudkę o nieziemskiej porze. Muszę się przespać z tymi
wszystkimi postanowieniami i pójść po rozum do głowy jak to wszystko
ułożyć, żeby było dobrze. A poza tym, to od jutra muszę się znowu wziąć
za naukę, bo ostatnie dwa dni totalnie przebimbałam
Pozdrawiam wszystkich.