*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

wtorek, 22 lutego 2011

Sprostowanie.

Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się takiej burzy pod poprzednią notką. Cieszy to, że temat jest żywy. Ale ubolewam nad tym, że wiele osób źle mnie zrozumiało. Ale to jest w gruncie rzeczy moja wina, bo po pierwsze, błędnie założyłam, że zajrzycie do tego raportu albo, że dokładnie wiecie o co w nim chodzi, a po drugie chyba niepotrzebnie dodałam do tej notki pochwałę czytania jako formy spędzania wolnego czasu. To spowodowało, że wiele z Was odebrało to tak, jakbym narzucała innym to, czym się mają interesować i co mają lubić.
Postanowiłam więc napisać sprostowanie :)

1. Badanie nie dotyczyło czytania hobbystycznego ani tego, czy ludzie lubią czytać, czy nie. Ono dotyczyło czytania W OGÓLE. Nie tylko książek, ale także gazet, artykułów – również tych zamieszczanych w internecie. Natomiast kontakt z książką oznaczał na przykład sprawdzenie hasła w słowniku czy encyklopedii. A więc wynika z tego, że 56% ludzi nie czyta wcale. I to mnie właśnie najbardziej bulwersuje. 
Ja wiem, że to szokuje również wiele z Was i wielu z Wam w głowie się te liczby nie mieszczą, może też dlatego trochę inaczej odebrałyście tę notkę niż chciałam.Obracamy się prawdopodobnie w kręgu ludzi czytających. A sam fakt, że codziennie czytamy blogi już powoduje, że jesteśmy poza kategorią. Bo podkreślam – chodzi o osoby nie czytające wcale.

2. Ja nikogo do czytania nie zmuszam. Rzeczywiście chyba niepotrzebnie pisałam o tym, jak bardzo to lubię, bo to wypaczyło sens notki. Tak, ja czytać kocham i jest to dla mnie forma spędzania wolnego czasu. Ale jak ktoś woli robić w wolnym czasie coś innego – proszę bardzo. Każdy ma prawo interesować się tym, czym chce. Co nie znaczy wcale, że rozumiem, że można nie lubić czytać :)) Bo przecież nie da się człowiekowi wytłumaczyć dlaczego coś jest fajne, albo nie, jeśli ma do danej rzeczy jakiś stosunek emocjonalny :) To tak jak nie przekonam Franka, że rosół jest pyszny, a on mnie, że żołądki w nim pływające są najlepsze :P To jest kwestia subiektywna i tak, jak mogę zrozumieć, ze ludzie mają różne upodobania i różne rzeczy lubią, to nie zrozumiem dlaczego nie lubią czytać, albo dlaczego nie lubią blogować, albo dlaczego nie lubią jeździć pociągiem i tak dalej :) Nie zrozumiem, bo ja to lubię :) A ktoś pewnie nie rozumie, dlaczego nie nie lubię oglądać filmów na komputerze albo w telewizji :)) Myślę, ze można zrozumieć ŻE się czegoś nie lubi, ale nie DLACZEGO :)) Bo to jest chyba nie do wytłumaczenia :) 
I niech sobie każdy lubi to, co chce.

3. Ale dochodzi do tego jeszcze jedna kwestia. Mianowicie to, że czytanie dla mnie jednak jest czymś innym niż inne hobby czy formy spędzania wolnego czasu. A to dlatego, że czytanie dla niektórych może być przyjemnością, dla innych nie. Natomiast dla każdego jest UMIEJĘTNOŚCIĄ. Według mnie jest to tak samo ważna umiejętność jak dodawanie czy odejmowanie :) Stanowi ona jakąś podstawę. I dla mnie ważne jest, aby z tej umiejętności korzystać. Nie mówię, że ktoś ma czytać dziesięć książek rocznie, niech sobie czyta jedną, albo nawet niech i tych książek nie czyta skoro tak bardzo nie chce, ale niech czyta gazety, czy artykuły w internecie. Niech po prostu czyta! I dodam, że ze zrozumieniem. Bo potem właśnie wszyscy narzekamy na to, że ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem albo nie potrafią zastosować tego, co gdzieś wyczytali. No a jak oni mają to robić, skoro tej umiejętności od lat nie ćwiczyli?

