*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

czwartek, 7 października 2010

Domowy handel wymienny.

Jesteśmy trzy. Trzy baby. Ja, moja siostra i moja mama. Ja i moja mama podobno wyglądamy jak siostry. Ja i moja siostra podobno nie jesteśmy do siebie w ogóle podobne. Generalnie rzecz biorąc moja siostra jest podobna zupełnie do nikogo :) Trochę można się doszukać w niej mojego wujka, trochę mojego taty. Niektórzy też stwierdzają, że jest podobna do mojej mamy. Koleżanka na przykład stwierdziła, że to, że jesteśmy siostrami można poznać tylko po tym, że obie jesteśmy podobne w jakiś sposób do mamy. 

Z nas wszystkich ja jestem najwyższa. Mam aż 158 cm wzrostu. Siostra jest niższa o trzy centymetry, mama o pięć. Wszystkie mamy podobną figurę, aczkolwiek różnimy się w miejscach strategicznych. Któraś ma chudsze nogi, inna szersze biodra, kolejna mniejsze wcięcie w talii itd. To wszystko razem wzięte stwarza spore możliwości kombinacji jeśli chodzi o wymienianie się ciuchami :)

Mówię Wam, to całkiem fajna sprawa jest. Ja jestem ta szersza w biodrach, więc niestety nie ma szans, żebym się z mamą i siostrą wymieniała spodniami. Ale na przykład siostra kilka razy odziedziczyła po mnie jakieś spódnice. Mama ciągle pożycza od niej dżinsy, a jak jej bardziej przypasują, to już nie oddaje :) Ja z siostrą zwykle wymieniam się kurtkami czy wdziankami. Generalnie od niej pożyczam zwykle torebki i dodatki, bo jeśli chodzi o ubrania to z mamą prowadzimy intensywny handel wymienny. Głównie chodzi o to, że moja siostra ma trochę inny gust niż my dwie i dlatego bluzki, żakiety i sweterki to domena moja i mojej mamy. Mamy nawet kilka ciuchów kupionych na spółkę – każda ma prawo do przechowywania danej części garderoby na przykład przez dwa tygodnie :) Tyjemy w różnych miejscach, więc często jak coś się zrobiło na mamę za ciasne, jest szansa, że będzie pasować na mnie – i na odwrót :) Kiedy kupuję coś bardzo dopasowanego, czego nie mogłabym nosić w razie gdybym przybrała na wadze, zawsze zastanawiam się, czy w razie czego będę to mogła oddać mamie lub siostrze. Każda z nas ma zaliczony przynajmniej jeden taki zakup dla siebie, który po przemyśleniu sprawy lądował w szafie innej – począwszy od bielizny, przez bluzki, na butach kończąc.

No właśnie – buty to niestety trudniejsza sprawa. Ja mam najlepiej. Noszę rozmiar najbardziej standardowy 36/37, więc nie mam większych problemów z zakupem obuwia. Najgorzej natomiast ma mama z rozmiarem 34/35 – również ze wskazaniem na pierwsze. Siostra jest po środku. Obuwie musi być dopasowane, więc niestety w tym wypadku wymiana nie jest tak swobodna. Moje buty, nawet lekko przyciasnawe na siostrę nie pasują. Ale ona kilka par po mamie dostała :)

I tak trwa ten handel wymienny już od kilku lat. Mama przed imprezą pracowniczą dzwoni do mnie, żebym przywiozła jej to i tamto, bo chciałaby pożyczyć. Przed wycieczką dzwoni do siostry po jeansy. Ja do Miasteczka na weekend zabieram mało ubrań i przeważnie nie trafię z pogodą, więc w niedzielę rano stoję przed szafą mamy i szukam czegoś co będzie pasowało do torebki siostry i moich butów :) Mamy nawet jedną sukienkę weselną, w której wystąpiłyśmy wszystkie trzy. Rzecz jasna na na różnych weselach :) Wiecie jaka to oszczędność? :) No i frajdy też trochę jest, bo jakby nie było takie przekazywanie jest całkiem zabawne, nie wspominając już o tym, że zawsze jest szansa na coś nowego do ubrania :)

środa, 6 października 2010

Post scriptum do wczorajszej notki :)/ Z innej beczki.

Nie lubię tłumaczyć swoich notek, ale czasami niestety okazuje się to konieczne, kiedy widzę, że kilka osób interpretuje post zupełnie inaczej niż to było zamierzone :) Być może wyraziłam się za mało precyzyjnie. 

W każdym razie: oczywiście, że zrobiło mi się przyjemnie, kiedy usłyszałam ciepłe słowa od współpracownika, ale to wcale nie znaczy, że zmieniłam zdanie! Ostatnie zdanie miało mieć wymowę żartobliwą. Nadal zamierzam szukać nowej pracy, ponieważ w dalszym ciągu mam zamiar się rozwijać a obecna praca, choć ją uwielbiam, mi to uniemożliwia. Moi współpracownicy i szef wiedzą jakie mam plany i absolutnie mnie od nich nie odwodzą. Wręcz wspierają – zwłaszcza szef, któremu jestem bardzo wdzięczna za to, że nie muszę niczego ukrywać i otwarcie mogę mówić o tym, że zamierzam odejść, a on trzyma za mnie kciuki i prosi tylko, żebym w razie czego sprawnie przekazała obowiązki osobie mnie zastępującej.
Oczywiście nie wiem jak długo potrwa szukanie czegoś nowego, może nikt mnie nie będzie chciał, ale na szczęście jestem mam o tyle komfortową sytuację, że nie jestem pod ścianą i mogę spokojnie i sumiennie wykonywać swoje obowiązki, jednocześnie mając oczy i uszy szeroko otwarte :)

Żal w związku z ewentualnym odejściem z tej pracy na pewno się pojawi, w końcu przeżyłam tu kilka przyjemnych lat, ale zmiany są konieczne i czasami trzeba wiedzieć, co jest dla nas najlepsze :)


***
Z innej beczki:
No zbulwersowałam się! Od rana w wiadomościach powtarzają informacje o poszukiwaniach dziesięcioletniej dziewczynki gdzieś w okolicach Augustowa. Powiedzcie mi, co za rodzice puszczają dziesięcioletnie dziecko chore na epilepsję (sic!) samo na grzyby!?? Tak, dziewczynka o 16 powiedziała, że idzie na grzyby i poszła. Nie wróciła po trzech godzinach, więc rodzice wezwali policję…
Nie jestem zwolenniczką trzymania dzieci na krótkiej smyczy. Oczywiście w dużych miastach wygląda to inaczej, ale ja wychowałam się w małym miasteczku i wiem, że dziecku nie stanie się krzywda, jeśli pójdzie gdzieś samo, a nie wszędzie będą je wozili rodzice. Jako dziesięciolatka mogłam iść sama do koleżanki, do sklepu czy na sąsiednie osiedle. Ale w życiu by mnie mama samej do lasu nie puściła! Co za bezmyślność! W głowie mi się to nie mieści. Oczywiście, nie znam wszystkich faktów, nie powinno się oceniać pochopnie. Ale nie rozumiem, co kierowało rodzicami tego dziecka w tym momencie?