*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

sobota, 24 kwietnia 2010

23 kwietnia

Notkę napisałam wczoraj, ale niestety przez cały dzień miałam problemy z internetem i nie udało mi się go opublikować, a ponieważ data w tym wpisie jest kluczowa, pozostawię go we wczorajszej formie ;)
Dokładnie dwa lata temu opublikowałam na tym blogu mój pierwszy post.  Tak naprawdę blog powstał jakiś tydzień/dwa wcześniej, ale zanim cokolwiek na nim napisałam, chciałam koniecznie, żeby było to moje miejsce i dopieszczałam je z każdej strony. Co sprawiło, że blog wygląda tak, jak wygląda, opisałam dokładnie w zeszłym roku, więc jeśli kogoś to interesuje, zapraszam :) Tak naprawdę, regularnie zaczęłam pisać dopiero w maju, ale niech umowną datą powstania bloga będzie data publikacji pierwszej notki :) Dzisiaj na pewno inaczej wyglądałby pierwszy wpis. Nie jestem z niego zadowolona, w ogóle nie wiedziałam jak się do niego zabrać, o czym napisać, więc po prostu napisałam skargę na Franka, bo akurat mnie wkurzył :) Potem nabrałam trochę wprawy, miałam więcej pomysłów, lepiej mi się pisało. Chociaż żałuję czasami, że mistrzynią pióra (a raczej klawiatury), brak mi lekkości i… zwięzłości :) Ale pracuję nad tym, pracuję ;)
Miło mi, że pomimo tych braków odwiedzacie codziennie mój blog. Dziękuję bardzo wszystkim stałym Czytelniczkom, tym weekendowym i nieregularnym :) Bez Was ten blog na pewno nie byłby taki sam, a może nie byłoby go wcale – nie będę ukrywać, gdybym chciała pisać tylko dla siebie, nadal pisałabym pamiętnik, który leży w mojej szafce. Pisać tutaj zaczęłam, bo chciałam, żeby ktoś to przeczytał, chciałam podyskutować, wymienić się poglądami i po prostu należeć do tej społeczności. Być jedną z Was. Fakt, że ostatnio przechodzę mały kryzys – głównie czasowy, nie daję rady wszystkiego czytać, nie nadążam z pisaniem o wszystkim o czym bym chciała, ale mam nadzieję, że to chwilowe. Chyba nie zanosi się na to, żebym przestała pisać w najbliższym czasie. Jeszcze się nie wypaliłam, chociaż na pewno mój blog nieco zmienił swoją formę od czasu pierwszego wpisu – ale to chyba naturalne, minęły dwa lata, skoro zmieniam się ja, zmienia się także mój blog…
Cieszę się, że mam takie miejsce w sieci, gdzie mogę napisać o tym, co myślę lub o tym, co mi się przydarzyło. Wolę jak jest weselej, ale niestety czasami bywa smutno. Lubię jak coś się dzieje, ale czasami w życiu zdarza się zastój w różnych jego dziedzinach i trzeba to przeczekać. Chciałoby się przeżywać tylko szczęśliwe chwile, ale niestety od czasu do czasu trzeba stawić czoła momentom trudnym i przykrym. Wszystko to najczęściej znajduje swoje odbicie na tym blogu. Myślę, że warto. Miło będzie kiedyś do tego wrócić. Prawdę mówiąc, nie umiem już sobie za bardzo wyobrazić, jakby to było bez bloga :) Brakowałoby mi tego miejsca, co bym z czasem zrobiła? :)) Poza tym, tak sobie myślę czasami, że szkoda, że nie pisałam wcześniej… Myślę, że na przykład blog byłby dla mnie świetnym narzędziem cztery lata temu, kiedy mieszkałam w Hiszpanii… – przydałby się do radzenia sobie z tęsknotą, z kłopotami ze współlokatorką, a także pomógłby zatrzymać wiele pięknych chwil z tamtego okresu byłby miejscem, w którym mogłabym pisać o tym co  mnie dziwi lub co mi się podoba w obcym kraju. Ale czasu nie cofnę :) Nie pisałam wtedy, więc postaram się nie zrobić tego błędu teraz…
Wiem, że sporo osób lubi bawić się z wystrojem bloga i grafiką, ale ja do takich nie należę :) To jest moje miejsce, włożyłam dużo pracy w jego przygotowanie i gdybym coś zmieniła, nie czułabym się tu jak u siebie. Tak, to może się wydawać nudne, ale przecież ja jestem trochę nudna :)

