*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Zawsze
w poniedziałki i piątki miałam okazję do Was zajrzeć kiedy siedziałam w
pracy. Ale od piątku nie mamy internetu, więc niestety nie mogłam tego
zrobić. A cały weekend nie było mnie w domu. Ale zauważyłam, że chyba Wy
również padłyście ofiarą uciekającego czasu, co? Od jakiegoś czasu
zauważyłam, że rzadziej piszecie u siebie. Wiem, że w przypadku wielu z
Was jest to wina sesji, którą akurat macie, część z Was
żyła przygotowaniami do studniówki i tak dalej. Ale może winna jest też
ta zima, co?Bo w moim przypadku chyba tak jest. Dni jednak są krótsze,
człowiek ma mniej energii i nic mu się nie chce. Jeszcze w totalną apatię
nie popadłam, ale jak pomyślę, że jeszcze dwa miesiące zimna (nie
oszukujmy się w marcu wiosna rzadko kiedy przychodzi) to mi się robi…
zimno
W każdym razie, pomimo tej niekorzystnej aury ja weekend spędziłam bardzo owocnie i miło
Zaczęło się w piątek, kiedy wybrałam się do kina. Kiedy szłam co chwilę
dzwonił do mnie ktoś z mojej grupy, żeby zapytać o jakieś zadanie
domowe. Cóż to była za cudowna świadomość, że oni dopiero do tego
zasiadają a ja już mam zrobione i właśnie idę się relaksować do kina
Byłam na filmie „Droga do szczęścia” Poszłam z kuzynką Franka, bo to
film raczej nie dla facetów. A przynajmniej nie dla naszych
Zanudziliby się. A nam się bardzo podobał. Co prawda smutny jest, ale jednocześnie daje do myślenia.
W sobotę
i niedzielę miałam zajęcia. Esej będę miała oceniony dopiero
następnym razem, ale jeśli chodzi o test z translacji sprzed dwóch
tygodni – chyba mocno trzymałyście kciuki, bo napisałam na 95%
Po zajęciach zajmowałam się głównie relaksem
I jak to zwykle bywa, ani się obejrzałam i znów poniedziałek.Następne
dwa tygodnie przypuszczalnie upłyną mi na przygotowywaniu
kolejnej prezentacji, ostatniej już na moich studiach. Muszę się
postarać. Ale jak narazie nie mogę się doczekać weekendu – jadę do
rodziców, ale tym razem jedzie ze mną Franuś, więc będzie raźniej podczas
drogi. Chyba, że się jak zwykle pokłócimy o to, kto ma prowadzić a jako,
że samochód, jakby nie było, należy do mnie, skończy się na tym, że
wysadzę go gdzieś na autostradzie
Mój wcześniejszy post powstał w akcie desperacji
Naprawdę wariowałam już. Męczyłam się nad tym esejem od zeszłego
tygodnia! Codziennie pisałam po trochę. Bo to nie taki zwykły esej na
jakiś konkretny temat. To ma być praca badawcza. Idiotyczna praca
badawcza. Facet kazał nam łazić ostatnio po klasie i zadawać innym
pytania typu „kiedy byłeś najszczęśliwszy?, co cię dołuje?”. Ludzie
gadali głupoty – „kiedy Lech wygrał z Austrią”, „głupi ludzie”… A potem
się okazało, że na podstawie tych odpowiedzi mamy napisać pracę
badawczą. Wymyślić temat, tezę i jej obronić. No szlag by to… Ciężko
było coś sensownego wyciągnąć. Ostatecznie napisałam pracę na prawie
1000 słów na temat: „Wspomnienia z dzieciństwa, relacje z innymi ludźmi i
poczucie kontroli nad własnym życiem jako wartości, które mają
największy wpływ na emocje i sposób postrzegania świata przez młodzież”
No genialne… elokwentne… wprost wspięłam się na wyżyny intelektualne. No
do jasnej anielki, nie studiuję ani socjologii, ani psychologii ani nic
z tych rzeczy, które ten temat mógłby zasugerować, tylko anglistykę! No
dobra, grunt, że napisałam. Nie do końca wyrobiłam się na 18:30, bo
musiałam iść na hiszpański, ale po powrocie się zawzięłam i naniosłam
ostateczne poprawki. Najgorsze, że i tak mam wrażenie, że to jest
kiepskie
Ale są też pozytywy – nie muszę o tym myśleć ani jutro ani pojutrze,
podczas gdy połowa mojej grupy pewnie dopiero jutro się zabierze za
pisanie…
W nagrodę siedzę teraz i oglądam „Gotowe na wszystko” oddając do dyspozycji Doroty moje nogi
Ma jakiś egzamin z medycyny sportu i ćwiczy bandażowanie a ja służę
jej za manekina. Lewą kostkę mam już unieruchomioną, natomiast prawa
czeka aż Dorota „odwróci mechanizm urazu”
Padło mi na mózg przez ten esej. Doprawdy.Ps. Dziękuję Wam kochane… Te pozytywne impulsy na pewno pomogły