4. I to nie fakt, że ktoś nie lubi czytać albo że nie jest to jego hobby jest według mnie obciachem, ale właśnie nieczytanie wcale. Wiele osób nawet czytać nie próbuje, nie usiłuje znaleźć korzyści w tej umiejętności. Możecie powiedzieć, że obciachem są białe kozaki, możecie powiedzieć, że to obciach, że śpię z misiem, pewnie, macie do tego prawo :) No a dla mnie, powtórzę się, właśnie nieczytanie wcale jest obciachem :) Dla wielu Was to mocne słowa, ale ja wcale nie oczekuję, że się ze mną zgodzicie, naprawdę uważam, że dla każdego coś innego może być obciachowe :))

5. Na koniec jedna ważna sprawa, (tu się sugeruję komentarzem jednej z Was) jeżeli w ogóle nie widzicie sensu w tym, żeby na przykład górnik, lub jakakolwiek inna osoba pracująca fizycznie czytała -( no bo przecież nie pracuje umysłowo, więc na co mu czytanie?) to się naprawdę nie dogadamy :) Dla mnie po prostu czytanie jest także wartością samą w sobie (tak jak prawie wszystko, czego się nauczyłam, to są dla mnie po prostu wartości niematerialne). 
Sam fakt, że potrafimy czytać warto doceniać a przede wszystkim korzystać z tej umiejętności dla samego siebie. Przeczytanie głupiego artykułu na Onecie może czegoś nas nauczyć, czegoś się dzięki temu dowiemy. Po prostu ja uważam, że czytanie pozwala na samorozwój, który jest dla mnie ważny. Ale jeśli ktoś tej wartości nie dostrzega, nie widzi korzyści, które może dać czytanie każdemu człowiekowi – nie tylko naukowcom, no to ani ja go nie przekonam ani tym bardziej on mnie :) Bo coś innego jest dla nas ważne. 

Ale przecież nie o przekonywanie tu chodzi :) Nikt nie musi się ze mną zgadzać. Wyraziłam swoją opinię na ten temat. Uważam, że czytać należy i nie podoba mi się, że społeczeństwo nie czyta. Ale jeśli jesteście odmiennego zdania – jak najbardziej to szanuję. Mogę się nie zgadzać, ale uważam, że macie prawo, żeby tak sądzić i na pewno macie też powody, z których taka opinia wynika. Ale tego samego oczekuję od Was :) Szanujcie moje zdanie po prostu :)

Ps. Dziękuję wszystkim tym, którzy zadali sobie trud czytania innych komentarzy pod poprzednim postem :) Wiele z nich wynika i wiele tam już wytłumaczyłam. Bardzo często jest tak, że sama notka nie oddaje całej sytuacji a komentarze są jej świetnym uzupełnieniem, uszczegółowieniem lub po prostu wytłumaczeniem :)

niedziela, 20 lutego 2011

Kto nie czyta, ten trąba!

Kiedy kilka dni temu usłyszeliśmy informację o wynikach badań Biblioteki Narodowej, z których wynikało, że tylko 12 % Polaków można określić mianem „rzeczywistych czytelników”, ponieważ czytają przynajmniej sześć książek rocznie, Franek skwitował to jednym zdaniem: „no to nieźle im zawyżasz statystyki”…
Fakt, sześć książek to ja jestem w stanie przeczytać w ciągu miesiąca. Chociaż przyznaję, że nieczęsto mi się to zdarza ze względu na brak czasu spowodowany innymi obowiązkami. Ale średnio czterdzieści książek rocznie to moja norma.

W głowie mi się nie mieści, że tylko 44 % naszego społeczeństwa miało w ciągu ubiegłego roku chociaż jednorazowy KONTAKT z książką (czyli nie oznacza to, że ją przeczytali!). Chociaż jeszcze bardziej nie mieści mi się w głowie, że te 56 % nie wstydziło się przyznać do braku tego kontaktu…
Wiem, że obecnie wiele mamy pożeraczy naszego czasu, z komputerem i internetem na czele. Do tego telewizja, seriale, gry… Wszystko rozumiem, bo sama nie jeden raz wyrzucam sobie, że za dużo czasu spędzam przed ekranem komputera, tudzież telewizora. Zła jestem na siebie, kiedy wciąga mnie jakaś karciana gra albo losy, dajmy na to, Mostowiaków. Rozumiem też, że są osoby, które faktycznie nie mają czasu – praca, dzieci, dom, zakupy – te wszystkie obowiązki pochłaniają tyle czasu i energii, że człowiek pada jak kawka po przeczytaniu dwóch zdań.
Ale absolutnie nie rozumiem tego, że są osoby, które nawet nie próbują sięgnąć po książkę! Które deklarują, że czytać nie lubią, nie sprawdzając tego nawet, które w ogóle nie widzą czytania jako alternatywy spędzania wolnego czasu. 

