*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Myślałam,
że już nie wróci. Że się od niego uwolniłam. Już tak długo mnie nie
odwiedzał. Cieszyłam się, bo było mi bez niego fajnie. Już prawie
zapomniałam, że istnieje a tu znowu mnie dopadł
Syndrom przedszkolaka.
Chyba za długo siedziałam w domu i za dobrze mi się zrobiło. Wczoraj
siedziałam sobie z rodzinką na działce przy grillu i się wygrzewałam na
słoneczku. A parę godzin później już siedziałam w samochodzie z twarzą
skierowaną na północny zachód. I już mi się jakoś nijako robiło.
Dojechałam w średnim humorze. Z Frankiem widziałam się wczoraj tylko
przez dziesięć minut. Dzisiaj się nie zobaczymy, bo jak ja wracam, on
wychodzi. Może jutro się uda.
No i tak jakoś nie podoba mi się tu znowu
Do pracy musiałam wstać. Lubię swoją pracę, ale rano z takim dołkiem
jechałam. Eeeh. Ale muszę powiedzieć, że wczoraj w te 10 minut Franuś
postarał się o chociaż chwilową poprawę mojego nastroju. Przyszedł z
różyczką. Tak bez okazji. A jeszcze bardziej bez okazji przyniósł mi
prezent. I to jaki! Otóż mój Franek kupił mi zestaw kosmetyków do
makijażu:) I to nie jakieś badziewie tylko naprawdę fajne kosmetyki,
których na pewno będę używać, chociaż za dużo się nie maluję. Ale to
akurat na moje potrzeby. A do tego wszystko jest w takim fajnym kuferku.
Ale najbardziej miło mi się zrobiło przez sam fakt, że o mnie pomyślał.
To był przypadek. Po prostu miał okazję, zobaczył i nie olał, że to
przecież jakieś malowidła, które jego nie dotyczą, tylko pomyślał o mnie
Troszkę mi osłodził ten syndrom. Ale nie do końca. Nie wiem jak się go pozbyć.
Jak
się z Frankiem poznałam, to on myślał, że ma na mnie wyłączność. Ale z
błędu go szybko wyprowadziłam. Po jakichś dwóch tygodniach znajomości
oświadczyłam jakby nigdy nic, że jadę do domu. On zrobił wielkie oczy i
się nie zgodził. A ja mu na to, że jego zgoda obchodzi mnie tyle co…no
już nie pamiętam co, ale ogólnie rzecz biorąc mało
I już wiedział, że lekko nie będzie. Myślał chyba, że jak jesteśmy
razem to ja się bez niego nigdzie nie ruszam. Przestał marudzić, że
jeżdżę do Miasteczka.
W Miasteczku spotykałam się z Piórkiem, Popielatym i Asystentem. Z
kumplami jednym słowem. Franek wydzwaniał i robił mi jakieś wymówki. To
powiedziałam, żeby sobie z nimi przez telefon pogadał. Rozśmieszyli go.
Polubili się. Przestał marudzić, że spotykam się z kolegami.
Franek był zazdrosny
również o Kuzyna, któremu się ze wszystkiego zwierzałam przez telefon.
Zaprosiłam Kuzyna do Poznania.Wypili razem piwko. Franek przestał
marudzić, że rozmawiam za dużo z Kuzynem.
Franek nie jest
zadowolony, kiedy wychodzę na imprezę bez niego, ale nie zabrania mi.
Jeszcze mu się zdarza czasami jakieś wybuchy zazdrości, ale rzadko.
Ostatnio jakieś pół roku temu. Ale przyznaję, że go sprowokowałam, bo
wyszłam sobie na piwo z jego kolegą, żeby mu na złość zrobić, jak leżał z
kacem w domu i nie chciał nigdzie wyjść
Pracuję z samymi facetami, Franek mógłby być zazdrosny. Ale opowiadam
mu o każdym miłym słówku, każdym komplemencie jaki słyszę od chłopaków.
Dzięki temu Franek wie, że mówię mu o wszystkim i nie ma powodów do
zazdrości.
Franek natomiast pracuje
z samymi dziewczynami. Nie jestem zazdrosna. Bardziej mnie denerwuje
jak się z kolegami umawia niż z koleżankami. Oczywiście czasem mu coś
tam dogadam, jak się ładnie uśmiechnie do swojej koleżanki to mu to
wypomnę, ale to bardziej dla zasady niż dlatego, że się czegoś obawiam.
I nie kumam związków, w
których partnerzy mają na siebie wyłączność. Albo jeszcze gorzej, jak
jedno ma wyłączność na drugie. Z Popielatym i Asystentem już się nie
spotykam zbyt często. Ich dziewczyny/żony nie pozwalają im na takie
spotkania z dawną najlepszą koleżanką. Nie rozumiem. Mogłyby przyjść na
spotkanie razem z nimi i wszyscy spędzilibyśmy miło czas. Ale nie. Może
wolą myśleć, że chcę im podstępnie odebrać faceta?
Piórko się nie dał. Powiedział swojej dziewczynie, że umówił się ze mną. Nastąpiła taka oto wymiana zdań:
-Nie pójdziesz.
-Pójdę.
-To idę z Tobą.
-To chodź.
-Yyyy, nie, ja nie idę…
I odbyliśmy z Piórkiem miłą kilkugodzinną pogawędkę, po czym pojechał do swojej ukochanej. Można? Można.
Ale
nie tylko dziewczyny takie są. Straciłam kilka koleżanek przez to, że
nie mogły się nigdzie ruszyć bez swojego faceta. Chłopak mojej siostry
potrafi się na nią obrazić nawet jak za długo zostawi go samego w pokoju
i na przykład pójdzie pogadać ze mną i z mamą. Wolę nie myśleć co się
dzieje jak dzwoni a ona nie odbierze telefonu. Zresztą ona zawsze
odbiera, bo nigdzie, absolutnie nigdzie nie wychodzi.
Nie kumam. No po prostu
nie rozumiem jak można traktować drugiego człowieka jak swoją własność. A
jeszcze bardziej nie kumam jak można sobie na to pozwolić??! Jak można
pozwolić na to, że ktoś decyduje o tym z kim się spotykam, gdzie i
kiedy.
Zazdrość i Zaufanie muszą iść ze sobą w parze. Ale to nie ma być tak, że ja jestem Zazdrość a Ty jesteś Zaufanie…