*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
No to się lenimy. Gdyby nie resztki kataru i lekarstwa, które ciągle jeszcze bierzemy, zupełnie zapomniałabym, że chorowaliśmy
Już nawet nie mam wyrzutów sumienia
No powiem Wam, że od wtorku niewiele pożytecznych rzeczy robimy
Zrobiliśmy pranie, prasowanie i wysprzątaliśmy mieszkanie. Poza tym
gotujemy (dzisiaj na przykład ulepiliśmy razem 60 pierogów), ale oprócz
tego całe dnie spędzamy na totalnym nicnierobieniu. Aż dziwne, że w nocy
spać możemy, bo wydawałoby się, że jak człowiek aż tak wypoczęty
będzie, to nie będzie miał czego odsypiać
Ale błogie lenistwo powoli dobiega końca. Ja już pojutrze idę do
pracy. Franek od środy. Trzeba się trochę zmobilizować do działania. Ja
na przykład staram się zabrać za uporządkowanie wszystkich drobiazgów i
papierów, które upchnęłam we wszystkich możliwych szafkach po
przeprowadzce. Nie mam pojęcia co mam z tym wszystkim robić??! Notatki
ze studiów mam w miarę uporządkowane i akurat one niespecjalnie mi
wadzą, ale mam mnóstwo mniej lub bardziej ważnych świstków i nie wiem
jak się odkopać
Będę to chyba robić do końca roku – a to i tak może być wersja optymistyczna
Plan jednak mam ambitny i zamierzam się z tym wszystkim jakoś rozprawić
W zasadzie to nie przeraża mnie wizja poniedziałkowego pożegnania z
urlopem. Bardziej fakt, że kiedy się będę budziła, będzie jeszcze ciemno
Przed urlopem było już szarawo… Tego najbardziej nie lubię w jesieni i
zimie – wieczorem może się ściemniać szybciej, nie przeszkadza mi to
tak bardzo jak ciemne poranki. Ale pewnie i do tego przywyknę
Jak zwykle. Czas płynie nieubłaganie, ale muszę przyznać, że chyba nie
mam do niego o to pretensji. A wręcz czasami mi się wydaje, że jestem
mu za to wdzięczna. Jakby to było beznadziejnie, gdybyśmy się tak
zapętlili. Nie wiem jak Wy, ale ja bym zwariowała
A tymczasem kończę tę notkę w konwencji „stream
of consciousness” zapewniając Was, że powoli nadrabiam również
zaległości na Waszych blogach, chociaż jeszcze idzie mi to dość opornie
Ale zawsze prędzej czy później mi się to udaje
Dziś będzie o wspomnianych dylematach
Dylematy dopadły mnie ze wzmożoną siłą tak na początku sierpnia.
Stwierdziłam, że czas najwyższy podjąć jakieś decyzje. Wiedziałam, że
jeśli zrobię sobie za długą przerwę, to potem będzie mi coraz trudniej
wrócić na studia. Będę miała inne obowiązki, być może inne wydatki.
Poza tym to miał być ciąg dalszy realizacji planu wieloletniego, który
zrodził się w mojej głowie na przełomie trzeciej i czwartej klasy
liceum, kiedy to postanowiłam zrobić na złość pani od matematyki i nie
zdawać matury z matematyki
Jako że chodziłam do klasy o profilu matematyczno-fizycznym całkiem
sporo osób decydowało się studiować kierunki ścisłe. Mnie też namawiano
na Akademię Ekonomiczną, ale się nie dałam i konsekwentnie dążyłam do
tego, co postanowiłam sobie z kolei w piątej klasie podstawówki – czyli
studiowanie na filologii angielskiej. Jak wiecie udało się, a dodatkowo
mam jeszcze jakiś papier z hiszpańskiego. Pora na część drugą planu,
który zakładał, że później zrobię jakieś studia ekonomiczne.
Tyle,
że okazało się to wcale nie takie łatwe. Na naszym Uniwersytecie
Ekonomicznym jest ogromny wybór kierunków studiów podyplomowych.
Niektóre nic mi nie mówiły, o innych niewiele wiedziałam. Nie
wiedziałam, na których sobie poradzę, bo przecież pojęcia zbyt wielkiego
o księgowości nie miałam (moja praca to jednak mała księgowość, nie
wymagająca odpowiedniego wykształcenia – wszystkiego nauczyłam się w
trakcie). Ostatecznie ograniczyłam wybór do 23 kierunków (sic!) i
poprosiłam o pomoc dawną współlokatorkę, która studiowała na UE. Pomogła
mi bardzo, każdy kierunek odpowiednio skomentowała – zwróciła uwagę na
kiepską lub dobrą kadrę, na możliwości pracy po danych studiach i na to,
czy sobie poradzę… Ostatecznie zostały mi dwa kierunki – Rachunkowość i
finanse i Logistyka międzynarodowa.
To
dopiero był dylemat. Nie miałam pojęcia na co się zdecydować. Bardzo
mnie interesuje ten pierwszy kierunek i strasznie chciałabym poznać
księgowość od strony teoretycznej. Wydawało mi się, że poradziłabym
sobie, no i nareszcie od podstaw nauczyłabym się co i jak z tą
rachunkowością
Z drugiej strony ostatecznie nie chciałabym skończyć jako typowa księgowa… No i po co mi ten angielski i hiszpański?
Musiałabym mieć wyjątkowe szczęście, żeby móc łączyć jedno z drugim…
Logistyka
natomiast mogłaby się całkiem nieźle skomponować z moim dotychczasowym
wykształceniem. Program nauczania też wydawał się całkiem interesujący i
chyba bym sobie poradziła – nawet bez ekonomicznego wykształcenia…
Sporo osób mówiło mi, że po logistyce, do tego ze świetną znajomością
języków obcych mogę mieć całkiem sporo ofert pracy…
Nie mogłam się zdecydować. Tak naprawdę chciałam studiować jedno i drugie
Ostatecznie los za mnie zdecydował – zostałam przyjęta na logistykę, a
na rachunkowości znalazłam się na liście rezerwowej. Byłam zadowolona z
takiego rozwoju sytuacji
Ominęło mnie decydowanie. A właściwie tak mi się tylko zdawało.
Bo
oto przyjechałam z urlopu, sprawdzam skrzynkę a tu informacja, że UE z
radością mnie informuje, iż postanowiono zwiększyć limit przyjęć na
kierunek Rachunkowość i finanse. Muszę tylko do 14 września dostarczyć
dokumenty. Znowu nie wiedziałam co robić… I zgadnijcie co? Tak!
Zdecydował za mnie los
Rozchorowałam się i nie byłam w stanie wyjść z domu 14 go
Piętnastego
za to już tak i zaniosłam dokumenty do katedry logistyki. Drogie Panie,
od 15 października będę studentką studiów podyplomowych na kierunku
Logistyka międzynarodowa
Ciekawa
jestem czy sobie poradzę… Mam pewne obawy, bo nie wiem, czy dam radę
napisać pracę dyplomową… No cóż, zacznę się martwić za miesiąc. A tak w
ogóle chciałam dodać, że do rachunkowości nadal mnie ciągnie i kto wie,
co będę robić za rok lub dwa