*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

wtorek, 30 listopada 2010

Ludzie przestańcie narzekać…

…mam ochotę powiedzieć, kiedy słucham tego co wygadują w radio i telewizji oraz kiedy czytam internetowe serwisy informacyjne. 
Czy naprawdę niemal wszyscy zapomnieli, że Polska leży w klimacie umiarkowanym ciepłym przejściowym, a to oznacza, między innymi, że średnia temperatura dzienna zimą jest poniżej zera? Czy to naprawdę aż tak dziwne, że w grudniu (no dobrze, dwa, trzy dni przed pierwszym grudnia) spadł śnieg a temperatura jest cały czas minusowa? Drodzy Państwo Narzekający, otóż chciałam Wam powiedzieć, że tak właśnie wygląda zima :)

Od jakichś dwóch, trzech dni cały czas słyszę o tym, jak to pogoda wszystkich zaskoczyła. Co za bzdury! Jakie zaskoczenie? No, chyba, że zaskoczeniem określimy to, że ta pora roku nie przyszła w połowie października, jak to było zapowiadane, a 14-go listopada cieszyliśmy się temperaturą w okolicach 20 st na plusie. Ale z tego co się orientuję, nie to mają na myśli wszyscy dziennikarze czy osoby wypowiadające się w mediach. Oni są zaskoczeni tym, że nagle zrobiło się zimno i biało. Ale ja się pytam, jakie to zaskoczenie, skoro od piątku trąbią w każdej prognozie pogody, że idzie mróz i opady śniegu. Od kilkunastu dni słyszałam apele do kierowców, aby przygotowali samochody na zimę. A jednak, jak co roku, zima nas zaskoczyła – rzekomo – dodam.

Mam też dość nagonki na służby drogowe. Powiedzenie „zima zaskoczyła drogowców” jest już jak dla mnie za bardzo wyświechtane. A w tym wypadku raczej nieprawdziwe, bo przy tak intensywnych opadach śniegu przy dużym wietrze, jakie obserwowaliśmy w wielu częściach kraju w niedzielę i poniedziałek, niemożliwością było utrzymanie „czarnych dróg”. Ludzie mają pretensje, że nie widzieli żadnych pługopiaskarek w godzinach szczytu. Założę się, że gdyby takowe wyjechały w tym czasie, również padłyby ofiarą nagonki, bo blokują ruch i powodują korki… 

A w ogóle mam wrażenie, że najbardziej zima zaskoczyła w tym roku nie drogowców, a kierowców*. Wciąż nie wymienili opon na zimowe, płyn do spryskiwaczy letni. Słyszeli w niedzielę, że od poniedziałku ostra zima idzie, a mimo to nie pomyśleli o tym, żeby wyjechać do pracy wcześniej. No i potem zaskoczenie, bo na drogach ślisko, bo szyby zaparowane, bo nie da się jechać… Frustracja i złość na drogowców, no na kimś przecież się trzeba wyładować, a do siebie pretensji nie będziemy mieć, prawda? :) Ja tam wolę się dzień wcześniej przygotować psychicznie na to, że trzeba będzie drapać szyby (nie znoszę tego), że będzie ślisko i szybciej niż 40km/h to raczej nie pojadę. Wydaje mi się, że uświadomienie sobie, że zimą warunki drogowe zawsze są gorsze niż latem i nie liczenie na to, że piaskarka załatwi sprawę zaoszczędzi nam nerwów ;)

Nie lubię zimy. Bardzo nie lubię. Nie cierpię marznąć, nie lubię minusowych temperatur i opadów śniegu. Ale wiem, że taka jest kolej rzeczy, zaciskam zęby i czekam na wiosnę. A w tym roku to się bardzo cieszę, że zima przyszła w „normalnym terminie” a nie jesienią :) Pewnie sobie ponarzekam jeszcze, że zimno, a jakże. Ale na pewno nie będę miała pretensji do całego świata, że mamy taką porę roku a nie inną. 

Żeby było jasne – ta notka nie jest skierowana do nikogo personalnie, nie czepiam się, że marudzicie w swoich notkach z powodu zimna, macie prawo, tak samo jak ja, nie lubić tej pory roku. Ale nie znoszę narzekania dla zasady, wkurza mnie narzekanie na coś, na co nie mamy żadnego wpływu i co jest zupełnie normalne. 
I podkreślam: najbardziej w całej tej sytuacji mierzi mnie, że ludzie są zdziwieni, bo mamy w grudniu zimę.

*wybaczcie uogólnienie, wiem, że większość ludzi przygotowała swoje cztery kółka do zimy jak należy -na szczęście.

niedziela, 28 listopada 2010

Między nami, człowiekami.

Zastanawia mnie często, jak to jest, że ludzie się lubią albo nie :) Wydaje mi się, że za to odpowiada pewien rodzaj chemii, która występuje między nami. I nie chodzi mi wcale o relacje damsko-męskie, a nawet wolałabym się skupić na zupełnie czymś innym.
Zauważyłam już niejednokrotnie, że zwykle pierwsze wrażenie, jakie ktoś na mnie zrobi, okazuje się trafne. Nawet jeśli czasami się zdarza, że w pierwszej chwili mam o kimś nienajlepszą opinię a później zmieniam zdanie, to na końcu okazuje się, że i tak miałam rację od samego początku… Przyznam, że niewiele razy się pomyliłam.

