*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

piątek, 28 sierpnia 2009

Zakazać urlopów!

W Dużym Formacie przeczytałam artykuł o Polakach na wakacjach. I mnie zatkało. Chętnym, żeby sprawdzić co na mnie tak podziałało polecam:

http://wyborcza.pl/1,75480,6946751,Ta_plaza_nas_obraza.html


Chociaż to chyba nawet delikatnie powiedziane, że mnie zatkało. Ja się po prostu zbulwersowałam. Aż nie mogłam czytać dalej, chociaż ciekawość zmusiła mnie, żeby dobrnąć do końca. A oto co ciekawsze wypowiedzi urlopowiczów, pozwoliłam sobie skomentować każdą z nich. Nie mogłam się powstrzymać:

Kamil z Poznania, lat 36:
- Na co dzień dużo jeżdżę służbowo. Na wakacjach nie mogłem znieść24-godzinnej obecności własnej rodziny. Denerwowało mnie wszystko,nawet to, w jaki sposób żona wklepuje w ciało krem do opalania i żesynek, zamiast budować zamek z piasku, zrobił z niego bałwanka.

Typowy weekendowy tata się odezwał :/ A do tego pewnie pracoholik, sądząc po tym jakie rozdrażnienie spowodował u niego czas wolny od pracy. Takiemu facetowi powiedziałabym, żeby mnie pocałował. Wiecie gdzie. A tak w ogóle chyba tylko jedno można mu zalecić. Samotność do końca życia.

Henryk z Ciechanowa, lat 64:
- Kiedyś bez problemu podrywałem. Panna, rozwódka, mężatka – noproblem! Jedyny szkopuł tkwił, którą dziewczynę wybrać. Teraz żadnamnie nie chce. Te młode laski same nie wiedzą, czego chcą. Snuję się poplaży w Gdyni, uśmiecham do nich, próbuję zagadywać i nic! Zaczynammyśleć, że wakacje teraz będą moją najgorszą porą roku.

Taaa, już widzę tego zdziadziałego Casanovę. Dziewczyny no powiedzcie, co zrobiłybyście widząc, że uśmiecha się do Was jakiś dziadek ?? Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby podrywał. Ale może niech się zajmie swoją grupą wiekową ?


* Marta z Zamościa, lat 22:
- Pogody we Władysławowie nie ma, pada, wiatr wieje, burze. Zchłopakiem nie ma o czym rozmawiać, nowych ludzi on nie lubi poznawać,najchętniej gapiłby się w telewizor na mecze (bo tu w hotelu mająCyfrę+) i ożywia się dopiero przy kuflu piwa. I nawet solarium majązamknięte! To co ja mam tu robić?

Tę panienkę jakoś też sobie umiem wyobrazić ;P A tak w ogóle zmień faceta dziewczyno.

Maciej z Sopotu, lat 41:
- Gdy patrzę na wczasowiczów, odechciewa mi się wypoczywać. Ludziedostają jakiegoś małpiego rozumu, chodzą jak obłąkani, plączą się podnogami, zwalniają i wiecznie mają mętny wzrok.

Moja diagnoza; typ aspołecznego frustrata bez-kija-nie-podchodź. Na wakacje to on się powinien w izolatce zamykać.

Tomasz z Chełma, lat 32:
Zdenerwowałem się od razu w momencie wejścia do pokoju, bo telewizor miał tylko cztery programy – TVP 1, TVP 2, TVP 3 i TVN.I nie było co oglądać. Musiałem chodzić z żoną na jakieś spacery poMielnie, rozmawiać z nią i skończyło się na tym, że się pokłóciliśmy.

No biedny. Co za kara. Nie dość, ze z żoną pojechał, to jeszcze MUSIAŁ chodzić z nią na spacery.  Tragedia. Żonę zmienić obowiązkowo. A tak w ogóle to zastanawiam się, po co on pojechał do Mielna, skoro w domu ma pewnie ze cztery platformy cyfrowe?

* Angela z Niemiec, lat 50:
- Przywiozłam męża na Hel, bo ma słabe serce, a zawsze ogląda się zamłodymi dziewczynami topless. Myślałam, że do Polski ta moda jeszczenie dotarła. A tu gdziekolwiek popatrzę, wszędzie cycki!

Droga Pani. No koszmarną pomyłkę Pani popełniła, Pani mąż mógł przypłacić to życiem. Na urlop to TYLKO na Biegun Północny! Tam cycków nie doświadczysz.

* Sandra, Niemka, lat 24:
- Byłam przekonana, że Polska nie jest na tyle atrakcyjnym miejscem,żeby ściągać turystów z całego świata. Moi znajomi jeżdżą do ciepłychkrajów, ale tam zawsze pełno ludzi. A ja chciałam, żeby nie było tłoku.Na razie odwiedziłam tylko Warszawę, Kraków i Gdańsk. I wszędzie tłumy,i trzeba się przeciskać. Nie mówiąc o tym, że ciężko o dobregoprzewodnika. W biurach informacji rozkładają ręce, mówiąc, że to szczytsezonu.

Zapraszam do mojego Miasteczka. Tam się robi pusto na wakacje. Mogę robić za przewodnika.

