*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

piątek, 5 czerwca 2009

Tu i teraz

Często jest tak, że dopiero po jakimś czasie wspominamy przeszłość i myślimy sobie, jak to było fajnie… dopiero wtedy potrafimy coś docenić… A mnie się już wydaje, że jest fajnie. Właśnie tu i teraz czuję się szczęśliwa i za parę lat prawdopodobnie będę tęskniła do tego okresu. Jestem niezależna i młoda (chyba, bo pewnie dla kogoś młodszego dziesięć lat ode mnie to nie bardzo :P) wiele jeszcze przede mną. Jestem dorosła, więc nie muszę się już nikomu podporządkowywać. Z drugiej strony, nie mam jeszcze własnej rodziny, więc mogę być trochę egoistką i myśleć tylko o sobie. Co wcale nie znaczy, że nie myślę o tym, żeby w ciągu najbliższych lat to zmienić, wiem, że na dłuższą metę znudziłby mnie taki stan rzeczy.
Oczywiście całkiem różowo nie jest. Miewam teraz problemy, którymi nie musiałam sobie zawracać głowy parę lat temu. Nie mogę już być taka beztroska jak kiedyś. Mam obowiązki, z których muszę się codziennie wywiązywać. Nie mam wakacji, codziennie muszę wstawać, żeby na siódmą być w pracy. Czasami łapie mnie dołek, bo rodzinę mam daleko i nawet Franek obok mnie to za mało.
Ale życie jest po prostu kolorowe, ma wszystkie odcienie. Od różu bijącego po oczach, przez zieleń i nadzieję na dobre jutro, poprzez pełną emocji czerwień aż po szary smutek i czerń. Ale jestem zadowolona. Nie mam wszystkiego, ale to, co mam, wystarcza mi, żebym czuła się szczęśliwa. Fajna jest ta świadomość, że to dopiero początek. Chociaż wydaje mi się, że w życiu wiele takich początków mamy, a każdy z nich to szansa na to, żeby zacząć od nowa i żeby trochę inaczej ukształtować swój los. Tak naprawdę nie ma znaczenia w jakim wieku jesteśmy. Myślę, że najważniejsze to zaakceptować swój los, lub zmienić go, kiedy go nie akceptujemy. To takie banalne, że sami decydujemy o swoim życiu i szczęściu. Ale prawdziwe. Trochę trwało zanim zrozumiałam, że to prawda. Od kiedy jestem zadowolona z tego co mam, jakoś mi lepiej w tym życiu. Oby mnie to zadowolenie nie opuszczało. I Wam też tego życzę:) Wszystkim.
To mi się na filozofię zebrało:) Taki nastrój… Dzisiaj jestem pozytywnie nastawiona, mam ochotę powiedzieć „chwilo trwaj”! Kto wie, może jutro mnie dołek dopadnie, ale jak tak, to pomyślę o tym jutro ;) Miłego dnia wszystkim życzę.

środa, 3 czerwca 2009

Małgośka, głupia ty...

Uhhh, ale zła jestem na siebie. Mało tego. Wściekła jestem. Z samego rana Frankowi przykrość zrobiłam:( A było tak, że wczoraj przez przypadek zostawiłam klucze od domu i biura w samochodzie, którym on pojechał na nockę do pracy. Umówiliśmy się, że rano go obudzę i zniesie mi te klucze. To nic nowego, bo często jest tak, że on jedzie na nockę do pracy, a ja rano jadę samochodem i musi mi dać kluczyki. Tylko, że wtedy nie spiszy mi się tak bardzo jak dzisiaj, kiedy jechałam tramwajem. A jak wiadomo, tramwaj nie poczeka. Zadzwoniłam, powiedział, że schodzi. Czekam, czekam… Dzwonię jeszcze raz… „No już idę!” A ja sie gotuję, bo tramwaj za trzy minuty. W końcu weszłam na górę. Ledwo otworzył ja do niego ze złością, że przecież tramwaj nie poczeka, a on mi na to daje pudełko z moim ulubionym ciastem. Żebym sobie na drugie śniadanie zjadła. A ja głupia, zdenerwowana tym tramwajem mówię mu, że nie mam gdzie schować i żeby torbę mi dał. Zamiast mu podziękować. Włożył mi to do wielkiej reklamówki. A ja durna, dalej mu nie podziękowałam, tylko powiedziałam, że chcę mniejszą, bo ja do pracy jade a nie na piknik… No to już Franek stracił cierpliwość i się wkurzył, zabrał pudełko. Ja już zobaczyłam, że na tramwaj i tak się spóźniłam, weszłam do niego i głupio mi sie zrobiło. Ale Franek już się nie chciał dac przeprosić i obrażony połozył się do łóżka. Obrażony, ale minkę miał trochę smutną. Nie chciał ze mną rozmawiać, to sobie poszłam. Za chwilę wróciłam, bo z tego wszystkiego kluczy nie wzięłam… I już się poryczałam przez to wszystko, bo byłam wściekła na siebie i było mi przykro, że on chciał dla mnie być miły, chciał mi przyjemność zrobić, a ja taka niewdzięczna… Złość mu przeszła, pogłaskał mnie i powiedział, żebym już poszła, bo następny tramwaj mi ucieknie…
Eh, Małgośka głupia ty, głupia… No nie wiem, wcześnie było, może się nie wyspałam, byłam w nerwach, bo się spieszyłam, ale przez tramwaj?? Nic mnie nie tłumaczy. Straszna jestem… 
Przepraszam Franuś.