Jestem osobą, która lubi towarzystwo. Nie polega to może na tym, że muszę mieć wokół siebie mnóstwo ludzi, bo wręcz przeciwnie – w większej grupie czuję się bardziej anonimowa i zwyczajnie nie chce mi się odzywać, bo być może nie ze wszystkimi chce mi się gadać :) Ale zdecydowanie w każdej sytuacji lubię sobie znaleźć kogoś, z kim można się wymienić informacjami, spostrzeżeniami, zażartować…
Jako, że jestem otwartą osobą, nie jest dla mnie problemem podejść do kogoś, zapytać o coś, uśmiechnąć się. Tak też było podczas pierwszych zajęć na studiach podyplomowych. Kiedy weszłam, w sali było tylko kilka osób. Instynktownie usiadłam koło dziewczyny, która stylem ubierania się i sylwetką przypominała mi moją dobrą koleżankę. Zagadałam do niej parę razy, ona też o coś mnie zapytała, ale jakoś tak… źle jej z oczu patrzyło :)) Zanim rozpoczęły się zajęcia, wymówiłam się tym, że słabo widzę (co akurat było prawdą) i bez żalu przesiadłam się o kilka ławek bliżej. Kolejnego dnia, siedziałam sama na korytarzu, a obok mnie usiadły dwie dziewczyny, podchodząc, uśmiechnęły się i przywitały. Zapytałam je o coś i nawiązałyśmy grzecznościową rozmowę. Podczas zajęć nie siedziałyśmy koło siebie, ale jedna z nich – Ada – zagadywała mnie od czasu do czasu, dzięki czemu nie czułam się głupio, jako osoba naprzykrzająca się. Tydzień później, na kolejnych zajęciach w sposób zupełnie naturalny zajęłyśmy miejsce obok siebie, przerwy spędzałyśmy razem i naprawdę zdumiewające jest to, jak szybko się dogadałyśmy. Widziałyśmy się dopiero na czterech zjazdach a bardzo szybko poczułyśmy się w swoim towarzystwie swobodnie na tyle, żeby jedna drugiej poprawiła kołnierzyk, czy ściągnęła włosy z ubrania :) Nawiązałyśmy nić porozumienia, która pozwoliła nam na żarty sytuacyjne, niezrozumiałe dla innych, wymianę porozumiewawczych wspomnień i nieco złośliwe stwierdzenie, że tamtej (co to usiadłam koło niej na początku) naprawdę źle z oczu patrzy i ani razu się nie uśmiechnęła. Na każdej przerwie nie możemy się nagadać i wcale nie oznacza to, że opowiadamy sobie historie całego życia. Tak po prostu wyszło, że złapałyśmy dobry kontakt i dobrze czujemy się w swoim towarzystwie.

Przy okazji ostatnich zajęć zauważyłam, że cała grupa (jest nas około 30 osób) siedzi rozproszona. Zwłaszcza dziewczyny. Każda w swoim kąciku, przerwy spędzają osobno. Oprócz mnie i Ady są jeszcze dwie pary dziewczyn, które siedzą zawsze razem, z tym, że one chyba znały się już wcześniej. Nie jest oczywiście tak, że nikt do kogo się nie odzywa, ale nie widzę w tych ludziach potrzeby nawiązania jakichś relacji z innymi, co mnie bardzo dziwi. Ja zawsze starałam się w tłumie znaleźć jakąś bratnią duszę*. Dzięki temu mam wielu znajomych z różnych kręgów i kiedy na przykład kurs hiszpańskiego dobiegł końca, ja nadal spotykam się z koleżanką na nim poznaną w kawiarni, z dziewczynami ze studiów zaocznych utrzymuję kontakt, mimo, że jedna jest w Toruniu a druga we Włoszech. Z jedną taką bratnią duszą, którą wyłowiłam z tłumu (a w zasadzie ona mnie wyłowiła, bo pomyślała, podobnie jak ja o niej zresztą, że jestem osobą, do której warto podejść i się przedstawić) łączy mnie serdeczna więź* już ponad dziesięć lat – mowa o Dorocie.

Od ludzi wysyłających jakieś negatywne fluidy staram się trzymać z daleka. Nie lubię takich, którzy nie odpowiadają na powitanie, są gburowaci, nie uśmiechają się i zawsze na coś narzekają. Unikam też osób protekcjonalnych i cwaniaczkowatych. I, no cóż, nie ocenia się książki po okładce, ale nie szukam na siłę kontaktu z tymi, którzy zrobili na mnie złe pierwsze wrażenie.

* proszę nie mylić z przyjaźnią, to nadal jest słowo, którego nie stosuję w odniesieniu do moich relacji z innymi ludźmi