*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Co tu dużo mówić, jak można pokazać
Mój weekend w pigułce:
Najpierw coś dla ducha:
Zakochałam sie w tym utworze wykonanym przez orkiestrę. (oczywiście w orkiestra w linku to nie orkiestra filharmonii poznańskiej ;))
Potem czas na mały relaks:
Wyczekiwany co roku:
No niestety, w tym roku się nie postarali, więc wybaczcie plakat z roku 2009
Ale chodzi o to samo:) Uwielbiam te wszystkie kolorowe bibeloty, które
można tam znaleźć. Dobrze, że byłam z Frankiem – przynajmniej pilnował,
żebym nie poszalała
Sobotni obiad na działeczce:
A na deser czerwcowy smakołyk (zdjęcie ze strony rondelek.pl)
No a wieczorem towarzyszę Frankowi:
Wiadomo, ze jak meczyk to i piwko – chociaż wersja bardziej lajtowa
Jak dobrze, że to jeszcze nie koniec weekendu
***
Pamiętacie jak mi Franek herbaty kazał
pilnować? Dzisiaj sprzątaliśmy po grillu. Zrobiłam swoje, on zmywał.
Podeszłam i pytam w czym mam pomóc. Wręczył mi do ręki talerz. Miałam go
po prostu trzymać. Nie opatrzył tego komentarzem, ale domyślam się, że
moje zadanie polegało na pilnowaniu talerza
Baby
się obraziły, bo Bronisław Komorowski w swoim spocie pokazał, jak żona
podaje mu zupę. Noszzz, takiej obrazy (babskiego) majestatu to
rzeczywiście już dawno nie było.
Interesuję
się kwestią kobiecą, lubię czytać na ten temat. Pisałam pracę
licencjacką a później magisterską dotyczącą kobiet i ich pozycji w
literaturze i społeczeństwie. Ale nie powiem, że jestem feministką, bo
się zwyczajnie wstydzę. Wstydzę się za większość zdeklarowanych i
zawziętych feministek, które plują jadem na cały męski ród.
Ja
się bardzo cieszę, że czasy się zmieniły i kobiety nie są traktowane
już przedmiotowo. Że mąż nie jest już panem i władcą, od którego kobieta
jest zupełnie zależna – finansowo i psychicznie. Że związki stały się
bardziej partnerskie niż to było kiedyś, że facet wie co to odkurzacz i
orientuje się, gdzie w domu stoi płyn do mycia naczyń
Cieszy mnie, że kobiety mogą się uczyć, mogą studiować i robić karierę zawodową.
No
ale, Drogie Panie, nie popadajmy w skrajności! Nie toleruję męskich
szowinistów. A wręcz gardzę nimi, bo są dla mnie po prostu
sfrustrowanymi i niedowartościowanymi samcami. Ale na pewno nie obrażę
się, bo ktoś mi powie, że lepiej mi wychodzi podawanie zupy niż wiernie
dziury w ścianie! Ja czasami naprawdę nie wiem o co kobietom chodzi. Że
niby co, że do kuchni w ogóle nie wejdą, bo to jest dyskryminacja? Że w
kieckę się nie ubiorą, bo to poniżające? Że się obrażą śmiertelnie, bo
facet je w drzwiach przepuścił? Albo nie daj Boże będzie chciał pomóc im
kiedy niosą ciężką torbę? To już są takie hardcorowe przypadki.
Ale
są też takie niezdecydowane. Z jednej strony domagają się praw.
Domagają się absolutnie równego traktowania w każdej sytuacji. A z
drugiej strony obrażą się, bo ich partner w tych nieszczęsnych drzwiach
nie przepuści. Trochę konsekwencji poproszę
Tak
a propos konsekwencji. Słówko o parytetach… Wiecie, ja aż tak w
polityce nie siedzę. Więc może się mylę i może to naprawdę jest dobra
rzecz, ale… Kobiety chcą, żeby było sprawiedliwie i żądają by część
miejsc w sejmie była zarezerwowana dla nich. No ale w takim razie gdzie
tutaj jest sprawiedliwość, skoro ktoś jest faworyzowany? Ale tak jak
napisałam, nie znam się na tym aż tak bardzo
(dopisek: Rzeczywiście
trochę pokręciłam, bo chodzi o część miejsc na listach wyborczych –
prostuję więc. Nadal jednak sprawiedliwości w tym nie widzę…)
Ja
powiem tak – cieszę się, że nie żyję w czasach, kiedy kobietom nie
wolno było nosić spodni, jeździć konno okrakiem czy pić alkoholu. Podoba
mi się, że mężczyźni pomagają nam w domowych obowiązkach i wspierają
nas w wychowaniu dzieci. Nie, nie chcę być dyskryminowana ze względu na
moją płeć. Ale to, że ktoś stwierdzi, że podaję mężowi obiad, nie jest
dla mnie dyskryminacją. Dyskryminacją jest dla mnie fakt, że za
identyczną pracę i takie same obowiązki mężczyzna otrzymuje wyższe
wynagrodzenie niż kobieta. Albo to, że nie mam prawda wyrazić głośno
swojej opinii, bo jestem kobietą. Ale przyznaję, że są dziedziny życia, w
których kobiety są lepsze od mężczyzn i są takie sprawy, które po
prostu lepiej zostawić facetom.
Owszem,
chcę mieć w domu coś do powiedzenia. Chcę być partnerką a nie podwładną
mojego męża. Chcę zarabiać pieniądze i dokładać się do domowego
budżetu. Lubię to, że jestem niezależna i dość silna, bo nie chciałabym
być ofermą, która w życiu nie umie poradzić sobie bez mężczyzny. Ale to
nie znaczy, że nigdy nie mam prawa poczuć się po prostu delikatną istotą
płci żeńskiej, która potrzebuje męskiego ramienia, na którym mogłaby
się wesprzeć albo męskich pleców, za którymi mogłaby się schować. Lubię
być adorowana i wcale nie uważam, że w pracy jestem dyskryminowana,
kiedy faceci zachowują się w stosunku do mnie szarmancko, przenoszą za
mnie ciężkie kartony z dokumentami albo robią mi herbatę. Upsss, tu
chyba się pomyliłam, w tym momencie to zdaje mi się, że oni są
dyskryminowani ;))
Jeszcze
raz apeluję – nie przesadzajmy. Pamiętajmy, że jednak my i Oni jesteśmy
różni i nie starajmy się niczego na siłę zmieniać. Szanujmy się po
prostu. Szanujmy role jakie pełnimy w społeczeństwie i nie próbujmy ich
klasyfikować według klucza „lepsza-gorsza”.
Ale tak na koniec dodam, że to, że tylko my rodzimy dzieci uważam za bardzo niesprawiedliwe :)))