Nie potrafię tego zrozumieć, bo sama kocham książki i nie wyobrażam sobie bez nich życia. Bibliotekę odwiedzam przynajmniej raz w miesiącu. I to nie jedną, ale od razu przynajmniej trzy. Wychodzę z nich ze stosikami książek, które aż mi się palą w rękach i nie mogę się doczekać, kiedy je wszystkie przeczytam. Zdarza mi się zasypiać rozmyślając o tym ile książek jeszcze mnie czeka i ta myśl powoduje moją ogromną ekscytację. Czasami gdy jestem w pracy myślę o wolnej chwili popołudniu, gdy zasiądę przy lekturze… 56 % Polaków w ciągu 365 dni nie ma jednorazowego kontaktu z książką… Ja należę do osób, dla których nie istnieje ani jeden dzień bez przeczytanych chociaż kilku zdań (i bynajmniej nie mam na myśli blogów, czy wiadomości w internecie :))

Ale o moich zwyczajach czytelniczych może innym razem. Teraz chciałabym się zastanowić nad jednym - gdzie leży przyczyna tak tragicznego stanu czytelnictwa w Polsce? Napisanych książek jest tyle, że nikt nie jest w stanie przeczytać wszystkiego, co istnieje. Ba, nawet wszystkiego, co go interesuje… A więc na pewno każda osoba mogłaby znaleźć coś dla siebie. A jednak dobrowolnie rezygnuje się z tej przyjemności całymi latami. To, o czym już wspomniałam – a więc telewizja, komputery i nadmiar obowiązków są tylko przyczynami pośrednimi. Natomiast sądzę, że tych bezpośrednich powodów należy szukać u źródeł. Moim zdaniem tym źródłem są rodzice i szkoła. 
Szkoła chyba jest zbyt pobłażliwa, coraz mniej wymaga, przymyka oko na to, że uczniom wystarczą bryki i streszczenia. Na temat samych lektur się nie wypowiadam. Zgodzę się, że być może lista powinna być trochę zmodyfikowana. Ale nieprawdą jest, że wszystkie lektury są nudne. Mnie zainteresowała większość. Pamiętam, że najbardziej męczyłam Kajtkowe przygody i Żeromskiego. Reszta była do przełknięcia, a znakomita część wręcz mnie fascynowała. Ale pomijając już lektury obowiązkowe, szkoła zwyczajnie nie propaguje czytania. Poloniści czy pracownicy biblioteki nie proponują książek, które mogłyby zainteresować dzieci i pomóc w rozwoju pasji czytania. Nie rozmawia się o książkach, a lektury omawia się schematycznie i bardziej pod kątem „dlaczego autor tak napisał?” niż „co w ogóle napisał?”…
Szkoła szkołą, a ja i tak uważam, że najważniejsi zawsze są rodzice. Czego się od nich nauczymy, co u nich podpatrzymy, zakoduje się nam choćby w podświadomości. Jeśli rodzice nie czytają, nie pokazują nam, że można to robić, że można z tego czerpać przyjemność, że to nie musi być tylko przykry obowiązek, to i my czytać nie będziemy, nawet nie spróbujemy…

To jest tylko moje zdanie. Badań nad przyczynami niechęci do czytania nie prowadziłam. Ale nasuwa mi się tylko jedna myśl: Nie zachęca się ludzi do czytania, a znakomita większość nie ma pojęcia jaka to może być przyjemność.
A ja tego zjawiska pewnie nigdy nie zrozumiem, bo jak osobie, która uwielbia lody waniliowe można wytłumaczyć, że są one niesmaczne? :D No właśnie… Tak i mnie chyba nikt nie wytłumaczy, że książki to nic fajnego… Ale może ktoś spróbuje? :) Chociaż lojalnie uprzedzam, będzie ciężko, bo moim zdaniem nieczytanie do obciach :)

Ps. Badanie wraz z komentarzem można znaleźć tutaj
Ps.2 A tutaj trochę się wytłumaczyłam :)