Wiecie co, ja to jednak
gUpia jakaś jestem. Jestem po prostu mistrzynią w nakręcaniu się i we
wkręcaniu sobie najbardziej niemożliwych scenariuszy. A jeśli chodzi o
Franka, to najbardziej negatywnych… No po prostu możecie mi mówić
wkrętarka
Tylko, że to wcale nie jest takie śmieszne, jakby się wydawało, bo ja
na tym naprawdę sporo nerwów tracę. Wszystko jest dobrze, dopóki nie
zacznę myśleć. Bo jak nie myślę, to się w ogóle nie przejmuję i zajmuję
się się sobą. A jak zacznę myśleć, to mam w głowie milion scenariuszy
-najlepiej tych złych. Zdarza mi się tak sobie powkręcać, że się sama do
płaczu doprowadzę. Czasami rozmyślam w sprawach koleżanek, czasami w
sprawach rodzinnych, ale najlepiej idzie mi nakręcanie się rzecz jasnawe
wszystkim co się wiąże z Frankiem.
I tak na przykład wczoraj. Pracowałam wczoraj aż do wieczora, a
Franek poszedł na popołudnie do pracy i wiadomo było, że się nie
zobaczymy.Czułam się nadal kiepsko, więc marzyłam tylko o tym, żeby
wrócić do domu i wleźć pod kołdrę, także niespecjalnie się tym
przejęłam. Franek raz do mnie zadzwonił, a potem nie miał czasu, a ja
też się zajęłam swoimi sprawami. I dopiero po 22 przypomniałam sobie, że
on powinien już skończyć pracę. Zadzwoniłam raz, drugi, trzeci. Ale nie
odbierał. Ależ się wkurzyłam!!! No i już zaczęłam sobie wyobrażać nie
wiadomo co. Że na pewno polazł gdzieś z jakimiś kolegami. Albo sam. Że
się na mnie obraził. Że to, że tamto. No różne różniste opcje miałam już
obmyślone.Wysłałam mu kilka smsów z hmmm, groźbami, to może za dużo
powiedziane,ale niezbyt uprzejmymi
No i położyłam się spać. Taaa, tylko myślicie, że wkręcona Margolka
może spać? W życiu. Oczy mi się kleiły,ale jakoś nie mogłam tak na dobre
zasnąć. W nocy wszystkie problemy wydają mi się zawsze dużo
poważniejsze niż są w rzeczywistości, więc nie pomagały żadne dialogi
wewnętrzne, które prowadziłam sama ze sobą.Gdzieś tam kołatała mi się w
głowie myśl, że może położył się spać (w domu u niego było zupełnie
ciemno), albo że zapomniał telefonu z pracy. Ale myślicie, że pozwoliłam
tym myślom dojść do głosu? Wolałam się nakręcać
W końcu zasnęłam, obudziłam się po szóstej, poleżałam,jeszcze trochę
podrzemałam a potem byłam już umówiona z Dorotą, więc trochę się
wyluzowałam. No i zadzwonił o jedenastej z telefonu służbowego. Wczoraj
był wyjątkowo na zastępstwie w innej knajpie,do której nie ma klucza.
Zapomniał telefonu a kiedy sobie o nim przypomniał było za późno, bo nie
miał jak otworzyć. A ja już mu takie awantury przez całą noc w myślach
robiłam…
I żeby to był pierwszy raz…
Jemu już parę razy zdarzyło się zostawić telefon w pracy. Zawsze robiłam taką samą aferę
Ostatni zdarzyło się tak, że rozmawialiśmy przez telefon, po czym on
powiedział do mnie „no to kładź się, bo już późno”. Pożegnaliśmy się,
ale za chwilę mi się coś przypomniało i chciałam zadzwonić. Nie
odbierał. Przez okno widziałam,że u niego już ciemno, więc dalej smsy
wściekłe wysyłam gdzie polazł,dlaczego nie odbiera, co się dzieje, żeby
napisał mi jak już przyjdzie do domu, że muszę mu coś powiedzieć i takie
tam. Poszłam spać. Rano siedzę w pracy i po dziesiątej dzwoni Franek i
zdziwiony mówi: „Cześć słońce,a co to za alarm???”… Jak się
rozłączyliśmy wieczorem, on ściszył telefon i poszedł spać. Ot cała
teoria spiskowa.
Potrafię być
naprawdę nieznośna. Nawet kiedy próbuję sobie racjonalnie wytłumaczyć,
że na pewno wszystko jest ok, to wyobrażam sobie niestworzone rzeczy –
od Frankowego wyjścia z kolegami na popijawę, po napad z bronią w ręku
dokonany na nim. A pół biedy jak nie jedzie samochodem. Bo jak jest w
pracy samochodem to ja już sobie wyobrażam, że na pewno gdzieś go
porysował albo ma stłuczkę i teraz boi się do mnie zadzwonić i się
przyznać. Autentycznie… I wcale mi nie jest z tym dobrze, bo tak
naprawdę na tym wszystkim to ja wychodzę najgorzej - Franek
przeważnie dawno smacznie śpi i niczego nie podejrzewa a ja już prawie
się ubieram, żeby go po nocy szukać. Ehhh, czy ktoś sobie potrafi
wyobrazić co będzie, jak ja będę miała dzieci? Bo ja absolutnie nie.
DOPISEK..
Takie małe sprostowanie – żeby nie było, że to tylko na Franka się tak nakręcam (chociaż oczywiście na niego najbardziej :))
Kiedy
wyjechaliśmy na wakacje do Zakopanego -ja, Franek i wujek, zadzwoniłam
do dziadka. A on nie odbierał. Dzwoniłam w południe, po południu,
wieczorem a on ciągle nie odbierał. Oczywiście już bym nie zasnęła.
Zadzwoniłam więc do mamy… Już prawie kazałam im jechać do dziadka do
domu późnym wieczorem. Ale mama się wreszcie do niego dodzwoniła. I co
się okazało? Ja tu najczarniejsze scenariusze, a dziadziu korzystając z
wolnej chaty (na co dzień mieszka z wujkiem) i samochodu urządził sobie
spotkania ze znajomymi, pogaduchy z sąsiadami i wycieczki za miasto. A
ja się martwiłam, że on zostaje sam ;P