*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 22 stycznia 2009

"I w ogóle i w szczególe, jesteś dziadku dzisiaj królem!"

Niestety nie mam już babci. Obie zmarły na raka. Jedna w 1993 druga w 2003 roku. Często sobie myślę, że nie dożyły wielu ważnych momentów w moim życiu. I bardzo mi tego żal. Ale nic niestety na to nie mogę poradzić. Za to pojechałam wczoraj z Frankiem do jego babci. Bardzo miło spędziliśmy wieczór – grając w trójkę w tysiąca :) Lubię takie chwile :) 
 
Natomiast dziś chciałabym życzyć wszystkiego najlepszego mojemu dziadziowi. Zawsze miałam tylko jednego, bo dziadka od strony taty nigdy nie poznałam – zmarł jak mój tata miał 12 lat. Za to z tym drugim się wychowałam. Najpierw mieszkaliśmy wszyscy razem – ja z siostrą i rodzicami, babcia z dziadkiem i wujek. Potem nasza czwórka się wyprowadziła do miasteczka oddalonego o 10 km, a potem zmarła babcia. Ale z dziadziem i wujkiem widujemy się bardzo często, a od czasu jak mieszkam w Poznaniu – tak często jak się tylko da. Są mi tak samo bliscy jak rodzice.
Dziadziu zawsze robił wszystko, żebyśmy z siostrą miały wszystko, czego tylko zapragniemy. Naprawdę nas rozpieszczał, chociaż z głową ;) Najbardziej pamiętam jak w każdy piątek po południu zabierał nas do sklepu i kupował wszystkie słodycze jakie sobie zażyczyłyśmy :) Zawsze o nas pamiętał. I strasznie był z nas dumny. Zawsze się chwalił nami przed wszystkimi znajomymi – co wprawiało nas niejednokrotnie w ogromne zakłopotanie. I tak jest do dzisiaj. Co prawda słodyczy nam już tyle nie kupuje, ale reszta się zgadza :) Kiedy chodziłam do liceum, mieszkałam właśnie razem z dziadziem i wujkiem. Miałam wtedy 16, 17 lat – czyli przechodziłam ten najgłupszy okres. Niezłe awantury im urządzałam… Chyba nawet moi rodzice mniej ze mną przeszli niż oni :) Z wujkiem kłóciłam się o komputer, z dziadziem o telewizor. No i o wyjścia i późne powroty. I pamiętam, że przy jednej takiej kłótni zawołałam do dziadzia: „Całe szczęście po maturze się wyprowadzam! Za rok będę już na studiach i zobaczysz, jeszcze będziesz żałował, że mnie tu nie ma i będziesz chciał, żebym przyszła!” A dziadziu na to: „Oczywiście, że będę chciał, zawsze się będę cieszył jak będziesz przychodzić”. A ja wtedy nie wiedziałam co powiedzieć… I się zamknęłam.
Ależ głupia byłam… Teraz nie wiem kto się bardziej cieszy on, czy ja…
Dziadziu ma 72 lata (jak on to mówi „50 plus vat”) i mam nadzieję, że będzie żył jak najdłużej. I z okazji tego dzisiejszego święta życzę tego mu, razem ze zdrowiem, życzę przede wszystkim!!!

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Dziś strzeżcie się depresji!

Dzisiaj trzeci poniedziałek stycznia. Czyli najbardziej depresyjny dzień w roku. Podobno potwierdzone naukowo (
http://www.tvn24.pl/-1,1582113,0,1,dzis-jest-najgorszy-dzien-w-roku,wiadomosc.html
) zeszłym roku mi się sprawdziło. To znaczy pamiętam, że miałam niesamowitego doła bez konkretnej przyczyny, coś tam się z Frankiem chyba posprzeczałam, ale to nie tylko o to chodziło. Ogólnie dzień był beznadziejny. A na drugi dzień się dowiedziałam, że to był ten najgorszy dzień w roku:) A poza tym po utargach jakie zrobiły nasze restauracje w zeszłym roku w ten właśnie dzień też widać, że chyba większość ludzi miała doła :) 21.01.2008 mieliśmy najgorsze utargi w ciągu całego roku:) Więc strzeżcie się dzisiaj.
I niech się strzeże ten, kto mi dzisiaj humor popsuje! Bo tak jak w zeszłym roku byłam zła i smutna od samego rana bez konkretnego powodu, dzisiaj obudziłam się w świetnym humorze. Nareszcie się wyspałam, pierwszy raz od tygodnia! Trochę nie mogłam zasnąć przez kaszel, ale w końcu się udało i całą noc spałam jak zabita. Śniło mi się lato i ogólnie sen był w nastroju bardzo pozytywnym. Jechałam sobie do pracy, żadnych korków, żadnych idiotów na drodze… Słoneczko przyświecało… Cholera, tylko okna nie mam w biurze i teraz nic mi po tym słoneczku. W każdym razie czuję się świetnie. Choroba powoli odchodzi w niepamięć, gardło wczoraj jeszcze bolało a dzisiaj już tylko lekko przy przełykaniu. Kolokwia poszły mi, można powiedzieć, śpiewająco. Na jednym żadnego błędu, drugie co prawda niesprawdzone, ale zaliczyłam na pewno, jeśli miałam jakiś błąd to drobny. Przez najbliższe dwa tygodnie mogę znowu się stopniowo przygotowywać do nowego zjazdu. Zacznę od dziś z pozytywną energią. A poza tym mam w planie dziś jakąś książkę i kino. No i czy nie zapowiada się piękny dzień ? :)