czwartek, 22 kwietnia 2010

Zapętlona i kradziej czasu

Mam za sobą dziwaczny tydzień. A w zasadzie to dwa… Bo mam wrażenie jakby się wszystko zaczęło w piątek dwa tygodnie temu. Od tamtej pory czuję się jakbym… nie była sobą. A właściwie chodzi o to, że wydaje mi się jakbym patrzyła na siebie z boku i zdumiewają mnie niektóre moje decyzje i myśli. A  od zeszłego czwartku  ogóle jest jakoś tak… dziko. Tak, to jest dobre określenie :) Dziko jest po prostu. Dziwne rzeczy się dzieją wokół mnie od tygodnia i mam jakieś dziwaczne przeczucia. Ale nawet nie umiem ich określić. Trochę jakby niepokój, do tego szczypta tęsknoty za czymś nieokreślonym. Ale jest też trochę pozytywnych uczuć. Nie umiem się określić. Chciałabym, żeby było już normalnie. Ale może nie będzie, bo i wydarzenia niecodzienne mnie czekają. Przede wszystkim podróż niedzielna…
A w ogóle to chciałam powiedzieć, że coś się ostatnio dzieje z czasem. Mam wrażenie jakbym się zapętliła :) Jakbym utknęła w jakimś momencie i nie potrafiła się z niego ruszyć, jakbym znalazła się w jakimś tunelu, na zewnątrz którego czas pędzi jak szalony. I tylko ja w takim zwolnionym tempie się poruszam. I wcale nie chodzi o to, że jestem bierna albo nie chce mi się czegoś robić. Mam wrażenie, że robię wszystko jak zwykle, tylko dziesięć razy wolniej :) O, weźmy takie blogowanie :) Nigdy nie miałam problemu z tym, żeby przeczytać codziennie wszystkie blogi, skomentować je w większości i jeszcze co nieco sklecić u siebie. A ostatnio nie wiem jak to się dzieje, ale się nie wyrabiam :) Wybaczcie mi więc ewentualne zaległości u Was, ale zawsze wszystko nadrabiam, więc na pewno i teraz mi się uda.
Mam jeszcze jedną teorię. W moim otoczeniu prawdopodobnie grasuje jakiś kradziej czasu :) Robi to bardzo subtelnie. Niemal nie zauważam, tego, że ktoś mi uszczknął trochę z mego czasu, ale wieczorem orientuję się, że gdzieś mi się podziało pół dnia :) Chyba po prostu nie mogę funkcjonować bez planu. Muszę sobie rozpisać co i jak codziennie mam zrobić a najlepiej to jeszcze dopisać do tego przedział czasowy. W przeciwnym razie jest tak jak dzisiaj – przez całe popołudnie udało mi się tylko wyprać kilka rzeczy (dodam, że ręcznie, żeby nie było, że skończyło się na wciśnięciu kilku guziczków ;)) Pozostały czas spędziłam w pozycji pół leżącej z Frankiem. Oglądaliśmy jakieś bzdury w telewizji, rozmawialiśmy również o bzdurach i robiliśmy tysiące zdjęć, żeby rozładować baterię w aparacie. Misja się powiodła. Ciekawy dzień, nie pogadasz :) Aha, z rzeczy pożytecznych – zjadłam cztery Mamby :)