* Julie, Francuzka z Paryża, lat 40:
- Chciałam dzieciom pokazać prawdziwą wieś. U nas gospodarstwa rolne sąjuż zmechanizowane, zero romantyzmu. Znalazłam w internecie ofertęośrodka agroturystycznego na Kaszubach. Popatrzyłam na mapę i byłamszczęśliwa. Bo jak dla mnie był to koniec świata. Ale jak już się tuznaleźliśmy, nie mogliśmy wytrzymać tego smrodu – czy nie można kąpaćtych kur, krów i świń?

Czekajcie, zaraz coś napiszę, niech no się tylko pozbieram z podłogi. Bo ze śmiechu tam wylądowałam…. Nie, nie mogę :P


* Silvia z Norwegii, lat 28:
- Zazwyczaj jeżdżę do Egiptu. Przyzwyczaiłam się już do animatorów,którzy organizowali mi czas w hotelu czy na plaży. Zawsze jak nieaerobik w basenie, to turnieje piłki wodnej, konkursy piękności (kilkarazy byłam w czołówce). U was tego nie ma i zaczynam się nudzić. Wdodatku nikt mnie tu nie podrywa. Myślę, że to dlatego, że w Polsce sąblondynki i chyba nie wszyscy mówią po angielsku.

Zobaczcie, przyjechała i chciała nam facetów pokraść…
Biedni ludzie, za karę ich na urlop wysłali. W górach za wysoko, a nad morzem za dużo piasku… Przetrawcie sobie ten tekścik. Może wrócimy do tematu ;) A teraz idę sobie powyobrażać kąpiel kur :P

czwartek, 27 sierpnia 2009

Słodko-gorzko-słodko.

Franek ostatnio jest bardzo przymilny. Już od dłuższego czasu się stara. W poniedziałek zabrał mnie na spacer. O fajnym spacerze marudziłam mu przez kilka dni i w końcu przyjechał po mnie do pracy. Zarządził szybkie zjedzenie obiadu i kazał wsiadać do samochodu. Franek lubi mi robić niespodzianki. Tylko że ja domyślna małpa jestem. Jakiś ósmy zmysł czy coś. Zawsze się domyślę :P I zgadłam, ze zabiera mnie nad jezioro pod Poznań. Skrzywiłam się, bo jak już wspomniałam, byłam po pracy, więc ubrana byłam po roboczemu. To jest na nogach na przykład miałam czółenka. A tu Franuś z cwaną miną wyciąga moje buty sportowe, które zgarnął z domu przed wyjściem. Pomyślał o wszystkim ;). No, może o krótkich spodenkach zapomniał, ale aż tak ciepło nie było, więc nie musiałam się przebierać. Spędziliśmy miły dzień. I do tego momentu było słodko.
Już się kładliśmy spać prawie, kiedy zrobiło się gorzko. Pokłóciliśmy się o jakąś totalną głupotę. Oczywiście oboje jesteśmy wybuchowi, więc się zrobiła afera z tego. Ja krzyknęłam, on się obraził. W końcu ubrał sie i poszedł do sklepu. Powiedział, że zaraz wróci. Za pięć minut zadzwoniłam, że chcę iść spać. On na to, że już idzie. A ja mu na to, ze nie będę czekać i że lepiej niech nie przychodzi. Oczywiście obraził się jeszcze bardziej. A ja poszłam spać. Zasnęłam nawet na pół godziny, ale potem się obudziłam i nie mogłam z powrotem zasnąć. Denerwowałam się, co on robi i czekałam, czy może jednak przyjdzie. Wyobraźcie sobie, ze o północy wstałam i zaczęłam zmywać naczynia, pozamiatałam, umyłam podłogi… Szkoda mi było leżeć w łóżku i się denerwować. W końcu schowałam dumę do kieszeni i zadzwoniłam. On oczywiście nie chciał odebrać. Ale znam go dobrze. Ubrałam się i wyszłam. Tak jak przypuszczałam znalazłam go na pobliskiej ławeczce, siedział z piwkiem i kolegami. Żebyście mnie widziały w tym bojowym nastroju. Tylko wałka mi brakowało, wiecie tego do ciasta. Grzecznie z kolegami się przywitałam i wzięłam go na stronę. No ale potem to już mi bojowość opadła i tylko ryczeć zaczęłam. Franek też zmiękł. Powiedział, że przyjdzie za jakiś czas. Przyszedł. Już było w miarę ok. Miałam obawy, co sobie o mnie koledzy pomyślą, ale podobno sami go już do domu odprawiali. Zresztą nie moge nic złego na nich powiedzieć, oni zawsze są w stosunku do mnie życzliwi, a jak mamy jakieś spięcie, to zawsze stoją po mojej stronie. Ale nockę miałam z głowy. I nastrój dnia następnego też.. Dlatego właśnie miało być gorzko.
Ale już wczoraj znowu było miło. Znowu mnie Franek zabrał na spacer. I nawet loda mi kupił :P Ech widzicie, bo my moglibyśmy się obejść bez większości tych kłótni, gdyby nie to, że oboje tacy wybuchowi jesteśmy…
Grunt, że notka jednak kończy się słodko. A jeszcze bardziej posłodzę chwaląc się tym, że uwaga, uwaga, mam już napisaną całą stronę i pięc linijek mojej pracy magisterskiej. Dobra, wiem, kropla w morzu, ale ja jestem prawie w euforii, bo myślałam już, że nic nie napiszę. A jak będę tak po troszku, to może do lutego się wyrobię?