*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

poniedziałek, 19 lipca 2010

Nie potrafię kochać?

Nawiązując do poprzedniego wpisu: może nie „wciąż”, bo przecież całkiem niedawno pisałam, że czuję się szczęśliwa. Ale jednak czegoś jest mi brak. Czasami potrafię ten brak jakoś zagłuszyć, zignorować, zapomnieć o nim. Ale potem to odczucie wraca ze zdwojoną siłą. Zaczynam rozmyślać, czuję się z tym źle. 
 
Mam wrażenie jakby brak mi było miłości. I nie chodzi o to, że nie jestem kochana. Chodzi o to, że nie jestem pewna, czy ja kocham. Tak, zaczynam o tym mówić głośno.
Słyszę od Franka, że mnie kocha. Na swój sposób mi tę miłość okazuje. Ale on nie jest romantyczny, więc na początku tych romantycznych gestów bardzo mi brakowało. Potem się przyzwyczaiłam. A potem dotarło do mnie, że ja chyba jestem romantyczna jeszcze mniej. Tylko, że ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy zawsze taka byłam, czy po prostu zmieniłam się w ostatnim czasie. Pamiętam doskonale, że kiedyś było trochę inaczej. Kiedyś to mi się nawet wydawało, że jestem romantyczką. Ale zmieniłam zdanie. I tu pojawia się kolejne pytanie – czy zmieniłam się, bo w gruncie rzeczy romantyzm nie leży w mojej naturze, a ja jako nastolatka po prostu naczytałam się za dużo romansów, czy coś na mnie wpłynęło. A w zasadzie nie coś, tylko ktoś.
   Czasami zastanawiam się, czy gdyby Franek był inny, to czy ja też byłabym inna. W rozmowach on przyznaje, że nigdy romantyczny nie był i nie potrafi taki być. Ale mówi też, że ode mnie także nie słyszy wyznań miłości, że nieczęsto okazuję mu czułość. I ja przyznaję mu rację. Słowa „kocham Cię” słyszę od niego przynajmniej dziesięć razy częściej niż on ode mnie. Nie umiem wyjaśnić, dlaczego tego nie mówię. Na moim blogu chyba nietrudno zauważyć, że nie należę do osób, które potrafią pisać/mówić o miłości. Nie rozpływam się nad żadnym uczuciem, nie rozpływam się nad każdym mniej lub bardziej romantycznym gestem ze strony Franka. 
Zazdroszczę Wam trochę tego, że potraficie tak pięknie pisać o Waszej miłości. Że piszecie o swoich Skarbach, Ukochanych i różnych takich. Czasami też bym tak chciała. Chciałabym znajdować się w euforii spowodowanej miłością, chciałabym, żeby radość ze spędzania czasu z ukochaną osobą przesłaniała mi całą resztę. A ja tak nie potrafię. I tego mi brak. 

niedziela, 18 lipca 2010

Czego wciąż mi brak?

Może nie będę się powtarzać, skoro ktoś kiedyś już tak ładnie o tym śpiewał


Czego wciąż mi brak? 
Przecież wszystko mam… 
Obcy ludzie mówią, 
że tak zazdroszczą mi… 
Czego wciąż mi brak? 
Co tak cenne jest? 
Że ta nienazwana myśl 
Rysą jest na szkle… 
Czego wciąż mi brak? 
Czego miewam mniej? 
Na ulicy mówią mi 
Wszystko jest O.K.!… 
Czego wciąż mi brak? 
Co tak cenne jest? 
Że ta nienazwana myśl 
Rysą jest na szkle… 
Czego wciąż mi brak? 
Przecież wszystko mam… 
Nie zrozumie nigdy mnie 
Ten, kto nie jest sam 
Czego wciąż mi brak? 
Czemu chcę to mieć? 
Jaka nienazwana myśl
Rysą jest na szkle? 
Czego wciąż mi brak?… 
Czego miewam mniej?… 
Czego zawsze w życiu mi brak?…