*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Bardziej sensowna notka w innym terminie. A teraz coś na odmóżdżenie.
Ustalamy
z Frankiem, czy ma przyjść dzisiaj na wieczór. Oboje jesteśmy strasznie
zmęczeni i prowadzimy dialog trochę bez sensu, który do niczego nie
prowadzi – chciałam, że to on zdecydował, żeby nie było, że się rządzę:
F: No to co robimy? Ustal coś.
M: Czemu ja? Ja jestem zmęczona, Ty zdecyduj.
F: Nie, no co robimy?
M: Oj a powiedz jak Ty chcesz? Jesteś zmęczony, to już nie musisz przychodzić. Chcesz przyjść, czy nie chcesz?
F: Ja pierwszy zapytałem.
M: No ale powiedz…
F: Nie! Ty powiedz.
M: No zdecyduj sam, mi się nie chce myśleć.
F: Ty zdecyduj!
No, i daj tu facetowi wolną rękę
Więc proszę nie mówić mi teraz, że Frankowi nie pasuje to, że jestem szyją
Ostatecznie poszliśmy na kompromis: ja
zdecydowałam, że jak będzie mu się chciało to przyjdzie, a jak nie
będzie mu się chciało, to nie
*****
F: Co jest dzisiaj w telewizji?
M: Właśnie gówno..
F: Co? To jakaś nowa polska komedia romantyczna?
M: No nie wiem co ty tu widzisz romantycznego.
F: Właśnie gówno.
Uwielbiam język polski, nawet ten bardziej dosadny
Do
tego egzaminu zaczęłam się przymierzać jeszcze przed świętami. A na
dobre zaczęłam się uczyć (codziennie po trochę) trzy tygodnie temu… I
stracha mam ogromnego
Mam jutro egzamin z przedmiotu: Information and Communication
Technology in English as a Foreign Language (lub jak kto woli Nowoczesne
Technologie Nauczania Języka Angielskiego).
Nie
powiem, że to takie trudne, bo nawet nie – mam w miarę opanowany
materiał. Ale pytania bywają bardzo podchwytliwe i tego się boję. A tak
naprawdę rzecz w tym, że czuję ogromną presję, ponieważ to jest jedyna
szansa, żeby ten egzamin zdać – nie mamy czegoś takiego jak sesja
poprawkowa. Ostateczny termin oddania pracy za tydzień, a można to
zrobić tylko ze wszystkimi wpisami w indeksie. Pracę mam napisaną, niby
wszystko ok, a przez ten egzamin mogę mieć kłopoty
Chyba się rzucę do Warty jak nie zdam.
A nie, chyba się nie rzucę, bo dzisiaj wyglądała na zamarzniętą. No co za pech.
Teraz idę spać. Więcej się już i tak nie nauczę. Zastosuję mój odwieczny patent (książki pod poduszką) i zobaczymy…
DOPISEK:
Ufff, udało się. Prawdziwy totolotek to był, ale trafiłam czwórkę
Od trójki było zaliczenie. Dziękuję za wsparcie!!! Szczegóły w następnej notce.Ps. Zdaje się, że gdzieś mnie polecono, czy ktoś mnie może uświadomić gdzie?